„KOCHANE MALEŃSTWA” Randal Lemoine – recenzja książki

11 lutego 2017

5d7b43d0a2b5f7cf1bb73079438aedfaKsiążki o dzieciach zazwyczaj są pisane dla dzieci. Nasi milusińscy lubią czytać o swoich rówieśnikach i przeżywać przygody wraz z nimi. Jednak nie zawsze takie opowieści są adresowane wyłącznie do nich – na przykład przygody Mikołajka są bardzo chętnie czytane przez dorosłych. Zdarzają się jednak pozycje traktujące o dzieciach, które z samego założenia są skierowane do dorosłych czytelników. Jedną z takich pozycji jest rewelacyjna książka francuskiego pisarza Randalla Lemoina „Kochane maleństwa” .

Małżeństwo Aliny i Franciszka Chantour byłoby – mimo drobnych problemów natury finansowej – istną sielanką, gdyby nie matka pierwszego męża pani Aliny. Nienawidząca swej synowej, a bardzo wpływowa i apodyktyczna kobieta od lat nie ustaje w wysiłkach, by odebrać jej synów z pierwszego małżeństwa. Pisze donosy do władz, oskarżając panią Chantour o złe prowadzenie się, a jej męża o katowanie pasierbów, nasyła też na małżonków inspektorów opieki społecznej. Po jednej z takich akcji starszej pani kuzyn pana Franciszka podsuwa jemu i pani Alinie myśl, żeby częściowo ustąpić kobiecie, będącej w końcu babcią chłopców. Niech pojadą do niej na całe wakacje, podczas gdy reszta rodziny będzie podróżować. Tylko ktoś, kto zna osobiście Roberta i Patryka, wie, jak dalece jest to perfidny plan – babcia nie będzie mogła pozbyć się wnuków przed czasem, a na dodatek chłopcy upierają się, by zabrać do niej swoich ulubieńców, bokserkę imieniem Matylda oraz Pulpeta, świnkę morską. Uzyskawszy podstępem niechętne pozwolenie babci przywożą więc ze sobą pupili do arystokratycznej siedziby, której progów nigdy nie przekroczyło żadne zwierzę domowe. Pani Marcevault, przerażona ich widokiem, nie przypuszcza nawet, że obecność pod jej dachem dwóch zdrowych i odpowiednio aktywnych chłopaków jest czymś znacznie gorszym niż całe stado psów i gryzoni. Być może nawet po długiej walce udałoby się jej jakoś sterroryzować obu chłopców, gdyby natychmiast po przyjeździe nie zyskali cichego sojusznika w postaci kamerdynera babci, Szkota Barnsa….

Zderzenie postaci wyniosłej bigotki z dwoma łobuziakami jest czymś przezabawnym. Przy czym należy podkreślić, że Patryk i Robert nie są złymi chłopcami. To po prostu normalne dzieci, wychowywane w atmosferze miłości i niejakiej swobodzie. Obaj są bardzo sympatyczni, inteligentni i obdarzeni empatią – kochają zwierzęta, od razu zaprzyjaźniają się z kamerdynerem i jako jedyni członkowie rodziny lubią przebogatą ciocię Nanetę tylko dla niej samej, niczego od niej nie oczekując. A że przy tej okazji brykają i psocą, jest chyba rzeczą normalną, choć niekoniecznie dla wszystkich. Jedno jest pewne, że władcza i egoistyczna babcia nie zapomni tych wakacji do końca życia i trudno byłoby jej współczuć z tego powodu.

Napisaną z typowo francuską lekkością powieść przełożyła dla polskiego czytelnika mistrzyni satyrycznego pióra, sama Magdalena Samozwaniec, która skrupulatnie zadbała o to, by nie uronić żadnego żarciku czy aluzji. Wielka szkoda, że ta urocza książka ukazała się w Polsce tylko raz i od 1958 roku nikt nie wpadł na pomysł jej wznowienia. Rzadko też jest dostępna w bibliotekach, a nawet mocno podniszczone egzemplarze na allegro są sprzedawane bardzo drogo. Wydawcy powinni wyciągnąć z tego jakieś wnioski.

Tytuł: „Kochane maleństwa”

Autor: Randal Lemoine

Tytuł oryginału: francuski

Przekład: Magdalena Samozwaniec

Rok wydania polskiego: 1958

Oficyna wydawnicza: CZYTELNIK

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *