„ANIA NIE ANNA” vs „ANNE FROM GREEN GABLES”- porównanie

28 listopada 2017

Ania nie AnnaW dzieciństwie „Ania z Zielona Wzgórza” Lucy Maud Montgomery stanowiła moją ulubioną lekturę, podobnie jak setek tysięcy innych dziewczynek. Oczywiście na temat wszystkich bohaterów miałam własne wizje i to stało się później przyczyną, dla której ciężko było mi oglądać oficjalną, bardzo popularną ekranizację. Właściwie wytrzymałam tylko kilkanaście minut. Ładniutka Megan Follows, o okrągłej buzi i nosku jak kartofelek, mówiąca swe kwestie przesłodzonym głosikiem, omdlewająco i rozwlekle, wydała mi się ostatnią osobą, którą widziałabym w roli Ani i zdania nie zamieniłam. Po pierwsze błędem było obsadzenie w roli jedenastoletniej dziewczynki niemal dorosłej aktorki. Po drugie sam jej wygląd był krańcowo sprzeczny z opisem w książce. To jakby w roli Scarlett 0’Hary obsadzić Edytę Jungowską (bez urazy, bardzo lubię tę aktorkę, ale trudno zaprzeczyć, że do tej ikonicznej postaci pasowałaby jak pięść do nosa). Również to, co zrobiono ze scenariuszem, nie podobało mi się w najmniejszym stopniu. Gorszy był chyba tylko serial „Droga do Avonlea”, w koszmarny sposób karykaturujący wspaniałe powieści „Historynka” i „Złocista droga”, też pióra Montgomery.

Ania na dworcuStosunkowo niedawno płatny kanał sieciowy Netflix pokusił się o własna interpretację nieśmiertelnego dzieła. Postanowiono pokazać nieco inną, mroczniejszą opowieść, z jednej strony bardzo bliską oryginałowi, a z drugiej wzbogaconą o rzeczywistą wiedzę na temat traktowania sierot przez ówczesne społeczeństwo. „Anne not Annie” to serial o dziecku skrzywdzonym nie tylko przez los, ale przede wszystkim przez społeczeństwo, w którym przyszło mu żyć. Wykorzystywana i maltretowana od małego, stała się twarda i silna. W chwili, gdy poznają ja Cuthbertowie, jest dzieckiem nastawionym na obronę przed światem, zbuntowanym i mimo swej żywiołowości zgorzkniałym. Owszem, jest to Ania z oryginalnej książki, tylko znacznie mniej polukrowana, a dużo bardziej prawdopodobna. Od początku widzimy jej rogatą duszę znacznie lepiej, niż poetyckie usposobienie. Duża w tym zasługa nie tylko mądrze napisanego scenariusza, ale i młodziutkiej aktorki. Nie jest ładna, choć i nie brzydka, po prostu zwyczajna – podłużna buzia, rude warkoczyki, patykowata figura i piegi. Ma piętnaście lat, ale nie widać tego po niej, z powodzeniem można by jej dać dwanaście. Dużo lepiej pasuje do roli dziecka niż wspomniana wcześniej Megan Follows, która wcielając się w postać Ani miała lat siedemnaście, a wyglądała na dwadzieścia pięć.

Megan Follows w serii z 1985 roku

Megan Follows w serii z 1985 roku 

Kadr z serii z 1985 roku z Megan Follows

Ania i MateuszTreść wszyscy znamy z góry. Wskutek pomyłki zamiast chłopca sierociniec wysyła do rodzeństwa Cuthbertów, dwojga niemłodych już farmerów, kłopotliwą Anię Shirley. Mateusz Cuthbert nie uważa tego za problem, gdyż rozgadana dziewczynka przypada mu do serca. Jednak Maryla bez ogródek wyraża swe zdanie. Mimo to decyduje się w końcu zatrzymać dziecko „na próbę”. Posądzona o kradzież broszki dziewczynka ucieka, nie ze strachu, a z poczucia urażonej godności. Jedzie początkowo do sierocińca, ale wspomniawszy jak ją tam traktowano, decyduje się raczej wyruszyć do Halifaxu i znaleźć tam pracę. Widzimy ją, jak na dworcu kolejowym zarabia drobne na bilet, recytując wiersze podróżnym. Tam też znajduje ją Mateusz, by powiedzieć, że nieporozumienie się wyjaśniło. Mimo to Ania nie chce z nim wracać, zbyt boli ją to, że w ogóle uważano ją za zdolną do kradzieży. Jej zraniona duma załamuje się w płaczu dopiero wtedy, gdy Mateusz wobec wszystkich podróżnych mówi „To moja córka.” Prawda, w książce ani razu nie padło to słowo z ust któregokolwiek z Cuthbertów. Ale przecież tak właśnie Mateusz traktował Anię i można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że tak o niej myślał.

Ania z MaryląBardzo dobrze oddano w serialu także postać Maryli. Surowa stara panna, która robi wszystko, by przygarnięta sierota nie poznała jej prawdziwych uczuć, na pokaz jest oschła i sztywna, jednak w głębi serca bardzo przeżywa ucieczkę Ani. Czuje głęboki wstyd za to, że posądziła dziewczynkę o kradzież i szczerze się o nią martwi. Sama przed sobą nie chce przyznać, że od pierwszego dnia zaczęła ją lubić i usiłuje to ukryć. Bardzo wiele ją kosztuje przyznanie się przed przygarniętym dzieckiem do błędu, ale przełamuje się, gdyż w głębi serca jest nie tylko dobra, ale i bezwzględnie uczciwa. Krytycy nowego serialu twierdzą, że jest w nim zbyt feministyczna, ale przecież właśnie taka Maryla była. To ona rządziła w rodzinnym gospodarstwie, bo jej brat, cichy, nieśmiały i uległy, nie potrafiłby podjąć żadnej z kluczowych decyzji. Nikt w książce nie nazywał jej „kobietą wyzwoloną”, sufrażystką ani tym bardziej feministką. Maryla nie wymachiwała żadnymi sztandarami. Była jedną z tysięcy kobiet, które przeżywały całe swe życie na rodzinnych farmach, wykonując wszelkie prace domowe i wychowując przyszłe pokolenie. To drugie akurat Marylę ominęło, nie wyszła bowiem za mąż, a jej brat nigdy się nie ożenił. Dopiero Ania zastępuje to, czego brakowało w ich uporządkowanym życiu – jest młodą istotą, którą trzeba odpowiednio pokierować, a jednocześnie kimś do kochania. Pozornie ruda sierotka najmniej się do tego nadaje, szczególnie z punktu widzenia Maryli, czas jednak pokazuje, że pomyłka uczyniona przez sierociniec była czymś najszczęśliwszym dla całej trójki.

Diana i AniaW serialu zrealizowanym dla Netflixa brakuje kilku wątków znanych z książki, wiele innych jest potraktowanych marginalnie, ale mimo twórcom udało się zachować ducha powieści. To dużo ważniejsze niż pełna dosłowność, choć nie należy przesadzać ze swobodą interpretacji, której nadmiar mamy w kanadyjskiej serii z 1985 roku.  Nie wszystkie postacie może odpowiadają w pełni naszym wyobrażeniom, ale sądzę, że większość tak, szczególnie te główne – Ania, Marryla, Mateusz, Gilbert, pani Linde… Najsłabiej wypada Diana, ale też ujdzie. Jak dotąd mamy za sobą pierwszy, siedmioodcinkowy sezon serii „Anne not Annie”, wiadomo jednak, że Netflix zamówił już drugi. I bardzo dobrze, bo takich seriali powinno być na naszych ekranach stanowczo więcej.

aniaTytuł: „Ania, nie Anna”
Obsada: Amybeth McNultyGeraldine JamesR. H. Thomson
Produkcja: Kanada
Premiera: 19 marca 2017

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *