WIOSNA, PANIE SIERŻANCIE – recenzja filmu

3 listopada 2016

wiosnaKino PRLu było przeważnie propagandowe, w sposób mniej lub bardziej zawoalowany. Trudno robić z tego zarzut, bo każdy ustrój preferuje pokazywanie go w dobrym świetle. Wystarczy wspomnieć już nie propagandówki kręcone w ZSRR, ale całe kino Hollywoodu. Niechby któryś z reżyserów spróbował w tamtych latach nakręcić film „szkalujący” Amerykę, choćby western przedstawiający prawdziwą historię eksterminacji Indian czy obyczajówkę o wegetacji bezdomnych na ulicach bogatych miast. Dopiero stosunkowo niedawno twórcy filmowi wywalczyli sobie prawo kręcenia takich dzieł. Nie im więc deprecjonować czas, w którym powstawały najlepsze artystycznie polskie filmy i seriale. Jednym z takich peerelowskich dzieł jest lekka komedia „Wiosna, panie sierżancie”. Warto się jej przyjrzeć, pokazuje bowiem rzeczy, których już nie ma i nigdy nie będzie.

sierzantSierżant Władysław Lichniak jest komendantem posterunku w Trzebiatowie, małym miasteczku żyjącym własnym sennym życiem. Milicjant robi zaocznie maturę, mieszkańcy próbują więc mu pomóc, nie dlatego że jest tu „władzą”, ale dlatego, ze po prostu go lubią. Miły i łagodny funkcjonariusz, w wolnych chwilach dyrygent i trębacz w miejscowej ochotniczej orkiestrze, jest ich dumą i oczkiem w głowie. Gdy sierżant wyjeżdża na pisemne egzaminy do pobliskiego Płocka, umawiają się, że aby umożliwić mu przygotowanie się do części ustnej, wszyscy będą skrupulatnie przestrzegać prawa, nawet miejscowi cwaniacy i chuligani. Dobry plan rujnuje jednak nieakceptowana przez małomiasteczkową położną miłość jej syna i urzędniczki pocztowej Heli, uważanej powszechnie za latawicę. Pani Michnikowa wywołuje awanturę, która ściąga sierżanta. Hela, chcąc wymusić na narzeczonym opuszczenie miasteczka i wyjazd do Nowej Huty, udaje zainteresowanie sierżantem. Dużo od niej starszy mężczyzna w końcu zakochuje się. Czeka go gorzkie rozczarowanie….

 

mlodziW filmie mamy typową małomiasteczkową scenerię z jej wszystkimi śmiesznostkami i przywarami. Patrzymy na nie przez szkiełko małej stabilizacji, tak powszechnej w czasach głębokiego PRLu i sławionej jako coś, do czego trzeba dążyć. Mamy tam galerię barwnych postaci: alkoholika i obiboka Wyderko, ludowego poetę Tumanka, stolarza Malcherczyka, mistrza w pędzeniu bimbru, miejscowego księdza … Niedaleko stacjonuje oddział radzieckich żołnierzy, który wszakże do niczego się nie wtrąca. Wszyscy żyją w swoistej symbiozie, z której wyłamuje się tylko buntownicza Hela. Ta młoda dziewczyna chce się uczyć i dojść do czegoś w życiu, nie wystarcza jej mieszkanie kątem u ciotki i praca na poczcie. Jest czarną owcą, ale jednocześnie jakby jedyną tam osobą naprawdę po ludzku żywą, taką która do czegoś dąży. Reszcie wystarcza to, co mają i nie pragną niczego więcej, zupełnie jak zdegenerowana ludzkość z książki „Nowy wspaniały świat” Huxleya. Dopiero dziś możemy to w pełni ocenić, kiedyś Hela była dla widzów jedynie cyniczną szczeniarą, wykorzystującą bezczelnie uczucia dobrego i uczciwego człowieka dla własnych egoistycznych celów.

zalotyWiosna, panie sierżancie” jawi się nam dziś przede wszystkim jako obrazek z dawnych czasów, za którymi wielu tęskni. Poza tym mógłby stanowić film szkoleniowy dla aktorów, jak należy grać, nawet gdy ma się maleńką rólkę. Każdy epizod stanowi perełkę, na przykład genialna scena próbowania przez księdza bimbru celem ustalenia, kto go napędził. Dzisiejsze „hity” nawet się nie umywają do tej propagandowej – było nie było – produkcji. Polecam oglądanie jej bez uprzedzeń, bo jest tego warta.

Reżyseria: Tadeusz Chmielewski

Scenariusz: Tadeusz Chmielewski

 Gatunek: komedia obyczajowa

Produkcja: polska

Obsada: Józef Nowak, Małgorzata Pritulak, Jan Himilshbach, Tadeusz Fijewski i in.

Premiera28 czerwca 1974 (świat)

TragediaSłaboMoże byćDobrzeSuper (1 głosów, średnia: 3,00 z 5)

Loading...

Zapisz

Zapisz

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *