Sabotaż Karola Dickensa
Bez kategorii , Recenzje Książek / 22 września 2018

Nie ma chyba w zachodnim świecie nikogo, kto choć raz nie zetknąłby się z książką Charlesa Dickensa. Nowe wydania jego książek to pewny zarobek, nic więc dziwnego, że spółka Hachette postanowiła sięgnąć do kieszeni Polaków, spragnionych dobrej, klasycznej lektury.  Nakładem tej spółki zaczął ukazywać się cykl, mający umożliwić każdemu bibliofilowi  skompletowanie dzieł wszystkich Dickensa. Zadbano o przepiękną oprawę i ozdobiono każdy tom przedrukiem  oryginalnej dziewiętnastowiecznej grafiki. To poważne plusy. Niestety, jak to bywa w matematyce, plus się z minusem znosi i zostaje w najlepszym wypadku zero. I nie chodzi mi tu tylko o cenę pojedynczego tomu, poza promocją docelowo sięgającą kilkudziesięciu złotych za całość danego dzieła, podzielonego sprytnie na tomiki. Choć to też ma swoją wagę, bo mało kogo dziś stać – kolejne numery wychodzą co dwa tygodnie – na wydawanie przez dłuższy, może kilkuletni czas, po sześćdziesiąt złotych miesięcznie na książki. Bardzo poważnym minusem nowego wydania jest zubożenie oryginalnego tekstu o treść. Celem skrócenia tekstu, a zatem obcięcia kosztów druku, pewne rzeczy zlekceważono w tłumaczeniu – kwestie może nieistotne z punktu widzenia   przesłania tekstu, ale będące tak czy siak słowami autora, które pominięto. Skupię się tu może na grzechach tomu pierwszego, gdyż zapoznawszy się z nim, mimo wspaniałej szaty graficznej całości…

„ZŁO-TO” – Pawel Famus, recenzja przedpremierowa

Podbój galaktyki – albo raczej jakiejś jej części – to wdzięczny temat dla pisarzy SF. Zazwyczaj Ziemię reprezentują wtedy bohaterowie o nazwiskach angloamerykańskich i działający amerykańskimi metodami. To znaczy: po pierwsze, drugie i trzecie, strzelaj. Po czwarte: gdy upewnisz się, że ten do kogo strzelałeś, nie żyje, możesz zadać kilka pytań. Wyjątek stanowią książki rosyjskie. Tak, nawet nasi pisarze, parający się fantastyką, operują nazwiskami i realiami z tamtej strony Żelaznej Kurtyny. Zupełnie tak, jakby w czasach przyszłych nadal panował dyktat USA we wszystkich dziedzinach życia. A gdyby tak podejść do sprawy nieco mniej szablonowo i wyrzucić z opowieści pojęcie amerykańskiego bohatera? Daleka przyszłość. Mimo katastrofy ziemskiej cywilizacji Polska nadal istnieje – tyle że w innym miejscu. Polacy zasiedlili spory kawałek przestrzeni kosmicznej, nadając planetom i układom drogie ich sercom nazwy. Nie poprzestali na samej kolonizacji. Nadal prowadzą badania, adaptując na swoje potrzeby zdobycze technologiczne tajemniczej, nie do końca poznanej rasy Obcych. Wedanie, mieszkający podobno po drugiej stronie galaktyki, raczej nie interesują się tym, do czego ludzie wykorzystują ich technologię, są jednak inni Obcy. Badający przestrzeń kosmiczną Polacy nie mają na celu wywoływania spięć, ale Imperium Sprzymierzonych jest w tej sprawie zupełnie innego zdania… „Zło-to” nie ustępuje swym poziomem wielu zachodnim…