„PRZESTRZENI! PRZESTRZENI!” Harry Harrison – recenzja książki

9 kwietnia 2017

6Nie zawsze adaptacja filmowa dobrze służy swemu pierwowzorowi. Bywają filmy, mające tylko luźny związek z książkami, na których bazie powstały. Ekstremalnym przykładem jest tu „Czarny Tulipan”, o którym wciąż się mówi, że powstał na motywach prozy Aleksandra Dumas, podczas gdy książka pod tym tytułem nie ma zupełnie nic wspólnego z treścią filmu. Ekranizacje dokładne są dziś bardzo rzadkie, zwykle mamy do czynienia z impresją reżysera na temat tego, co przeczytał i jego własnymi dodatkami, rodzajem specyficznego fanfiction. Jednym z przykładów takiego działania jest film „Zielona pożywka” („Soylent green”), który powstał pod wpływem inspiracji książką Harry’ego Harrisona „Przestrzeni! Przestrzeni!

Zbliża się rok 2000, od dawna oczekiwany przełom tysiącleci. W Nowym Yorku żyje 35 milionów ludzi, a na jego ulicach rządzą prawa dżungli. Transport mechaniczny nie istnieje, wskutek braku paliwa. Elektryczność jest wydzielana. Władze nie panują już nad niczym i koncentrują się niemal wyłącznie na zapewnieniu bezpieczeństwa i dostępności do dóbr luksusowych wąskiej grupie elity. Ziemia jest wyeksploatowana niemal do granic możliwości, żywność staje się towarem luksusowym. Podczas szczególnie gorącego lata detektyw policyjny Andy Rush otrzymuje pozornie zwykłe zadanie: ma zbadać okoliczności śmierci milionera Mike’a O’Briena. Początkowo podchodzi do niego z rutynową obojętnością. W mieście codziennie dochodzi do wielu morderstw, z których tylko nieliczne zostają wyjaśnione, o innych zapomina się jak najszybciej. Szybko jednak okazuje się, że schwytaniem mordercy zainteresowane są wysoko postawione osoby, musi więc ono trwać aż do skutku. Starając się odnaleźć mordercę detektyw poznaje utrzymankę „Wielkiego Mike;a”, młodą dziewczynę o imieniu Shirl. Niespodziewanie łączy ich głębokie, namiętne uczucie. Ten romans nie ma jednak szczęśliwego zakończenia – być może w ich świecie takowe w ogóle nie istnieją…

18c94f50e9d25388f0691ec0e434e0beKsiążka Harry’ego Harrisona została w 1966 roku przeniesiona na ekran, jednak dokonano jedynie luźnej adaptacji jej najważniejszych wątków. „Zielona pożywka”, bo o tym filmie mowa, odbiega daleko od oryginału literackiego, a co więcej, całkiem zaciemnia jego przesłanie. Nie ma w nim mowy o koszmarnym przeludnieniu, które w książce jest powodem większości problemów. Wynikło ono z powszechnej niechęci do kontroli urodzin w społeczeństwie, na próżno walczącym z postępującym jałowieniem ziemi uprawnej i degradacją środowiska naturalnego. Nawet w sytuacji, gdy nędzarze śpią pokotem na ulicach i klatkach schodowych, czysta woda jest luksusem, a żywność osiąga astronomiczne ceny, ludzie mnożą się nadal bez żadnych zahamowań. To doprowadza do sytuacji, w której nie tylko wiele zdobyczy cywilizacji staje się przeszłością, ale czymś niemożliwym staje się też zwykła prywatność. Zaczyna stanowić, podobnie jak mięso czy możliwość wzięcia prysznica, luksus dostępny tylko dla bogaczy. Nie wszyscy to wytrzymują. Jedni organizują masowe demonstracje, licząc na wywarcie nacisku na władze, inni działają w myśl zasady „wszystko, aby jakoś przeżyć”. Normy moralne przestają mieć znaczenie, uczucia tracą swą ważność. Najlepszym przykładem jest miłość Shirl i detektywa Rusha. Dzielna, inteligentna i po swojemu uczciwa dziewczyna, która w imię tej miłości rezygnuje z luksusowego życia utrzymanki, załamuje się w końcu, gdy oboje tracą swój ostatni skarb – w miarę odizolowaną od innych, choć nędzną przystań. Wiele wytrzymała, nie mogła jednak znieść przebywania w jednym mieszkaniu z prymitywną, rozwrzeszczaną rodziną, którą dokwaterowała im opieka społeczna. Trudno robić jej z tego zarzut, wystarczy postawić się na jej miejscu. Tego wszystkiego nie ma w filmie, którego reżyser postawił na grozę innego rodzaju, zagrożenie legalnym ludożerstwem i w ten sposób całkiem wypaczył przesłanie książki.

Autor trochę przeliczył się z określeniem terminu wydarzeń, podobnie jak choćby twórcy serialu „Kosmos 1999”. Jak wszyscy wiemy, przełom tysiącleci nie wyglądał tak, jak mu się wydawało. Mamy go dawno za sobą, a Nowy York nadal wygląda normalnie. Ludzkość znalazła sposób , aby zwiększyć produkcję żywności, wciąż też starcza paliwa i wody. Ale można zadać sobie elementarne pytanie, na jak długo? Wszyscy oczywiście wierzymy w to, że „ludzkość jakoś sobie poradzi”, Ale co, jeśli sobie nie poradzi? Cały nurt postapo bazuje na przekonaniu, że tak się nie stanie. Takie książki jak „Przestrzeni! Przestrzeni!” są ostrzeżeniem: zacznijmy wreszcie używać mózgów, inaczej nasz los będzie przesądzony.

.Autor: Harrison Harry (właśc. Dempsey Harry Maxwell)
Tytuł oryginalny: Make Room! Make Room!
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kot Radosław
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: science fiction
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1966
Rok pierwszego wydania polskiego: 1990
Serie wydawnicze: Science Fiction [CIA-Books]

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *