„MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY” Gabriel Garcia Marquez – recenzja książki

27 grudnia 2016

33Gabriel Garcia Marquez jest jednym z najwybitniejszych pisarzy naszej epoki. Nie ma chyba człowieka, który by o nim nie słyszał, choć tych, którzy by przeczytali choć jedną jego książkę, jest znacznie mniej. Jego specyficzny styl powoduje, że nie są one łatwe w odbiorze i wymagają od czytelnika pewnej inteligencji. Warto jednak się przyłożyć, żeby odkryć ich niesamowity urok. Jedną z nich jest „Miłość w czasach zarazy”, niesamowita opowieść, która już została przeniesiona na ekran.

Znany na Karaibach sędziwy lekarz, Juvenal Urbino, umiera wskutek upadku z drabiny. Jego żona Fermina szczerze go opłakuje, bo choć ich małżeństwo zostało zawarte z rozsądku, Gdy w pierwszych dniach wdowieństwa otrzymuje list od dawnego wielbiciela, odpisuje na niego z wściekłością i obrazą. z biegiem lat przywiązała się do męża. Później jednak przypomina sobie czasy młodości i jej gniew powoli stygnie. Gdy młodziutka Fermina Daza była jeszcze uczennicą, poznała nieślubnego syna miejscowej sklepikarki, Florentina Arizę. Starszy od niej chłopak obdarzył ją uczuciem, które – jak później się okazało – miało przetrwać ponad pół wieku. Apodyktyczny Lorenzo Daza, ojciec dziewczyny, dołożył wszelkich starań, by rozdzielić młodych, których życie odtąd potoczyło się różnymi torami…

Opowiedziana przez Marqueza historia jest pretekstem do ukazania kawałka dziejów Karaibów i lokalnego kolorytu tamtejszych miasteczek. Na tym tle rozgrywa się dramat, któremu daleko do szekspirowskich – bo też Florentino i Fermina w niczym nie przypominają bohaterów romantycznych. Prawdę mówiąc, żadne z nich nie może budzić sympatii. Ona, dumna, interesowna i pretensjonalna dziedziczka zdobytego w podejrzanych okolicznościach majątku, bez oporów godzi się na małżeństwo z bogatym lekarzem, choć go wcale nie kocha. On, tchórz i sknera, beznadziejnie nudny, oddaje się po kryjomu rozpuście przez całe dziesięciolecia, siejąc nieślubnymi dziećmi. Jego ostatni wyczyn jest wręcz kryminalny, w wieku ponad siedemdziesięciu lat uwodzi przecież czternastoletnią Amerykę Vicuńa i pośrednio staje się przyczyną jej samobójstwa. Jedyne, co w życiu tych dwojga jest czyste i nieskalane, to miłość, którą przechowali przez pół wieku w sercach, i tylko to poniekąd usprawiedliwia ich istnienie. Poza tym bowiem są typowymi bezużytecznymi konsumentami życia, takimi którzy żyją nie wiedzieć po co i przemijają bez echa. Jeszcze Fermina nie budzi w zasadzie uczuć negatywnych. Ot, przeciętna domowa kura, co to przeżywszy w drobnomieszczańskiej przykładności pół wieku postanawia przed śmiercią zakosztować czegoś więcej. Jednak jej amant, na lewo i na prawo uwodzący, a czasem prawie gwałcący upatrzone kobiety, jakby mimochodem łamiący życie dziewczynki, mogącej być jego wnuczką, jest zdecydowanie wstrętny i nic na to nie można poradzić.

Oprócz głównych bohaterów w książce mamy całą masę osób drugoplanowych, czasem bardziej realnych i – można by rzec – krwistych niż Florentino i Fermina. Ich historie są też dużo ciekawsze niż dzieje podstarzałych kochanków. U Marqueza tak często bywa, za często, by nie miał to być zamierzony chwyt. W każdym razie od książki nie sposób się oderwać, choć pisana jest w sposób bardzo osobliwy. Niemal nie ma w niej dialogów, a mimo to nie sprawia wrażenia zbyt opisowej. Przeciwnie, trudno ją sobie wyobrazić napisaną w inny sposób. Polecam serdecznie.

Tytuł: „Miłość w czasach zarazy”
Autor: Gabriel Garcia Marquez
Język oryginału: hiszpański
Tytuł oryginału: „El amor en los tiempos del colera”
 Data wydania: 6 lutego 2014
 ISBN: 9788377587478
 Liczba stron: 496
Okładka: zależna od wydania

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *