„NANA” – Emil Zola

13 października 2017

NanaCzy istnieją dziedziczne skłonności do degeneracji psychicznej? Za czasów Emila Zoli bardzo popularny pogląd głosił, że wszystkie złe skłonności są dziedziczne i że potomek „złej rodziny” po prostu musi się stoczyć, w taki czy inny sposób. Zola oparł na tej hipotezie cały swój cykl powieściowy, Les Rougon-Macquart. Pochodzi z niego między innymi słynny „Germinal”, nawiasem mówiąc najmniej udana książka z całej serii, włączona do kanonu lektur ze względu na swój temat – wyzysku robotników przez właścicieli przedsiębiorstw i pierwszych prób wywalczenia czegoś przez fatalnie opłacane grupy zawodowe. Lekturą szkolną jest też inna książka z tej serii, „Nana”, opowieść o błyskotliwej karierze paryskiej kurtyzany i jej nędznym końcu. Za czasów Zoli takie dziewczyny oceniano jednoznacznie. Czy jednak naprawdę zasługiwały na pogardę każdej „uczciwej kobiety”, z których przecież wiele po cichu romansowało na boku? Emil Zola piętnuje w swych książkach przede wszystkim ludzką hipokryzję, choć sam też nie odnosi się życzliwie do tej akurat bohaterki.

Osiemnastoletnia Nana staje się gwiazdą popularnego teatru, mimo sporej tuszy i braku jakichkolwiek uzdolnień artystycznych. Atuty takie jak nienaganna figura czy piękny głos zastępuje nieskrępowaną radością życia i wrodzonym wdziękiem, który szczególnie mocno oddziałowuje na mężczyzn w każdym wieku. Chociaż zaczynała na ulicy, bardzo szybko staje się wpływową, luksusową kurtyzaną, za którą wszyscy szaleją, niezależnie od wieku i pozycji towarzyskiej. Uzyskiwane w ten sposób pieniądze i wpływy nie przynoszą jednak Nanie szczęścia, Jedyny mężczyzna, którego obdarza rzeczywistym uczuciem, wykorzystuje ją i brutalnie porzuca. Od tej pory wszyscy, którzy mają z nią do czynienia, doświadczają samych porażek…

Emil Zola był naturalistą. Nie tyle wymyślał swych bohaterów, co brał ich z rzeczywistości, ale ukazywał w wymyślonej przez siebie sytuacji życiowej. Prezentował przy tym iście drobnomieszczańską ocenę ludzi i zjawisk, choć przecież sam starał się piętnować taki punkt widzenia. „Nana” jest powieścią na wskroś seksistowską, jak byśmy dziś powiedzieli, ale mimo to warto ją przeczytać, żeby zrozumieć, w jak bardzo sprawiedliwych i liberalnych czasach żyjemy. W czasach Zoli i później jego bohaterka była postrzegana jednoznacznie negatywnie. Nawet dzisiaj bywa przedstawiana jako archetyp osoby zepsutej i całkowicie amoralnej. A gdyby tak zdobyć się na obiektywizm w analizie jej postaci?

Pomyślmy: kiedy Nana ucieka z patologicznego domu, ma jakieś piętnaście lat. Wiąże się z mężczyzną, który bije ją i wykorzystuje. Rok później rodzi dziecko i zostaje porzucona. Może się utrzymywać wyłącznie z prostytucji. Mimo to nie zostawia synka – dba o niego na tyle, na ile ją stać. W chwili, gdy czytelnik poznaje Nanę podczas występu w teatrze, ma ona osiemnaście lat. Przez otoczenie i samego autora jest uważana za osobę całkowicie dojrzałą, podczas gdy – uwaga – zakochany w niej Jerzy Hugon, młodszy zaledwie o kilka miesięcy, a najwyżej rok, przedstawiany jest jako nieporadne dziecko. Cóż, prostytuująca się aktorka ma lat aż osiemnaście, podczas gdy Jerzy – ledwie siedemnaście

Czy chcesz, dziecino, żebym wytarła ci nosek? – pyta rozbawiona Nana, gdy chłopak przychodzi do niej z kwiatami. Skąd ten quasi-macierzyński ton? Przecież jest niemal rówieśniczką Jerzego. Co prawda panowało wtedy głębokie przekonanie, że kobiety dojrzewają znacznie szybciej niż mężczyźni, a mimo to taka dysproporcja wydaje się absurdalna. Nana jest przecież tylko nastolatką! Mimo całej ponurej szkoły życia, jaką przeszła, zachowała jakąś dziecięcą naiwność, a jej kaprysy są kaprysami dziecka. Nie potrafi myśleć o przyszłości, żyje chwilą. To przywilej wczesnej młodości, wszyscy jednak oczekują od ledwie wyrosłej z dziecka dziewczyny, żeby była mądrzejsza od własnej prababci. Tymczasem Nana po prostu nie miała gdzie nauczyć się odpowiedniego zachowania i wcale nie był to wynik jakiejś „dziedziczności zła”, tylko splot wielu niepomyślnych okoliczności.

Nana nie jest wcale zła z natury. Łatwo lituje się nad ludźmi, potrafi być serdeczna, pomocna i hojna, kocha też swego synka i chce go mieć blisko siebie. Za skrzywienie jej charakteru odpowiadają wyłącznie mężczyźni – najpierw ojciec pijak, potem pierwszy kochanek, jeszcze później wszyscy, którzy za kilka franków korzystali z poniżenia młodziutkiej prostytutki, wreszcie aktor Fontan, postać wyjątkowo odpychająca. Jest to może jedyny mężczyzna, którego dziewczyna obdarzyła prawdziwym, głębokim uczuciem, a on odpłacił się jej w najgorszy możliwy sposób. Złe doświadczenia powodują, że Nana nie potrafi już kochać żadnego mężczyzny, umie ich tylko wykorzystywać dla dogodzenia własnym kaprysom. To prawda, że w efekcie doprowadza swych kochanków do ruiny lub samobójstwa, ale czy oni sami się do tego nie przyczynili? Naprawdę nie potrafili myśleć głową, musieli rozporkiem? Za ich marny los autor obwinia… samą jedynie Nanę, tak jakby wszyscy, którzy ją wykorzystywali, byli niewinni, w myśl zasady że „okazja czyni złodzieja”. Okropną śmierć swojej bohaterki przedstawia jako „karę za grzechy”, podczas gdy jest to efekt matczynego odruchu – dziewczyna zaraziła się ospą, przytulając umierającego synka. Nawiasem mówiąc, jest coś bardzo smutnego w tym, że w nieszczęściu jedyną jej przyjaciółką okazała się sceniczna rywalka, która nie patrząc na własne bezpieczeństwo zadbała, by Nana nie umierała samotnie w nędznym hoteliku.

Jakby na to nie patrzeć, książka Zoli opowiada nie tylko o konkretnej osobie, a o całym zastępie ubogich kobiet jego czasów. Przyczyną ich upadku był brak wykształcenia i niemożność znalezienia sobie pracy. Najszczęśliwsze zostawały pannami sklepowym albo służącymi, co wymagało ogromnej odporności fizycznej i psychicznej. O tym, jak były traktowane, pisze Zola w innych powieściach, „kuchenne schody” i „Wszystko dla pań”. Dziś trudno nam sobie wprost wyobrazić, przez co musiały przejść te nieszczęsne dziewczyny, by nie stoczyć się do rynsztoka, gdzie część z nich zresztą i tak kończyła.

Ale o tym już w kolejnych recenzjach.

Tytuł: „Nana”
Cykl: „Rougon-Macquartowie”
Tom: 9
Autor: Emil Zola
Język oryginału: francuski
Pierwsze wydanie: 1880 r.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *