„POŻEGNALNY WALC” – recenzja filmu
Recenzje filmów / 10 maja 2017

Istnieją dzieła ponadczasowe, których wiecznotrwałość w jakiś magiczny sposób nie jest uzależniona od merytorycznej wartości. Najlepszym przykładem jest tu „Trędowata” Heleny Mniszek, która to książka ukazała się na świecie wyłącznie dlatego, Że ojciec autorki był bogatym wydawcą. Jej popularność przeszła najśmielsze oczekiwania i, rzecz dziwna, trwa do dziś. Do czasu nowego, powojennego wydania nawet biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego nie dysponowała egzemplarzem tej powieści – wszystkie zostały po prostu skradzione. Nie jest to przypadek odosobniony. Coś jest w tych łzawych kiczach, co porusza ludzkie serca i zaspokaja ich pragnienia. Film też ma swoje „Trędowate”, tak zwane wyciskacze łez ze słynnym „Love story” na czele, i chyba nigdy ich popularność nie zmaleje. Jednym z takich filmów, obecnie źle ocenianym przez krytyków, jest dwukrotnie nominowany do Nagrody Akademii „Waterloo Bridge”, w Polsce emitowany pod wiele mówiącym tytułem „Pożegnalny walc”. Choć czasy się zmieniły i wielu z przedstawicieli młodego pokolenia w ogóle nie lubi czarno-białych filmów, dobrze jest go obejrzeć, gdyż dzisiaj nie sposób już zobaczyć na ekranach IMAXów dzieła podobnej klasy. Trwa II Wojna Światowa. Dziewiętnastoletnia Myra Lester, tancerka ze znanej trupy baletowej, zakochuje się z wzajemnością w Royu Croninie. Młodzi ludzie spotykają się w sekrecie przed surową szefową baletu, fanatycznie strzegącą moralności swych podopiecznych….

Assassin’s Creed 2016 – Widzieliśmy Film!
Recenzje filmów / 27 grudnia 2016

W dniu wczorajszym mieliśmy okazję zobaczyć film Assassin’s Creed w reżyserii Justina Kurzela. Film dostępny jest na światowym runku już od tygodnia, wiemy jednak, że nie wszyscy z was mieli okazję zapoznać się z nim w związku ze styczniową premierą produkcji w polskich kinach. Biorąc to pod uwagę i nie chcąc psuć wam zabawy ewentualnymi spoilerami fabuły zapraszamy na łamy naszego portalu już w dniu premiery filmu, kiedy zaprezentujemy pełną ocenę produkcji.

Doktor Strange – Recenzja Filmu
Recenzje filmów / 6 listopada 2016

Kinowe Universum Marvela wzbogaca się o czarodzieja. Doktor Strange wyrusza do walki ze złem z jakim nie walczyli jeszcze nawet Avengersi. Przywykliśmy już do widoku przebranych w super-zbroje miliarderów, mutantów, półbogów i świetnie wyszkolonych asasynów, którzy raz za razem stają do walki z zagrażającym Ziemi niebezpieczeństwem. Starcia z potężnymi robotami, mieszkańcami odległych planet i pragnącymi władzy Mandarynami powoli zaczęły się stawać codziennością i w tej właśnie chwili Marvel postanowił wynieść swoje Universum na zupełnie nowy poziom umieszczając w nim prawdziwego czarodzieja – Doktora Strange. Geneza Doktora Strange Jestem fanem komiksów i do ich adaptacji podchodzę zawsze z mieszanką ekscytacji i zgrozy. Z jednej strony mogę zobaczyć jednego z ulubionych bohaterów na wielkim ekranie, z drugiej jednak przeraża mnie myśl, co też nastawiona na zysk produkcja może uczynić z pierwowzorem historii. W przypadku Doktora Strange zupełnie nie znałem historii tej postaci i udało mi się nigdy z nią nie spotkać dzięki czemu do pisania recenzji filmu Doktor Strange mogę podejść jako zwykły widz blockbusterowy. Doktor Stephen Strange jest wziętym chirurgiem w jednym z Nowojorskich szpitali, któremu stylu życia i klasy pozazdrościć mógłby sam Tony Stark. Doktor Strange wydaje pieniądze niemal tak szybko, jak je zarabia, a zarabia ich niemało. Jest ekscentryczny,…

WIOSNA, PANIE SIERŻANCIE – recenzja filmu
Recenzje filmów / 3 listopada 2016

Kino PRLu było przeważnie propagandowe, w sposób mniej lub bardziej zawoalowany. Trudno robić z tego zarzut, bo każdy ustrój preferuje pokazywanie go w dobrym świetle. Wystarczy wspomnieć już nie propagandówki kręcone w ZSRR, ale całe kino Hollywoodu. Niechby któryś z reżyserów spróbował w tamtych latach nakręcić film „szkalujący” Amerykę, choćby western przedstawiający prawdziwą historię eksterminacji Indian czy obyczajówkę o wegetacji bezdomnych na ulicach bogatych miast. Dopiero stosunkowo niedawno twórcy filmowi wywalczyli sobie prawo kręcenia takich dzieł. Nie im więc deprecjonować czas, w którym powstawały najlepsze artystycznie polskie filmy i seriale. Jednym z takich peerelowskich dzieł jest lekka komedia „Wiosna, panie sierżancie”. Warto się jej przyjrzeć, pokazuje bowiem rzeczy, których już nie ma i nigdy nie będzie. Sierżant Władysław Lichniak jest komendantem posterunku w Trzebiatowie, małym miasteczku żyjącym własnym sennym życiem. Milicjant robi zaocznie maturę, mieszkańcy próbują więc mu pomóc, nie dlatego że jest tu „władzą”, ale dlatego, ze po prostu go lubią. Miły i łagodny funkcjonariusz, w wolnych chwilach dyrygent i trębacz w miejscowej ochotniczej orkiestrze, jest ich dumą i oczkiem w głowie. Gdy sierżant wyjeżdża na pisemne egzaminy do pobliskiego Płocka, umawiają się, że aby umożliwić mu przygotowanie się do części ustnej, wszyscy będą skrupulatnie przestrzegać prawa, nawet miejscowi…

„CZŁOWIEK, KTÓRY SPADŁ NA ZIEMIĘ” – recenzja filmu
Recenzje filmów / 25 grudnia 2015

Filmy science fiction dzielą się generalnie na filmy akcji i dzieła filozoficzne. Czasami udaje się połączyć jedno z drugim, choć jest to sztuka nie lada. W dzisiejszych czasach nikomu na tym nie zależy, gdyż współczesne kino tworzy się dla widowni mało wymagającej, tak zwanych popcornożerców, kiedyś jednak twórcy mniej patrzyli na rankingi oglądalności, a bardziej na to by widz wyciągnął z seansu coś poza błahą zabawą. Nie mam wątpliwości, że obecnie nakręcenie filmu „Człowiek, który spadł na Ziemię” i wprowadzenie go do normalnego obiegu nie byłoby możliwe. Nawet jak na lata 70’te był to obraz był to obraz szokujący podejściem do tematu i sposobem prowadzenia akcji – coś całkowicie odmiennego od całej dotychczasowej fantastyki. Mary-Lou jest pokojówką w małym hotelu. Pewnego dnia pomaga jednemu z klientów, który zasłabł w windzie i jest to dla niej początek przygody – jednocześnie fascynującej i przerażającej. Szczupły i delikatny z wyglądu mężczyzna jest kimś innym niż sądzi. Thomas Newton to w istocie przybysz z innej planety, przedstawiciel wysoko rozwiniętej rasy, ucharakteryzowany na mieszkańca Ziemi. Jego świat umiera z braku wody i na naszej planecie Newton ma zamiar opracować sposób ratunku. Potrzebuje tez nowego statku, by móc wrócić i to jest dla niego największy problem….

Marsjanin – Recenzja filmu
Recenzje filmów / 13 października 2015

Nie od razu Rzym zbudowano. Tą sentencją pokrzepiam się, gdy patrzę ile czasu zajęło mi napisanie tej recenzji. Tak naprawdę po zakończeniu seansu nie byłem pewien co mam myśleć o Scottowskiej interpretacji powieści „Marsjanin”. W końcu przypomniały mi się słowa, które usłyszałem zaraz po filmie. „Scott zobaczył, że Interstellar Nolana odniósł sukces i sam postanowił zarobić na kosmosie.” Czy to prawda? Nie wiem. Dla mnie Ridley Scott zawsze kojarzył się z filmami fantastycznymi o kosmosie i nie widzę w nakręceniu „Marsjanina” szczególnej chęci podczepienia się pod wyimaginowany pociąg z pieniędzmi. Nie znaczy to jednak, że to właśnie ja mam w tym wypadku rację, a nie kto inny. Jednak nie o Scottcie a o jego filmie miałem pisać. Niedawno podzieliłem się z wami recenzją książki „Marsjanin” Andyego Weira. Jak nie trudno się domyślić „Marsjanin” Ridleya Scotta jest jej filmową adaptacją. Generalnie jestem orędownikiem tezy, że filmowe adaptacje są gorsze od książkowych pierwowzorów. Jest jednak kilka przykładów, które tezie tej przeczą. Daleko nie szukając „Igrzyska Śmierci” Francisa Lawrenca wysadzają w kosmos pierwowzór napisany przez Suzanne Collins. Niebezpiecznie blisko tej pozycji krąży w mojej opinii seria „Niezgodna”. Za tą opinię jednak nie dam się pociąć, gdyż ani książka, ani film nie przypadły mi szczególnie…

Żołnierz królowej Madagaskaru – recenzja filmu
Recenzje filmów / 17 maja 2015

Film muzyczny to najczęściej sceniczny musical przeniesiony na ekran. Często w ten sposób powstają prawdziwe perełki, które ogląda się z wielką przyjemnością. Niekiedy piosenki z takich filmów stają się przebojami nuconymi przez całe pokolenia. Wszyscy znamy tytuły takich filmów – „Hair, „Dźwięki muzyki”, „My Fair lady”…. Ale i nasz kraj nie pozostawał kiedyś w tyle za innymi. Realizowano filmy, mające rzeczywistą wartość i dopracowane pod każdym względem. Jednym z nich jest „Żołnierz królowej Madagaskaru”, ekranizacja farsy scenicznej, bijącej kiedyś rekordy popularności. Mecenas Mazurkiewicz, wielce szanowany obywatel Radomia, wdowiec i podpora miejscowego kółka parafialnego, wybiera się w podróż do Warszawy, żegnany owacyjnie przez elitę swego miasta. Mazurkiewicz jedzie do stolicy, by ożenić się tam z młodziutką Sabiną, ale ma też inne zadanie – chce mianowicie sprowadzić na drogę cnoty znaną divę teatralną, Kamillę, dla której wszyscy mężczyźni tracą głowę. Panna Sabinka ze strachem oczekuje na przybycie swego podstarzałego adoratora. Nie chce za niego wychodzić, choć nie śmie sprzeciwić się matce. Od dawna jest zakochana w swoim kuzynie Waldemarze Łąckim, który wszakże wypatruje oczy za piękną Kamillą. Chłopak nie ma pojęcia, że artystka jest kochanką jego własnego ojca i zupełnie nie zwraca uwagi na skromną Sabinkę, którą przywykł traktować jak młodszą siostrę….

Władcy Wszechświata – Recenzja filmu
Recenzje filmów / 14 kwietnia 2015

W latach 80. na polskie ekrany trafiła urocza i bardzo mądra przy tym kreskówka kreskówka „He-Man i Władcy Wszechświata”. Opowieść o księciu planety Eternia, który na publiczny użytek jest lekkomyślnym i niezbyt odważnym młodzieńcem, ale w razie potrzeby zamienia się w szlachetnego mocarza, podbiła wszystkie serca. Półgodzinne odcinki, okraszane na zakończenie jakąś moralną nauką dla dzieciaków, przyciągały przed ekrany całe rodziny. Wreszcie reżyser. Gary Goddard, pokusił się o przeniesienie przygód He-Mana na duży ekran. Film „Władcy Wszechświata” został zrobiony dość zgrabnie, choć, pomimo dobrej obsady, nie zadowolił ani miłośników SF, ani fanów kultowej kreskówki. A nawet pisząca te słowa fanka zarówno He-Mana, jak i Dolpha Lundgrena dobrze widzi minusy filmu.  Młodziutka Julie mieszka i pracuje w małym miasteczku w Texasie. Niedawno spotkała ją wielka tragedia. Straciła oboje rodziców i obwinia się o ich śmierć, gdyż zamiast lecieć z nimi na wycieczkę, wolała spotkać się ze swoim chłopakiem, Kevinem, muzykiem ze szkolnego zespołu. Postanawia wyjechać na jakiś czas z miasta. Podczas pożegnalnej randki z Kevinem oboje znajdują dziwny przedmiot. Myślą, że to rodzaj syntezatora, gdyż ma klawiaturę wydającą melodyjne dźwięki i emituje kolorowe światełka. Tymczasem jest to klucz podprzestrzenny, za pomocą którego na Ziemię trafili He-Man, jego przyjaciółka Teela, jej ojciec…

Szybcy i Wściekli – Recenzja filmu
Recenzje filmów / 12 kwietnia 2015

Nigdy nie daje się fanowi reżyserować, bo nie stworzy dobrego filmu. Taka niepisana zasada panuje w Hollywood. Disney postanowił właśnie ją złamać zatrudniając do najnowszej części „Gwiezdnych Wojen” J.J Abramsa. Zobaczymy, czy się na tym nie przejadą. Nigdy nie daje się fanowi do napisania recenzji. Takiej zasady nigdy nie słyszałem, ale kto wie czy by się nie przydała. Zakochałem się w „Szybkich i Wściekłych” od pierwszego wejrzenia, bądź będąc do słowniejszym; Od pierwszego obejrzenia. W tamtym czasie i w pierwszej odsłonie film kojarzył mi się bardzo z grą „Need For Speed” – która notabene doczekała się już własnej adaptacji. Kiedy po Szybkich i Wściekłych nadjechali „Za Szybcy, Za Wściekli” czułem się odrobinę zawiedziony, kiedy jednak pojechali driftować w Tokio uznałem, że format się wypalił i pora zamykać garaż. Nawet miłość bezgraniczna dochodzi czasami do punktu, za którym jest już tylko zobojętnienie. Byłem przekonany, że po Tokio już nic mnie nie czeka i wtedy Justin Lin pokazał co potrafi, a ja padłem na kolana. „Szybko i Wściekle” było jak objawienie. Rzuciło mnie na kolana. Alfred Hitchcock powiedział kiedyś „Film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć”. Lin potraktował najwyraźniej słowa mistrza dosłownie rozpoczynając film od napadu…

Labirynt – Recenzja filmu
Recenzje filmów / 3 kwietnia 2015

Bywa tak, że film, który początkowo miał fatalne wyniki kasowe i złą prasę, z czasem staje się dziełem kultowym. Tak było z pierwszą serią „Star Treka”, emitowaną w telewizji trochę z łaski, a trochę w ramach eksperymentu i przerwana po trzecim sezonie. Dopiero podczas kolejnych powtórek popularność serialu rosła, aż osiągnęła rozmiary nienotowane w historii tego typu produkcji. W kategorii kinowej odpowiednikiem „Star Treka” jest niewątpliwie „Labirynt” Jima Hensona – choć niestety nie doczekał się on własnego uniwersum ani spin-offów. Obraz, który został już na wstępie skreślony przez znawców, okazał się trwalszy niż wiele ówczesnych hitów. Kilkunastoletnia Sarah Williams nie chce w sobotni wieczór opiekować się rocznym braciszkiem. W chwili rozdrażnienia wypowiada słowa przeczytane w książce dla dzieci „Chcę, żeby przyszły gobliny i natychmiast cię stąd zabrały.” I oto jej samolubne życzenie się spełnia – mały Toby znika. Przed przerażona skutkami swego egoizmu dziewczyną staje sam potężny Król Goblinów, władający magicznymi mocami. Sarah dowiaduje się z jego ust, że odzyskać brata może jedynie wtedy, gdy sama po niego przyjdzie. Droga prowadzi przez labirynt pełen pułapek i groźnych, a od czasu do czasu przyjacielskich stworzeń. Sarah nie od razu zdaje sobie sprawę z tego, że największym zagrożeniem nie jest dla niej…