„W MATNI” – Emil Zola, recenzja
Recenzje Książek / 12 lipca 2019

Naturalizm to nurt w literaturze, mający ambicję przedstawiania ludziom świata takim, jaki jest, bez żadnych upiększeń. Jednym z najwybitniejszych przedstawicieli naturalizmu był Emil Zola, którego saga, „Historia Rougon Macqaurtów„, pokazuje najgorsze z ludzkich tragedii i zwyrodnień. Motywem przewodnim jest historia jednej rodziny, na której przykładzie autor próbuje udowodnić wpływ dziedziczenia na ludzkie zachowanie. Terminu „genetyka” jeszcze wtedy nie było, ale obserwacje lekarzy potwierdzały, że coś takiego jak alkoholizm czy słabość charakteru może przechodzić z ojca na syna. Zola był tak zafascynowany tą zależnością, że poświęcił całe dwadzieścia tomów, by jak najdokładniej ją przeanalizować. Chyba najbardziej przykrą w odbiorze z całego cyklu jest książka „W matni„, której lekturę co wrażliwszym ludziom szczerze odradzam. Gerwazyna Macquarte wyjeżdża z rodzinnego miasteczka w towarzystwie kochanka, egoistycznego lekkoducha Augusta Lantier oraz ich dwóch małych synków. Wkrótce po zamieszkaniu w Paryżu mężczyzna zaczyna ją zdradzać, a w końcu okrada i porzuca dla innej kobiety. Młoda matka nie poddaje się rozpaczy. Znajduje pracę jako praczka, dzięki czemu może utrzymać siebie i dzieci. Po jakimś czasie wychodzi za mąż za uczciwego, spokojnego robotnika o nazwisku Coupeau. Jest dla niego dobrą żoną, opiekuje się też dzielnie jego matką. Wkrótce rodzi też trzecie dziecko, córkę o imieniu Nana, a dzięki…