PRZYGODA Z MARY POPPINS
Artykuły , Recenzje Książek / 13 lutego 2019

Niania była kiedyś uważana nie tyle za człowieka, co za pożyteczny mebel domowy. Właściwie nie zauważano jej istnienia, jeśli akurat nie potrzebowano jej usług. A gdy przestała być potrzebna, żegnano się z nią bez żalu. Czasami, w niektórych rodzinach, bywała „niania wielopokoleniowa”, ale choć mogła mieć złudzenie, że jej pozycja jest dzięki temu wyższa, wcale tak nie było. Za lada pretekstem mogła zostać wydalona ze służby i liczba lat, które poświęciła na wychowanie cudzych dzieci, nie miała żadnego znaczenia. Pierwszą kobietą w literaturze, która w tej roli wzniosła się ponad poziom źle opłacanej niewolnicy, była niewątpliwie Mary Poppins. Książki o tej nietypowej niani wyprzedziły seriale typu „Pomoc domowa” i filmy takie jak „Niania McPhee” (który zresztą jest ordynarną zrzynką właśnie z „Mary Poppins”). Już od kilku pokoleń książki Pameli Lyndon Travers stanowią obowiązkową lekturę niedorosłych dziewczynek. Lekturę bardzo chętnie czytaną, dodajmy. Bo kto by nie lubił tajemniczej, obdarzonej cudownymi zdolnościami panny Poppins? Cóż, szczerze mówiąc – ja. Uwielbiając książki o jej poczynaniach, samej Mary nie cierpiałam serdecznie. I nie bez powodu. Państwo Banks mieszkają przy ulicy Czereśniowej 17 w Londynie, w podniszczonym, lecz starannie utrzymanym domu. Stanowią dość typowe, średniozamożne małżeństwo epoki wiktoriańskiej, usiłujące sprawiać wrażenie, że stać je na…

Indianin, którego nie było
Artykuły / 5 listopada 2018

Któż z nas nie zna dzielnego i szlachetnego Apacza, Winnetou i jego brata krwi, Old Shatterhanda? Odważni, honorowi, połączeni niezwykłą przyjaźnią, choć pochodzący z różnych krajów i różnych kultur. Gotowi wskoczyć w ogień jeden za drugiego, zawsze dotrzymujący słowa i szlachetni ponad zwykła ludzką miarę. To retoryczne pytanie skierowane jest rzecz jasna do Europejczyków, bo w Ameryce, jak na ironię, Karol May i jego ukochane dzieło są traktowani raczej obojętnie. A przecież zdawałoby się, że powinni być oczarowani historią szlachetnego Apacza i jego brata krwi rodem z Europy. A tu figa. I nic w tym dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę całokształt. Bo w końcu co jak co, ale biali Amerykanie historię swego (?) kraju znają choć trochę, a ci rdzenni poprzewracaliby by się pewnie ze śmiechu, gdyby cykl książkowy sympatycznego Niemca wpadł im w ręce. Mało jednak prawdopodobne, by tak się stało, gdyż – jak wspomniałam wcześniej – w „ojczyźnie Winnetou” książki Karola Maya są prawie nieznane. . „Winnetou” czyta się wspaniale, zwłaszcza gdy człowiek ma te naście lat. Porywająca opowieść o męskiej przyjaźni, poświęceniu i przygodach, osadzona w realiach Dzikiego Zachodu… Stop! O Dzikim Zachodzie autor wiedział tyle, ile sam wymyślił – prawda, że na podstawie wzmianek i rycin w…

„SPIŻOWY GNIEW” – premiera
Artykuły / 18 marca 2018

Michał Gołkowski to bez wątpienia fenomen – pisze szybko niczym elektryczna maszyna do pisania (kto je dziś pamięta?), a z tematu na temat przeskakuje ze zwinnością pasikonika. Zaczynał jako pisarz eksplorujący świat STALKERa, potem skupił się na I Wojnie Światowej („Stalowe Szczury”), mimochodem skoczył do lat 90’tych ubiegłego wieku („Moskal”), by wreszcie napisać powieść, osadzoną w realiach wczesnej epoki brązu. Dlaczego akurat w czasach tak odległych? Według Meesha – bo tak naprawdę nic o nich nie wiemy i możemy sobie tę pustkę wypełnić, czym chcemy. Oczywiście, za pośrednictwem odpowiednio zdolnego pisarza. Ci, którzy uczestniczyli w premierze książki „Spiżowy gniew”, pierwszego tomu serii, obliczanej wstępnie na siedem części, otrzymali wyjaśnienie z ust samego autora. Inni będą mogli wysłuchać jego wypowiedzi na podcastach (na pewno będą), albo przeczytać tam, gdzie go zacytują. Że był na Krecie i w tamtejszym muzeum oglądał eksponaty, że był na pizzy z rednaczem Fabryki Słów i zgadało się, o czym jeszcze mógłby napisać, że od zawsze fascynował się „Iliadą”… Słuchacze oczywiście mogli zadawać pytania, jakie chcieli i paru nawet to zrobiło. Byłoby ich więcej, ale ciężko wymyślać sensowne pytania, gdy człowiekowi – z przeproszeniem – nogi w rzyć włażą. A niestety kończyny uszu nie mają i nawet najciekawsza przemowa ich…

O Michale Gołkowskim słów kilka
Artykuły / 16 maja 2017

„Jestem złym człowiekiem.” Tak mówi o sobie Michał Gołkowski, i mówi to serio. Jego wypowiedź to nie jest próba wdzięczenia się do czytelników ani mówieniem á rebour. On naprawdę uważa się za złego faceta i ostrzega innych, by nie dali się zwieść jego urokowi osobistemu. Rzeczywiście, trudno się mu oprzeć i to wcale nie dlatego, że jest przystojnym, pewnym siebie światowcem – bo jest. Jednak oprócz walorów czysto fizycznych może poszczycić się dużą dozą osobistego uroku i błyskotliwą inteligencją, co jest bardziej seksowne niż najpiękniejsze nawet ciało. Przyciąga ludzi do siebie niebanalną osobowością i myślę, że nikt nie wierzy jego przytoczonej na początku deklaracji. Trudno uwierzyć by ktoś, kogo lubimy, naprawdę był zły, a tego autora naprawdę lubimy. Potrafi zdobyć sobie ludzkie serca. Jest nie tylko utalentowanym pisarzem, ale też świetnym gawędziarzem, o czym przekonuje się każdy, kto trafi na jego spotkanie autorskie. Dysponuje dużą wiedzą z różnych dziedzin i potrafi ją bardzo ciekawie przekazać. Nie stroni przy tym od kontaktu z fanami. Z uwagą wysłuchuje każdego pytania i na każde odpowiada – poważnie lub wesoło, ale zawsze z szacunkiem dla pytającego. Kluczowe słowo – „szacunek”. Wielu pisarzy zatraca go w miarę rozwoju kariery, tymczasem brak szacunku dla fanów to…

Carrie Fisher nie żyje. Aktorka odeszła po rozległym zawale.
Artykuły / 27 grudnia 2016

Ze smutkiem donosimy, że nasza ukochana księżniczka Leia, Carrie Fisher nie żyje. Odeszła od nas w otoczeniu rodziny w szpitalu po niedawnym ciężkim zawale. Aktorka z Odległej Galaktyki Carrie Fisher, córka gwiazdy Hollywood Debbie Reynolds karierę rozpoczęła od występów na Broadweyu jako 17 letnia dziewczyna, ale to rola młodej księżniczki Lei Organy w Gwiezdnych Wojnach z 1977 roku przyniosła zaledwie 21 letniej wówczas aktorce status międzynarodowej gwiazdy i symbolu seksu, do którego kolejne pokolenia mężczyzn niezmiennie wzdychają od niemal 40 lat. W swojej karierze aktorka wystąpiła w przeszło 40 filmach, żadnej jednak nie przyniósł jej sławy i uznania publiczności równego kreacji w Gwiezdnych Wojnach. Przez lata aktorka zmagała się z licznymi nałogami i chorobą afektywną dwubiegunową, do której publicznie przyznała się w jednym z wywiadów wywołując szok wśród szerokiej rzeszy fanów. W ostatnich latach wydawało się, że aktorka wraca do formy. Ekscytację fanów wzbudziła jej kreacja w filmie Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy z 2015 roku gdzie ponownie wcieliła się w postać Lei Organy, generał Ruchu Oporu w odległej galaktyce. Aktorkę po raz ostatni będziemy mogli zobaczyć w zapowiedzianym na grudzień 2017 roku Gwiezdne Wojny: Epizod VIII. Jaką rolę odegrała jej postać w tej produkcji? Czy planowany był jej powrót w…

Wojenne dzieciństwo w książce i filmie
Artykuły / 23 grudnia 2016

W czasach, gdy byłam jeszcze uczennicą podstawówki, jedną z mych ulubionych lektur była książka Mariana Brandysa „Dom utraconego dzieciństwa”. Opowiada ona o kilku latach z życia czterystu sierot, przyjętych w Polsce podczas wojny koreańskiej. Straszliwie doświadczone przez los dzieci, trzymane w żelaznych ryzach przez koreańskich opiekunów, przybyły do obcego im kraju. Ludzie tu mówili niezrozumiałym dla nich językiem, jedzenie miało dla nich dziwaczny smak, a na dodatek kazano im spać na dziwnych drewnianych konstrukcjach, zamiast po ludzku, na podłodze. Początkowo nieufne i zamknięte w sobie sieroty powoli przekonywały się, że Polacy, choć zewnętrznie podobni do znienawidzonych „miguk”, czyli Amerykanów, są życzliwi i chcą im pomóc. W miarę gdy coraz więcej rozumiały z miejscowego języka, przywiązywały się do serdecznych z natury Polaków i po jakimś czasie opowiedziały im swoje przeżycia, niemal równie straszne, jak obrazki z Powstania warszawskiego. Dzieci z koreańskiego sierocińca w Polsce, zdjęcie archiwalne Nie można oburzać się dziś na to, że książka, poza bardzo ludzkim aspektem, ma też wydźwięk propagandowy. Trzeba wziąć pod uwagę to, w jakich czasach powstała. Ja sama dorastałam w tych czasach i nie ma co się dziwić, że wierzyłam święcie w to, co autor napisał. A to znaczy: że Amerykanie zachowywali się w Korei jak…

Weekend prawie za nami.
Artykuły / 13 listopada 2016

Długi weekend już prawie za nami. Co udało wam się przeczytać, a może wcale nie wyszliście z łóżka? Opowiadajcie! Zapisz Zapisz

XX Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie 2016 – Relacja
Artykuły / 30 października 2016

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie 2016 dobiegają końca. Po raz kolejny odbyły się one na terenie Expo Kraków, którego otoczenie z roku na rok mniej przypomina strefę walk w syryjskim Aleppo, a bardziej podmiejską dzielnicę sypialną. To już po raz XX autorzy, wydawcy i czytelnicy spotykają się w Krakowie, by porozmawiać, wzbogacić się o kilka nowych przyjaźni i autografów, a przede wszystkim wymienić dużo oszczędności na torby po brzegi wypchane książkami. Niemal 700 Wydawców, księgarń i wystawców zdecydowało się na zaprezentowanie swojej oferty na jubileuszowych Targach Książki, a przedstawiciele naszej redakcji byli tam z nimi pierwszy raz.   W drodze na targi książki Dla nas przygoda z XX Targami Książki rozpoczęła się już o godzinie 4 rano, kiedy wyruszaliśmy w długą – ponad pięciogodzinną – podróż do Krakowa. Jak się okazuje można w Polsce przejechać pół kraju wygodnym autokarem za grosze, doskonale się w nim wysypiając. W Krakowie byliśmy w samą porę – tuż przed godziną 10’tą – aby załapać się na wypełniony po brzegi tramwaj linii 14, którym zdaje się podróżowało w identycznym celu pół Krakowa. W takich chwilach wracają wspomnienia studenckich czasów, kiedy człowiek ściskał się komfortowo w komunikacji miejskiej w drodze z i na zajęcia. Współpodróżni zresztą…

Poskromienie Złośnicy
Artykuły / 15 kwietnia 2016

Krytykowanie Szekspira to rzecz śliska. Wiadomo, mistrz, z mistrzem się nie polemizuje. Szczęśliwie nigdy nie zwracałam większej uwagi na autorytety, jedynie na moje własne odczucia względem czytanego dzieła. „Mistrzowie” mnie nie wzruszają. Natomiast to, co napisali – jak najbardziej. Szekspira nie lubię. Według mnie był psychopatą, który na szczęście wyżywał się na papierze, nie w rzeczywistości, a jego sztukami można dodatkowo dręczyć więźniów, celem uczciwego obostrzenia kary. Dziś jednak zanalizuję jedną z jego łagodniejszych sztuk – co nie znaczy, że zasługującą na swoją renomę. Jako sztuka bowiem jest po szekspirowsku zręczna, operuje gładkim stylem, ale jej treść… hmmm. Katarzyna Minola pochodzi z bogatej rodziny. Jej ojciec Baptisto ma tak dość złośliwej córki, że gotów jest dac jej podwójne wiano i odmawia wydania za mąż młodszej, delikatnej i słodkiej Bianki, zanim starsza nie znajdzie stosownego epuzera. W skrytości ducha zgodziłby się nawet na niestosownego, czego dowodem jest, ze chętnie przyjmuje oświadczyny niejakiego Petruchia, cynicznego i brutalnego mężczyzny, który – co potwierdza jego sługa – nie wahałby się podnieść ręki na żonę. Petruchio nie ukrywa, że wybranka jest mu zgoła obojętna, byle miała pieniądze, może być stara, brzydka i mieć tyle wad co gwiazd na niebie (tu cytat). Słuchaj, Hortensjo, jeśli znasz…

To ptak! To samolot! Nie, to Supergirl! – Pierwsza super bohaterka wlatuje na ekrany.
Artykuły / 23 października 2015

Już za kilka dni na ekranach telewizorów zagości nowy serial fantastyczny. Supergirl. W ostatnich latach fantastyka telewizyjna przeżywa prawdziwy renesans. Wszystko zaczęło się od serialu Smallville tworzonego przez dziesięć lat na potrzeby stacji WB/CW i to właśnie stacji CW w kwestii seriali fantastycznych zawdzięczamy najwięcej. Po niebywałym sukcesie Smallville zdecydowali się oni na kontynuowanie współpracy ze stajnią DC Comics i wypuścili seriale Arrow, Flash i nadchodzących Legends of Tomorrow. Seriale te łączą osoby producentów, oraz współdzielonego uniwersum, w którym dochodzi do crossoverów. Teraz w ten wszechświat seriali fantastycznych osadzonych w świecie stworzonym przez DC Comics wkracza Supergirl. Na serial Supergirl należy zwrócić uwagę z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jest to pierwszy serial w nowej erze telewizji. Czasie kiedy produkcje telewizyjne przesiąknięte są efektami specjalnymi do niedawna dostępnymi tylko dla Hollywoodzkich produkcji. W czasie, kiedy są one tak dopracowane, że jesteśmy w stanie uwierzyć, że bohaterowie naprawdę latają w kosmosie i strzelają z broni laserowej 45 minut tygodniowo przez 24 tygodnie w roku. Po drugie dla tego, że nie wiele brakowało, a wcale by nie powstał. Producentami serialu są Greg Berlanti i Andrew Kreisberg, panowie których nazwiska powinniśmy doskonale kojarzyć, gdyż odpowiadają oni za produkcję wyżej wspomnianych seriali Arrow,…