„TAJEMNICZY OGRÓD” Frances Hodgson Burnett – recenzja książki

20 stycznia 2017
5d7b43d0a2b5f7cf1bb73079438aedfaJedne książki są ponadczasowe, żywot drugich ogranicza się do trwania mody na dany gatunek lub autora. Chyba właśnie po tym można poznać rzeczywistą wartość dzieła literackiego – jak długo przetrwa. Modni autorzy mogą się puszyć i zadzierać nosy, ale dopiero upływający czas da odpowiedź na to, czy są warci przetrwania. Nieodmiennie nasuwa się tu cassus Wiecha, któremu współcześni odmawiali nagród literackich, a nawet zwykłego uznania, a który na dłuższą metę okazał się cenniejszy dla polskiej literatury niż nagradzani „poważni” autorzy. Jedną z książek, która zapewniła sobie stałe miejsce w świecie, jest „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett, książka teoretycznie dla dzieci, ale praktycznie dla wszystkich.

Dziesięcioletnia Mary Lennox urodziła się w Indiach, w rodzinie bogatego urzędnika kolonialnego. Wczesne dzieciństwo spędziło w miejscu, gdzie nikomu na niej nie zależało, a klimat bardzo jej szkodził. Chorowita i nieznośna dziewczynka wzrastała w przekonaniu, że całe otoczenie ma obowiązek spełniać jej życzenia i nie zastanawiała się nad niczyimi uczuciami. Gdy jej rodzice zmarli na cholerę, została wysłana do Wielkiej Brytanii. W Yorkshire trafiła do domu wuja Archibalda Cravena. Jemu również nie zależało na osieroconej krewnej, czuł się jednak w obowiązku, by zapewnić jej opiekę. Na miejscu Mary czuje się początkowo równie niechciana jak w Indiach. Zmienia to młoda służąca, wieśniaczka Marta Sowerby. Jest pierwszą, która na krzyki i wyzwiska dziewczynki odpowiada, że „tak nie wolno” i równocześnie pierwszą, która okazuje jej prawdziwą życzliwość. Pomału Mary zaczyna uczyć się prawdziwego świata, w której nikt nie spełnia jej życzeń i nie obsługuje jej na każdym kroku, ale gdzie nareszcie spotyka się ze szczerością ze strony ludzi. Pewnego dnia dowiaduje się o zamkniętym, od lat ogrodzie i postanawia go odnaleźć. Przypadkiem odkrywa też, że nie jest jedynym dzieckiem w ogromnym domu….

Mary to bardzo ciekawa postać, często oceniana zbyt powierzchownie. Nie jest dziewczynką złą z gruntu – wiemy przecież, że lubi zwierzęta i kwiaty, a jej paskudne zachowanie spowodowane jest całkowitym zaniedbaniem ze strony rodziców i uległością hinduskich służących. „To w ogóle nie są ludzi!” krzyczy rozzłoszczona w rozmowie z Martą. Ale czy sama doszła do takiego wniosku? Nie, tak ją nauczono. Anglicy pogardzali Hindusami i traktowali ich jak podludzi, nic dziwnego więc, ze mała dziewczynka przesiąkła podobnymi uprzedzeniami. Traktowała służących tak, jak jej się podobało, bo miała na to pozwolenie od rodziny, dla której stanowiła tylko kłopot„Gdyby matka częściej zaglądała do pokoju dziecinnego, może Mary nabrałaby lepszych manier”, mówi tymczasowa opiekunka, żona pastora. Niewątpliwie ma rację. Paradoksalnie utrata rodziców i statusu wyszła jej na dobre. Trafiła nie tylko do zdrowszej okolicy, gdzie przestała chorować, ale poznała ludzi, którzy nauczyli ją, co to prawdziwa życzliwość i empatia. Autorka podkreśla chwilami, że Mary nie jest dobrym i miłym dzieckiem, ale też nie miała dotąd okazji rozwinąć podobnych cech. Bezinteresowna życzliwość Marty, która nie tylko zajmuje się jej potrzebami materialnymi, ale i zaprzyjaźnia się mimo początkowych nieporozumień, staje się dla dziewczynki punktem zwrotnym. Mary odkrywa w sobie nowe potrzeby i uczucia, które ją odradzają, podobnie jak tytułowy ogród. Zdobywa coś, o czym wcześniej nawet nie myślała: prawdziwych przyjaciół. Stają się nimi Marta, jej młodszy brat Dickon, szorstki ogrodnik Ben oraz niespodziewanie kuzyn Mary, jej rówieśnik Colin. Ten histeryczny chłopiec, któremu otoczenie przez całe życie wmawia różne choroby, również odradza się pod wpływem Mary. Odzyskuje chęć do życia i nadzieję na spełnienie marzeń.

Powinnam tu napisać coś o wuju Mary, Archibaldzie Cravenie, ale nie mam dla niego wielkiej sympatii. Człowiek, który nieomal doprowadza do kompletnego wykolejenia lub nawet śmierci własnego syna, nie może jej budzić. Miłość do zmarłej żony nie usprawiedliwia jego postępowania, obawa że syn odziedziczy po nim garb – również. Pan Craven bardzo wygodnie usuwa Colina ze swego życia i oddaje się żałobie, pozwalając przy tym, by leczył go jego własny brat, wiejski lekarz, a nie specjalista. Bardzo niebezpieczna sytuacja, mogąca doprowadzić do tragedii. Doktor, z którym rodzony braciszek jakoś nie podzielił się majątkiem (wyraźnie jest zaznaczone, że dr Craven jest człowiekiem biednym), mógł dopuścić się czegoś złego, szczególnie że nie lubił histerycznego bratanka, a perspektywa odziedziczenia majątku na pewno mu się majaczyła. Szczęśliwie lekarz jest dobrodusznym człowiekiem i mimo wszystko nie życzy chłopcu źle. Łatwo jednak można wyobrazić sobie zupełnie inny scenariusz, godny samej Agathy Christie.

Bardzo ważną postacią w książce jest rzecz jasna Marta Sowerby, służąca niesympatycznej ochmistrzyni domu Cravena, pani Madlock. Pochodząca z bardzo biednej rodziny, niewykształcona dziewczyna ma w sobie ogromne pokłady życzliwości. Instynktownie wyczuwa, że agresywna i niemiła dziewczynka potrzebuje czyjegoś zainteresowania, odrobiny serca, którego jej nigdy nie okazywano. Mimo różnic klasowych staje się jej pierwszą przyjaciółką i pomaga jej ujrzeć lepszą stronę świata. Dlaczego tak samo nie pomagała Colinowi, z którym przecież miała regularny kontakt? Odpowiedź jest prosta: Mary nie posiadała takiej władzy nad ludźmi jak jej chorowity i złośliwy kuzyn, którego Marta po prostu się bała. I znowu – Colin, podobnie jak Mary, nie z własnej winy stał się małym despotą. Tylko zbiegiem okoliczności ratunek dla obojga dzieci przyszedł w chwili, gdy jeszcze można było coś naprawić.

Pisząc „Tajemniczy ogród” Frances Burton wykazała się przede wszystkim dużą znajomością psychologii. Jej powieść może wydawać się nieco naiwna (naprawdę trudno uwierzyć w to, że obarczona liczną rodziną, uboga wieśniaczka dożywia za darmo dwójkę bogatych dzieciaków, którym chce się udawać w domu, że nie jedzą), ale mimo to pozostaje lekturą, którą każdy powinien przeczytać. Szczególnie, że jest przyjemna i podnosząca na duchu. Powieść została kilkakrotnie sfilmowana, lecz moim zdaniem jedyną dobrą ekranizacją był angielski serial z 1975 roku, w reżyserii Katriny Murray. Trzeba przyznać, że nie widziałam ekranizacji brazylijskiej (czego bardzo żałuję), widziałam jednak inne i uważam je za kompletnie nietrafione. Szczególnie źle prezentuje się wersja w reżyserii Agnieszki Holland, której talent jest w ogóle przeceniany – śmiało można ją nazwać najbardziej przereklamowanym polskim reżyserem. Tak czy inaczej najlepiej książkę po prostu przeczytać, nie oglądać filmy, chyba że ktoś wpadnie na pomysł ponownego wyemitowania wspomnianego brytyjskiego serialu.

Tytuł: „Tajemniczy ogród”

Autor: Frances Hodgson Burnett

Język oryginału: angielski

Data pierwszego wydania: 1911 rok

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *