„HAIR” Milosa Formana
Recenzje filmów / 21 października 2019

Ruch hippisowski zaczął się w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Kulminacja jego popularności przypada jednak na lT wojny w Wietnamie. Ruch, który głosił pokój, wolną miłość i swobodę życia był z natury rzeczy antywojenny. Hippisi palili publicznie książeczki wojskowe i uciekali z domu, by nikt po nich nie przyszedł, tworząc potem komuny, w których istniał tylko jeden zakaz – wszelkiej agresji. W sumie dzieci-kwiaty głosiły słuszne idee, jednak działały naiwnie i bez spójnego planu. Od anarchistów odróżniało je tylko to, że nie podkładały bomb, ale podobnie jak oni odrzucały posłuszeństwo władzom, głosiły absolutną wolność jednostki i równość wszystkich wobec prawa obyczajowego. I oczywiście miłość, pojmowaną głównie jako nieskrępowany seks każdego z każdym, jeśli tylko naszła ich ochota. Doskonale opowiada o tym nieśmiertelne dzieło Milośa Formana, „Hair„. Claude Hooper Bukowsky, syn prostego farmera z Oklahomy, dostaje powołanie do wojska. Został wychowywany na ciężko pracującego, wiernego tradycyjnym wartościom patriotę, który nie zadaje niepotrzebnych pytań. Nawet nie myśli o tym, by sprzeciwić się wezwaniu do służby swemu krajowi. Zaopatrzony w skromną sumę pieniędzy i wiele dobrych rad wyrusza do Nowego Yorku. Przed wizytą w siedzibie komisji wojskowej postanawia zwiedzić miasto. W Central Parku natyka się na grupę rozśpiewanych hippisów, a zaraz potem na wytworną…

„LA STRADA” Federico Felliniego – recenzja
Recenzje filmów / 20 stycznia 2019

Istnieją filmy, które ogląda się z przyjemnością, ale zapomina się o nich zaraz po obejrzeniu. Ostatnio obserwujemy niedobry trend, zgodnie z którym sztuka filmowa ma być właśnie taka, czyli służyć chwilowej rozrywce. Spycha to na margines cały dział filmów artystycznych, które mają do przekazania coś więcej, coś, co kiedyś było filarem kinematografii. Do takich filmów niewątpliwie należy „La strada” Federico Felliniego, obraz niezwykły, z którym zapewne większość przytłaczająca większość „millenialsów” nie miała w ogóle styczności. Ci zaś, którzy przypadkiem kawałek widzieli, orzekli zapewne, że szkoda czasu na coś tak nudnego, na film czarno-biały, w którym nie ma superbohaterów, scen seksu ani efektów specjalnych. Tymczasem mamy do czynienia z prawdziwym arcydziełem, które mówi o życiu więcej niż całe tomy. Jarmarczny siłacz, Zampano, traci swoja długoletnią asystentkę, Rosę, która umiera wskutek nagłej choroby. Kupuje więc od jej rodziców, którym przekazuje żałobną wieść, siostrę zmarłej, Gelsominę. Młodziutka wieśniaczka jest wyraźnie opóźniona w rozwoju, zamknięta we własnym świecie, gdzie Rosa była prawdziwą, wielką artystką, a nie pomagierką wędrownego cyrkowca. Nic więc dziwnego, że możliwość zajęcia miejsca siostry stanowi w jej wyobraźni dar losu. Szybko okazuje się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Domem dziewczyny staje się nędzny wóz na kółkach. Zampano okazuje się szorstki, brutalny…

„WIZYTA STARSZEJ PANI” – Friedrich Dürrenmatt
Recenzje filmów / 4 czerwca 2018

Świat zrobił ze mnie dziwkę, więc ja zrobię z niego burdel Motyw winy i kary, krzywdy oraz zemsty jest chyba najczęstszym tematem literackim, począwszy od pierwszych przekazów ustnych aż do dziś. Pragnienie obiektywnej sprawiedliwości towarzyszy ludziom od zawsze i często jest tak, że nie mogąc doczekać się jej od ustanowionych odgórnie przedstawicieli prawa, ułomnych jak reszta ludzkości, pokrzywdzeni biorą sprawy we własne ręce. Zazwyczaj z opłakanym skutkiem, bo ostrze zemsty obraca się przeciwko nim samym. Co będzie jednak, gdy pragnącym wymierzyć sprawiedliwość za doznaną kiedyś krzywdę będzie osoba obdarzona ogromną władzą? Taką, która stawia ją niejako poza zasięgiem prawa? Miasteczko Gülen oczekuje na wizytę słynnej z licznych małżeństw i skandali multimiliarderki, Klary Zachanassian. Mieszkańcy oczekują, że mieszkająca tam w młodości kobieta pomoże podnieść miejscowość z zapaści finansowej. Mają nadzieję, że namówi ją do tego dawny kochanek dziewczyny, Alfred Ill, obecnie bankrutujący sklepikarz. Nikt już nie pamięta, w jakich okolicznościach młodziutka podówczas dziewczyna opuściła miasto i wyjechała w nieznane. Jednak stara dama dobrze pamięta, jak ją kiedyś potraktowano i wraca w rodzinne strony bynajmniej nie przez sentyment dla starych śmieci. Przywozi ze sobą niezwykły prezent… Sztuka Friedricha Dürrenmatta określana jest zwykle mianem tragifarsy, choć tak naprawdę jest to dramat, bez doszukiwanych…

„ODRODZENI” – recenzja filmu
Recenzje filmów / 16 sierpnia 2017

Amerykańskie małżeństwo, Tom i Nellie, zatrzymuje się podczas podróży poślubnej w miasteczku Alvarado. Nie tutaj zmierzali, ale nie mają wyboru. Młody małżonek uległ niezidentyfikowanej chorobie, objawiającej się wymiotami i wysoką gorączką, i właściciel dyliżansu nie chce dalej go wieźć. W Alvarado pacjentem zajmuje się dwóch miejscowych lekarzy – Valery Inkijinof i Georges, który przez alkoholizm utracił prawo do wykonywania zawodu, ale czasem pomaga koledze po fachu wprzyprostych, mniej czystych czynnościach. Robi zresztą wszystko, by dostać jako zapłatę butelkę tequili. Wielu mieszkańców Alvarado wykorzystuje to, by skłaniać wykolejeńca do robienia różnych poniżających rzeczy ku ich zabawie. Przyjaciółmi Georgesa są jedynie miejscowe prostytutki, wciąż korzystające z jego nielegalnych porad, i dzieci, które instynktownie wyczuwają w nim dobre serce. Nellie początkowo okazuje Georgesowi odrazę, ale wstręt do brudnego pijaka szybko zmienia się we współczucie, a nawet wdzięczność – w końcu oprócz lekarza tylko on nie boi się dotknąć do jej śmiertelnie chorego męża. Wszyscy inni stronią od Toma jak od zarazy. Wkrótce okazuje się, że nie tak całkiem nie mają racji, jakkolwiek ich zachowanie wskazuje na egoizm i nieczułość. Tom umiera, a Valery diagnozuje jako przyczynę śmierci zakaźne zapalenie mózgu. Alvarado zostaje objęte kwarantanną. Rząd dostarcza szczepionek, ale jest ich zbyt mało i epidemia…

„POŻEGNALNY WALC” – recenzja filmu
Recenzje filmów / 10 maja 2017

Istnieją dzieła ponadczasowe, których wiecznotrwałość w jakiś magiczny sposób nie jest uzależniona od merytorycznej wartości. Najlepszym przykładem jest tu „Trędowata” Heleny Mniszek, która to książka ukazała się na świecie wyłącznie dlatego, Że ojciec autorki był bogatym wydawcą. Jej popularność przeszła najśmielsze oczekiwania i, rzecz dziwna, trwa do dziś. Do czasu nowego, powojennego wydania nawet biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego nie dysponowała egzemplarzem tej powieści – wszystkie zostały po prostu skradzione. Nie jest to przypadek odosobniony. Coś jest w tych łzawych kiczach, co porusza ludzkie serca i zaspokaja ich pragnienia. Film też ma swoje „Trędowate”, tak zwane wyciskacze łez ze słynnym „Love story” na czele, i chyba nigdy ich popularność nie zmaleje. Jednym z takich filmów, obecnie źle ocenianym przez krytyków, jest dwukrotnie nominowany do Nagrody Akademii „Waterloo Bridge”, w Polsce emitowany pod wiele mówiącym tytułem „Pożegnalny walc”. Choć czasy się zmieniły i wielu z przedstawicieli młodego pokolenia w ogóle nie lubi czarno-białych filmów, dobrze jest go obejrzeć, gdyż dzisiaj nie sposób już zobaczyć na ekranach IMAXów dzieła podobnej klasy. Trwa II Wojna Światowa. Dziewiętnastoletnia Myra Lester, tancerka ze znanej trupy baletowej, zakochuje się z wzajemnością w Royu Croninie. Młodzi ludzie spotykają się w sekrecie przed surową szefową baletu, fanatycznie strzegącą moralności swych podopiecznych….

Assassin’s Creed 2016 – Widzieliśmy Film!
Recenzje filmów / 27 grudnia 2016

W dniu wczorajszym mieliśmy okazję zobaczyć film Assassin’s Creed w reżyserii Justina Kurzela. Film dostępny jest na światowym runku już od tygodnia, wiemy jednak, że nie wszyscy z was mieli okazję zapoznać się z nim w związku ze styczniową premierą produkcji w polskich kinach. Biorąc to pod uwagę i nie chcąc psuć wam zabawy ewentualnymi spoilerami fabuły zapraszamy na łamy naszego portalu już w dniu premiery filmu, kiedy zaprezentujemy pełną ocenę produkcji.

Doktor Strange – Recenzja Filmu
Recenzje filmów / 6 listopada 2016

Kinowe Universum Marvela wzbogaca się o czarodzieja. Doktor Strange wyrusza do walki ze złem z jakim nie walczyli jeszcze nawet Avengersi. Przywykliśmy już do widoku przebranych w super-zbroje miliarderów, mutantów, półbogów i świetnie wyszkolonych asasynów, którzy raz za razem stają do walki z zagrażającym Ziemi niebezpieczeństwem. Starcia z potężnymi robotami, mieszkańcami odległych planet i pragnącymi władzy Mandarynami powoli zaczęły się stawać codziennością i w tej właśnie chwili Marvel postanowił wynieść swoje Universum na zupełnie nowy poziom umieszczając w nim prawdziwego czarodzieja – Doktora Strange. Geneza Doktora Strange Jestem fanem komiksów i do ich adaptacji podchodzę zawsze z mieszanką ekscytacji i zgrozy. Z jednej strony mogę zobaczyć jednego z ulubionych bohaterów na wielkim ekranie, z drugiej jednak przeraża mnie myśl, co też nastawiona na zysk produkcja może uczynić z pierwowzorem historii. W przypadku Doktora Strange zupełnie nie znałem historii tej postaci i udało mi się nigdy z nią nie spotkać dzięki czemu do pisania recenzji filmu Doktor Strange mogę podejść jako zwykły widz blockbusterowy. Doktor Stephen Strange jest wziętym chirurgiem w jednym z Nowojorskich szpitali, któremu stylu życia i klasy pozazdrościć mógłby sam Tony Stark. Doktor Strange wydaje pieniądze niemal tak szybko, jak je zarabia, a zarabia ich niemało. Jest ekscentryczny,…

WIOSNA, PANIE SIERŻANCIE – recenzja filmu
Recenzje filmów / 3 listopada 2016

Kino PRLu było przeważnie propagandowe, w sposób mniej lub bardziej zawoalowany. Trudno robić z tego zarzut, bo każdy ustrój preferuje pokazywanie go w dobrym świetle. Wystarczy wspomnieć już nie propagandówki kręcone w ZSRR, ale całe kino Hollywoodu. Niechby któryś z reżyserów spróbował w tamtych latach nakręcić film „szkalujący” Amerykę, choćby western przedstawiający prawdziwą historię eksterminacji Indian czy obyczajówkę o wegetacji bezdomnych na ulicach bogatych miast. Dopiero stosunkowo niedawno twórcy filmowi wywalczyli sobie prawo kręcenia takich dzieł. Nie im więc deprecjonować czas, w którym powstawały najlepsze artystycznie polskie filmy i seriale. Jednym z takich peerelowskich dzieł jest lekka komedia „Wiosna, panie sierżancie”. Warto się jej przyjrzeć, pokazuje bowiem rzeczy, których już nie ma i nigdy nie będzie. Sierżant Władysław Lichniak jest komendantem posterunku w Trzebiatowie, małym miasteczku żyjącym własnym sennym życiem. Milicjant robi zaocznie maturę, mieszkańcy próbują więc mu pomóc, nie dlatego że jest tu „władzą”, ale dlatego, ze po prostu go lubią. Miły i łagodny funkcjonariusz, w wolnych chwilach dyrygent i trębacz w miejscowej ochotniczej orkiestrze, jest ich dumą i oczkiem w głowie. Gdy sierżant wyjeżdża na pisemne egzaminy do pobliskiego Płocka, umawiają się, że aby umożliwić mu przygotowanie się do części ustnej, wszyscy będą skrupulatnie przestrzegać prawa, nawet miejscowi…

„CZŁOWIEK, KTÓRY SPADŁ NA ZIEMIĘ” – recenzja filmu
Recenzje filmów / 25 grudnia 2015

Filmy science fiction dzielą się generalnie na filmy akcji i dzieła filozoficzne. Czasami udaje się połączyć jedno z drugim, choć jest to sztuka nie lada. W dzisiejszych czasach nikomu na tym nie zależy, gdyż współczesne kino tworzy się dla widowni mało wymagającej, tak zwanych popcornożerców, kiedyś jednak twórcy mniej patrzyli na rankingi oglądalności, a bardziej na to by widz wyciągnął z seansu coś poza błahą zabawą. Nie mam wątpliwości, że obecnie nakręcenie filmu „Człowiek, który spadł na Ziemię” i wprowadzenie go do normalnego obiegu nie byłoby możliwe. Nawet jak na lata 70’te był to obraz był to obraz szokujący podejściem do tematu i sposobem prowadzenia akcji – coś całkowicie odmiennego od całej dotychczasowej fantastyki. Mary-Lou jest pokojówką w małym hotelu. Pewnego dnia pomaga jednemu z klientów, który zasłabł w windzie i jest to dla niej początek przygody – jednocześnie fascynującej i przerażającej. Szczupły i delikatny z wyglądu mężczyzna jest kimś innym niż sądzi. Thomas Newton to w istocie przybysz z innej planety, przedstawiciel wysoko rozwiniętej rasy, ucharakteryzowany na mieszkańca Ziemi. Jego świat umiera z braku wody i na naszej planecie Newton ma zamiar opracować sposób ratunku. Potrzebuje tez nowego statku, by móc wrócić i to jest dla niego największy problem….

Marsjanin – Recenzja filmu
Recenzje filmów / 13 października 2015

Nie od razu Rzym zbudowano. Tą sentencją pokrzepiam się, gdy patrzę ile czasu zajęło mi napisanie tej recenzji. Tak naprawdę po zakończeniu seansu nie byłem pewien co mam myśleć o Scottowskiej interpretacji powieści „Marsjanin”. W końcu przypomniały mi się słowa, które usłyszałem zaraz po filmie. „Scott zobaczył, że Interstellar Nolana odniósł sukces i sam postanowił zarobić na kosmosie.” Czy to prawda? Nie wiem. Dla mnie Ridley Scott zawsze kojarzył się z filmami fantastycznymi o kosmosie i nie widzę w nakręceniu „Marsjanina” szczególnej chęci podczepienia się pod wyimaginowany pociąg z pieniędzmi. Nie znaczy to jednak, że to właśnie ja mam w tym wypadku rację, a nie kto inny. Jednak nie o Scottcie a o jego filmie miałem pisać. Niedawno podzieliłem się z wami recenzją książki „Marsjanin” Andyego Weira. Jak nie trudno się domyślić „Marsjanin” Ridleya Scotta jest jej filmową adaptacją. Generalnie jestem orędownikiem tezy, że filmowe adaptacje są gorsze od książkowych pierwowzorów. Jest jednak kilka przykładów, które tezie tej przeczą. Daleko nie szukając „Igrzyska Śmierci” Francisa Lawrenca wysadzają w kosmos pierwowzór napisany przez Suzanne Collins. Niebezpiecznie blisko tej pozycji krąży w mojej opinii seria „Niezgodna”. Za tą opinię jednak nie dam się pociąć, gdyż ani książka, ani film nie przypadły mi szczególnie…