„CROPELKI”, Justyna Maria Philipp – recenzja

27 lipca 2019

page_1Muzyka jest czymś prawdziwie magicznym. Towarzyszy ludzkości od czasów niepamiętnych. Wspominają o niej najstarsze zapiski wszystkich narodów, a większość z nas nie wyobraża sobie bez niej życia. Mam tu na myśli nie tylko popularne melodie, pisane do piosenek z list przebojów. Muzyka klasyczna nie skończyła się przecież na Bachu ani na Chopinie. Mało który telewidz czy kinoman zdaje sobie sprawę z tego, że podkłady muzyczne do hitowych produkcji komponują artyści bliżsi duchowo Mozartowi niż Davidowi Bowie (nie ubliżając temu ostatniemu). A ilu jest takich, którzy działają niejako na obrzeżach tego ogromnego biznesu, są mniej znani ogółowi, choć jak najbardziej warci poznania? Połóżcie rękę na sercu, ilu z Was, drodzy czytelnicy, słyszało o kompozytorze imieniem Piotr Lachert?

W 1961 roku młody muzyk ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Warszawie i ruszył na podbój świata. Dlaczego nie podbój własnego kraju? Cóż, to bywa dużo trudniejsze. Wyższa Szkoła Muzyczna w Hanowerze przyjęła Piotra z otwartymi ramionami. Wreszcie mógł rozwinąć swój talent i pokazać, na co go stać. A stać go było na bardzo wiele…

hqdefaultJest rzeczą niezmiernie smutną, że polski kompozytor, który został doceniony przez inne kraje, czasem nawet niechętne Polsce (zatem przynajmniej teoretycznie musiał tam mieć „pod górkę”), w swojej ojczyźnie prawdopodobnie klepałby biedę do końca życia lub zarabiał na pisaniu muzyki do reklam i sitcomów. Niestety u nas bardziej się ceni muzyków disco polo niż tych, co piszą prawdziwie dobre, klasyczne utwory. Docenić ich umie jedynie wąskie grono ludzi – specjalistów w tej dziedzinie lub melomanów o wysokiej wrażliwości muzycznej, bywalców filharmonii. Nie ma ich wielu. Cieszmy się jednak, że w ogóle istnieją jeszcze w tym nastawionym na konsumpcję i rozrywkę świecie.

artworks-000218468431-wn7i16-t500x500Jedną z takich osób jest Justyna Maria Philipp, utalentowana pianistka, pisarka i nauczycielka, która postawiła sobie za zadanie spopularyzowanie postaci kompozytora. Jej dokonaniem jest książka „Cropelki„, w której przedstawia swą przygodę z Piotrem Lachert’em i jego dziełami. Robi to niezwykle ciekawie, lekko i z polotem opisując życie artysty oraz to, jaki wpływ wywarł na ludzi, w tym na nią. Muzyka Lachert’a, a także niewątpliwy talent Justyny Marii Philipp, zainspirowały malarkę Anję Kunze, której dwa intrygujące obrazy ozdobiły książkę. W ogóle malarstwo i muzyka to coś, co tworzy bezbłędny duet, ukazując ludziom inny, abstrakcyjny świat. Zabiera ich w podróż, której nigdy nie zapomną. Prace Anji Kunze dobitnie to ukazują, stanowiąc jakby niezapomniane ilustracje. Mimochodem przypomina się człowiekowi opowiadanie Macieja Wojtyszki „Glisando”, w którym niewidzialny muzyczny duszek podpowiada malarzowi abstrakcyjnemu, jak ma go namalować.

Jeden z obrazów Anji Kunze, ilustracja książki "Cropelki"

Jeden z obrazów Anji Kunze, ilustracja książki „Cropelki”

Warto dodać, że na kanale YouTube można podziwiać też interpretację utworów Lachert’a w wykonaniu autorki książki. Warto wsłuchać się w te melodie. Zbyt mało wiem o samej technice gry fortepianowej, by wypowiadać się o niej w sposób autorytarny, nie mogłam jednak nie zauważyć indywidualnego stylu pani Philipp – zdecydowanego, mocnego uderzenia, pełnego pasji i żaru. A choć mój stosunek do muzyki jest tym, co Witkacy nazywał „reakcją wyjącego psa” – czyli nie rozumiem jej, działa tylko na moje emocje – byłam oczarowana.

Wszystkim polecam zarówno książkę, jak i muzykę – są porywające.

Tytuł: „Cropelki”
Autor: Justyna Maria Philipp
Gatunek: biografia
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: PWM

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *