A W PARAFII NIE BARDZO – Jacek Nawrot, recenzja

10 grudnia 2015

awparafii-nie-bardzo-jacek-nawrotTworzenie literatury adresowanej do dzieci tylko pozornie jest łatwe. Każdy pisarz, który brał się z tym za bary, wie jak ciężko jest stworzyć opowieść, która przemówi do dzieci i będzie jednocześnie miało jakąś obiektywną wartość. Nie wystarcza przecież, by książka była piękna, mądra i miała odpowiedni morał. Trzeba jeszcze żeby dzieci chciały ją czytać. Coś, co dorośli uznają za wspaniała lekturę dla kilkulatków, one same mogą uważać za nudne i głupie czytadło, na które nie warto tracić czasu. Nie jest ważne, czy będą miały rację, czy nie. Ważne, że gdy będzie się je na siłę nakłaniać do czytania czegoś, co nie budzi ich zainteresowania, mogą zrazić się na dobre do książek w ogóle. Trzeba zawsze brać pod uwagę to, że dziecko widzi świat inaczej niż jego rodzice i zupełnie inaczej odczytuje metafory i aluzje, nawet wtedy gdy je zrozumie. A przecież bardzo często nie może w ogóle pojąć, co one oznaczają. Twórczość dla dzieci jest więc czymś trudnym i wymagającym świadomości tego, co dziecko w danym wieku jest w stanie przyswoić, co natomiast będzie dla niego zbyt niepojęte. „A w Patafii nie bardzo” Jacka Nawrota to właśnie doskonały przykład książki, która adresowana jest do dzieci, a czytać ją ze zrozumieniem mogą jedynie dorośli

Kapitan Aramis Frument jest tajnym wywiadowcą, jednym z najlepszych. Szef Generalny zna jego wartość głównie z akt. Kierując Agencją Wywiadowcza nie kontaktuje się zwykle bezpośrednio z agentami, tym razem jednak postanawia rozmówić się z Frumentem osobiście. Ma dla niego misję niezwykle delikatne zadanie, które jest objęte najwyższą klauzulą tajności. Z sąsiedniego państwa, Patafii, trzeba sprowadzić naukowca, z którym utracono kontakt. Rzecz w tym, ze obywatele tego państwa cierpią na chorobę, która może być zakaźna – na tak zwaną szmalomanię lub szmalofrenię. Krótko mówiąc, są opętani manią zarabiania pieniędzy na wszystkim, na czym się da i nie liczy się dla nich nic więcej. Państwo, w którym żyje Frument i jego szef, chce znaleźć lekarstwo na tę chorobę, trzeba jednak robić to w ścisłej tajemnicy, gdyż Patafianie są niezwykle obraźliwi i mogą być niebezpieczni. Prowadzący badania profesor Pstrix przebył już ostrą fazę choroby podczas swej poprzedniej wizyty w tym dziwnym kraju, został wyleczony i powrócił do Patafii, by dalej prowadzić swe badania. Kapitan Frument ma go odnaleźć. Początkowo wyprawa tajnego wywiadowcy idzie zgodnie z planem, jednak przy samej granicy z Patafią wszystko się zmienia. Kapitan zostaje rozszyfrowany przez Semiramidę, dwunastoletnią wnuczkę profesora, która grozi mu, że go zdemaskuje, jeśli nie zabierze jej ze sobą. Dziewczynka czuje się samotna w domu, gdzie dorośli zajęci są tylko własnymi problemami i tęskni za dziadkiem, którego bardzo kocha. Aramis Frument nie ma wyboru, zresztą dochodzi szybko do wniosku, że dziecko będzie dla niego dodatkowym kamuflażem. Razem podróżują więc po obcym kraju, dziwiąc się jego zwyczajom i dowiadując się ku swej uldze, że przerażająca choroba, której efekty widać na każdym kroku, nie dotyka wszystkich bez wyjątku. Wciąż jednak nie wiedzą, gdzie podziewa się profesor Pstrix…

Nie można zaprzeczyć, że książka Jacka Nawrota jest czymś wyjątkowym. To bardzo inteligenta opowieść, która sprawia wrażenie zwierciadła, podsuniętego pod nos społeczeństwa. Jak pisarz napisał w zakończeniu, nie ma takiego państwa jak Patafia, ale istnieją Patafianie i istnieje choroba patafijska. Można ją spotkać na całym świecie. Trzeba mieć tego świadomość właśnie po to, by móc się przed nią ochronić, bo prowadzi ona do stanu, gdy to nie człowiek rządzi swymi pieniędzmi, ale one rządzą nim. Taki człowiek robi się groźny nie tylko dla samego siebie, ale dla swojej rodziny i całego otoczenia, gdyż zaczyna wszystko przeliczać na pieniądze. W końcu liczą się dla niego tylko one. Jacek Nawrot śmiało mówi, że taki stan jest chorobą psychiczną, którą należy leczyć, nie podziwiać, jak to często ma miejsce.

Autor mówi też wiele innych rzeczy, ale żeby się o tym dowiedzieć, trzeba przeczytać książkę, do czego gorąco zachęcam. Jest niezwykle inteligentna, chwilami dowcipna, ale mówi o rzeczach bardzo poważnych. Jednak radzę nie dawać jej dzieciom, bowiem mało jest prawdopodobne, by pojęły, o czym naprawdę jest w niej mowa. Autor używa zbyt wielu pojęć niezrozumiałych dla dzieci, imiona postaci są za długie i zbyt skomplikowane, a zakamuflowane aluzje wymagają wiedzy o świecie, której trudno oczekiwać od dzieci. Za to dorośli powinni ją przeczytać – powie im wiele o sprawach, o których mają często mylne pojęcie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Autor: Michał

3 komentarze

  • Tomasz 5 listopada 2019jako10:29

    Nie do końca mogę się zgodzić z podsumowaniem w powyższej recenzji. Książka trafiła w moje ręce, kiedy miałem 13-14 lat i zrobiła na mnie wówczas piorunujące wrażenie. Moim zdaniem jest jedną z najważniejszych do przeczytania i przeżycia, i to właśnie dla tak młodych osób. Może całkowicie zmienić sposób myślenia i postrzeganie wartości, właśnie ZANIM taki młody człowiek wejdzie w tryby dorosłości, w cały mechanizm zarabiania i wydawania pieniędzy. Ale ta historia dotyka daleko więcej spraw, niż tylko szmalomania, nierzadko ważniejszych. Jest tam dużo o przyjaźni, relacjach między młodszymi i starszymi, o trudnych sytuacjach w najbliższej rodzinie, w szkole, o absurdach świata dorosłych, które dotykają i wpływają na dzieci i młodzież. O odpowiedzialności za najbliższe otoczenie i za świat w ogóle. Jeśli nie zwróci się na to uwagi od dziecka, przyzwyczajenia dorosłego będzie już dużo trudniej zmienić. Książka genialna. Polecam każdemu jeszcze “O rety, proszę dziada” i “No coś ty, tata” tego samego autora.

  • ada 23 sierpnia 2019jako19:08

    w PATAFII :), nie bardzo… w parafii niestety jeszcze gorzej…

  • Jakub 5 listopada 2018jako10:40

    Super książka, powinna trafić do kanonu lektur co najmniej uzupełniających (sugerowałbym obowiązkowe). Prosi się o dobrą ekranizację.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *