“BŁĘKITNY ZAMEK” – Lucy Maud Montgomery

7 października 2020

"Błękitny zamek", okładka

Książki Lucy Maud Montgomery są dzisiaj mniej popularne niż kiedyś. Krytycy zarzucają im zbytnią czułostkowość, naiwność, a także nadmierną słodycz, ocierającą się o kicz. Dzisiejsza literatura jest brutalna i często nadmiernie naturalistyczna, nie stroniąca od wulgarnej dosłowności. Takie jest teraz zapotrzebowanie czytelników. Montgomery pisała dla zupełnie innej grupy odbiorców, którą zwykle precyzyjnie określała – dla dzieci, młodzieży, dorastających panienek.. “Błękitny zamek” to książka skierowana do kobiet, a raczej do tej ich grupy, której życie zupełnie nie przypominało bajek. Do kobiet przegranych i zgorzkniałych, którym pozostały już tylko sny.

Dobiegająca trzydziestki Valancy Jane Sterling nie ma żadnej nadziei na odmianę swego szarego losu. Od dziecka uważana przez rodzinę i całe miasteczko za brzydkie kaczątko, nie ma już nawet sił, by się buntować i ucieka jedynie w marzenia. Jej jedyną radością sa książki podróżnicze, które namiętnie czyta. Wie, że nie jest atrakcyjna , a przy uważanej za miejscową piękność kuzynce Oliwii niknie zupełnie. Epitet “stara panna” zaczął do niej pasować już jakiś czas temu, ale dopiero teraz, w dniu swoich dwudziestych dziewiątych urodzin, zdaje sobie sprawę z tego, iż jest na niego skazana. Nigdy żaden mężczyzna się nie zainteresował, co nieodmiennie wytyka jej cała rodzina podczas okazjonalnych spotkań. Nawet własna matka ją lekceważy i uważa za bezużyteczny ciężar. Wszystko zmienia się dramatycznie, gdy Valancy Jane otrzymuje list od swego lekarza. Z jego treści wynika, że zostało jej kilka miesięcy życia – w najlepszym razie rok. Początkowy szok ustępuje nagle miejsca uldze. Skoro Valancy ma umrzeć, nie musi więcej niczego się bać, a zwłaszcza przyszłości. Nie musi służyć matce i ciotce jako darmowa służąca, wysłuchiwać w pokorze kąśliwych uwag dalszej rodziny i podlizywać się bogatemu wujowi w nadziei, że stary dziwak zapisze jej w testamencie parę groszy. Bezlitosny werdykt lekarza przeobraża młodą, zahukaną istotę w świadomą swoich praw kobietę. Wyprowadza się z domu i ku przerażeniu rodziny zaczyna pracę u miejscowego stolarza, zwanego z racji cholerycznego charakteru Ryczącym Ablem. Opiekuje się jego umierającą na gruźlicę córką Cissy, swoją jedyną przyjaciółką z dzieciństwa. Grozie całej sprawie przydaje fakt, że Cissy ma opinię ladacznicy, gdyż jej zmarłe niedawno dziecko zostało poczęte bez ślubu i nikt nie znał jego ojca. Oczywiście nikt nie wie o wyroku, ciążącym na Valancy Jane, zostaje więc jednogłośnie potępiona przez całe miasteczko. Tymczasem po raz pierwszy w życiu młoda kobieta czuje, że żyje i naprawdę jest komuś potrzebna. Zaprzyjaźnia się nawet z przystojnym i tajemniczym Barneyem Snaithem, uważanym w okolicy za “ciemnego typa”. Sprawy komplikują się, gdy Cissy umiera. Po jej pogrzebie Valancy, nie chcąc za żadną cenę wracać do domu na pozostałe jej dwa, może trzy miesiące życia, zbiera się na odwagę i składa Barneyowi niecodzienną propozycję…

Jest rzeczą jasną, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju parafrazy rzeczywistości. Takich osób jak Valancy Jane było za czasów autorki wiele – nieatrakcyjne, pozbawione własnych funduszy, we wszystkim zależne od rodziny, gotowe były wyjść za samego diabła, byle wyrwać się z domu i nie słyszeć wszędzie obelżywego epitetu “stara panna”. Dziś nie zdajemy sobie często sprawy z tego, jak nam dobrze i jakimi roszczeniowymi idiotkami są europejskie i amerykańskie feministki. Prawdziwe problemy są dawno poza nimi, nawet ich nie powąchały. Ale za czasów Lucy Maud Montgomery było inaczej i właśnie taki świat autorka opisuje. Książce można zarzucić nadmierny idealizm, coś co można by nazwać “harlequinizmem” – miłość staje się lekarstwem na wszystko i musi zwyciężyć. W życiu przecież tak dobrze nie jest, o czym wszyscy wiemy. Czy jednak książki muszą koniecznie przedstawiać naszą niewesołą rzeczywistość? Czy naprawdę należy lekceważyć jako “kicz” literaturę, przenoszącą czytelnika w jakiś lepszy wymiar?

Myślę, że takie powieści jak “Błękitny zamek”, o prawdziwej miłości, co zwycięża wszelkie przeszkody, zawsze były potrzebne. I są nadal, choć teraz raczej ich mało. Zastąpiły je grafomańskie pornografie w rodzaju “50 twarzy Greya” czy “365 dni”, których szkoda brać do ręki, jeśli ma się jakieś potrzeby wyższe ponad spełnienie podstawowych instynktów. Nie wszystkie dzieła Lucy Maud Montgomery można zaliczyć do udanych, ale ta książka bez wątpienia jest jedną z lepszych. Budzi same dobre emocje i daje czytelnikowi nadzieję, której dziś tak często brak.

Tytuł: “Błękitny zamek”
Autor: Lucy Maud Montgomery
Język oryginału: angielski
tłumacz: Joanna Kazimierczak
Data pierwszego wydania: 1926
Pierwsze polskie pełne wydanie: 1993

Wydawca: Novus Orbis

Autor: Eviva

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *