Domek na Prerii – Recenzja cyklu książkowego

16 lipca 2015

Na pewno wszyscy pamiętają tasiemcowy serial familijny „Mały domek na prerii”. Nieznośnie przesłodzony i chwilami mocno rDomek na Prerii - seria książekozbiegający się z realiami historycznymi bił rekordy popularności dzięki głównej roli Michaela Landona i świetnie dobranym aktorom dziecięcym. Przez długi czas w Polsce, gdzie również go wyświetlano, nikt nie wiedział o serii pamiętników Laury Ingalls Wilder, na podstawie których go nakręcono. Dopiero wiele lat później do Polski trafiła pierwsza z książek pisarki, córki pionierów z czasów Dzikiego Zachodu, przeznaczona raczej dla dzieci niż dla dorosłych. Laura chciała początkowo wydać swój pamiętnik w poważniejszej formie, przerobiła go na literaturę dla młodych czytelników dopiero wtedy, gdy żaden wydawca nie chciał przyjąć go do druku.

Mała Laura mieszka razem z rodzicami i dwiema siostrami, Mary i Carrie, w Wielkich Lasach, gdzie cała rodzina prowadzi szczęśliwe życie. Pewnego dnia Charles Ingells, ojciec rodziny, podejmuje decyzję o wyruszeniu na Zachód i osiedleniu się na zupełnie dziewiczych terenach. Rodzina trafia najpierw do rejonu zwanego Indiańskim Krajem, gdzie przychodzi na świat czwarta córka małżeństwa, Grace. Podczas epidemii szkarlatyny Mary traci wzrok wskutek powikłań tej choroby. Od tej pory Laura zostaje jej opiekunka i przewodniczką, a także prawą ręką matki o ojca. Carrie jest zbyt delikatna i chorowita, by ją zastąpić, a Grace zbyt mała. Rodzina ostatecznie osiedla się w De Smet, maleńkim miasteczku, gdzie są pierwszymi mieszkańcami. Gdy powstaje tam szkoła, Laura uczy się i zdobywa dyplom nauczycielki. Jeszcze wcześniej korzystała z każdej okazji, by zarobić kilka dolarów, a po zdobyciu dyplomu zatrudnia się jako nauczycielka, czasem daleko od domu. Dlaczego niespełna szesnastoletnia dziewczyna tak ciężko pracuje? W stanie Oregon, gdzie mieszkają Ingallsowie, powstała szkoła dla niewidomych i wielkim marzeniem całej rodziny jest wysłanie tam Mery. Jednak taka szkoła bardzo drogo kosztuje.
Jeszcze będąc w szkole Laura poznaje mieszkającego w sąsiedztwie Almanzo Wildera, prowadzącego kawalerskie gospodarstwo razem ze starszym bratem Royalem. Początkowo zwraca uwagę jedynie na pięknie utrzymane konie młodego człowieka, choć on czyni jej wyraźne awanse, co niezmiernie złości zawistną koleżankę Laury, Nelly Oleson. Wkrótce dziewczyna dowiaduje się, że Almanzo jest w istocie starszy od niej o zaledwie cztery lata i zgodnie z przepisami dzierżawi swą działkę bezprawnie. Czuje podziw dla pracowitego i upartego chłopca, tym większy, że podczas długiej i ciężkiej zimy wykazuje się on bezprzykładną odwagą, zdobywając dodatkowa żywność dla głodującego miasteczka. Przyjmuje zaproszenie na przejażdżkę nowym zaprzęgiem Almanza. Z biegiem czasu między młodymi rozkwita uczucie, pozbawione może romantycznych wzlotów, ale za to stałe i pewne…

Pamiętniki Laury Ingalls-Wilder stanowią znacznie ciekawszą lekturę niż można by się spodziewać po serialu. Na użytek małego ekranu wiele faktów przeinaczono, nie mówiąc już o tym, co dopisano. Tymczasem te książki stanowią skarb historyczny – zapis życia zwyczajnych osadników. Nie są to rewolwerowcy z Ponderosy ani fanatyczni prześladowcy Indian, a zwykli ludzie. Rdzennych mieszkańców nie znoszą i boją się ich, nawet gardzą nimi, ale nie myślą do nich strzelać za nic. Rodzina Ingallsów ma szczęście, bo w zasadzie nie spotyka Indian nastawionych bojowo. Jeden raz znajdują się w niebezpieczeństwie, ale cieszący się poważaniem wśród swego ludu Indianin zapobiega masakrze. Inny, stary szaman, bezinteresownie ostrzega białych przed nadchodzącą ciężką zimą, czym zapewne ratuje życie wielu z nich. To nie jest obrazek z westernu, a wycinek życia, które nie zawsze i nie wszędzie wyglądało tak samo. Jak wszyscy wiemy, ówczesny rząd Stanów Zjednoczonych oszukiwał Indian i spychał ich do rezerwatów, dzięki Laurze możemy jednak dowiedzieć się, że bywały podejmowane działania, mające na celu ochronę wydzielonych „ziem indiańskich”. Narratorka wspomina o tym, że kawaleria nie tylko przemocą wyganiała białych osadników z terenów dla nich nieprzeznaczonych, ale posuwała się też do niszczenia ich dobytku. Nie wszystko było białe i nie wszystko było czarne. Laura świetnie opisuje całe tło obyczajowe swoich czasów. Robi to z pozycji dziecka, a potem dorastającej dziewczyny, a za jej pośrednictwem możemy poznać codzienne życie osadników. Dowiadujemy się, że dzień pracy trwał wtedy dwanaście godzin, tak dla dorosłego jak i dziecka, i był płatny w granicach mniejwięcej od pięćdziesięciu centów do dolara.

Zatrudnianie dzieci nie było wtedy niczym nagannym, a wielu rodziców uważało za powód do dumy to, że ich potomstwo zarabia swe pierwsze pieniądze, ślęcząc przez cały boży dzień nad szyciem lub biegając na posyłki. Nie zapominajmy, że jednocześnie dzieci musiały się uczyć i w niczym im nie pobłażano! To, że pomagały też rodzicom w polu, było zrozumiałe samo przez się. Laura wspomina, że Almanzo, jej przyszły mąż, od dziewiątego roku życia wykonywał pracę dorosłego mężczyzny. To był powód do dumy dla rodziców – dziś uważano by to za wstyd i rzecz karalną. Tak samo dziś na pewno powszechne oburzenie wzbudziłby zwyczaj bicia dzieci za nieposłuszeństwo pasem, rózgą czy nawet batem do poganiania bydła. Wtedy jednak oburzenie budziła rzecz wręcz przeciwna, nadmierna pobłażliwość. W jednym z tomów autorka wyraża zdumienie, że jej kuzyn wyrósł na porządnego człowieka, choć rodzice bardzo go rozpieszczali i nie wiedział nawet, co to rózga. Z tego wniosek, że ona i jej siostry też bywały bite, choć sama opisuje tylko jeden taki przypadek. Powtórzę: wtedy uważano to za jedyną skuteczną metodę wychowawczą. Bili rodzice, bili i nauczyciele. Pewnie się narażę całej rzeszy psychologów, ale pozwolę sobie zauważyć, że ten system na pewno nie zaowocował większą ilością drani i psychopatów, niż mamy dzisiaj. Ci, co na nim wyrastali, byli przeważnie uczciwymi, ciężko pracującymi ludźmi, takimi jak Almanzo i Laura.

Osadnicy, z którymi ma do czynienia rodzina Ingallsów, są podobnie jak oni protestantami. Z całego tekstu pamiętników przebija głęboka religijność tych ludzi, mająca wpływ na całe ich życie. Aż dziw, że nie przeszkadzała im w rabowaniu indiańskiej ziemi i uczestniczeniu w całym procederze indiańskiego holokaustu. Nie zapominajmy jednak, że nie uważali Indian za ludzi, podobnie jak Murzynów. Laura wspomina wprawdzie, że lekarz leczący jej rodzinę podczas epidemii szkarlatyny miał „czarną twarz”, ale mógł to być po prostu ktoś bardzo smagły. Kolorowi nie zostawali wtedy lekarzami, nawet jeśli byli wolni i mało prawdopodobne, by nawet w innym przypadku biali leczyli się u lekarza-Murzyna. Mimo wszystko trzeba pamiętać też, że razem ze swymi uprzedzeniami osadnicy stanowili po prostu produkt pewnej epoki. Ich sposób postrzegania świata jest znakomicie przedstawiony w książkach Laury, choć głównie na przykładzie jej rodziny i rodziny jej męża.

Oczywiście pamiętniki Laury to nie tylko tło, ale przede wszystkim ludzie. Przyjrzyjmy się im.

Charles Ingalls – ojciec rodziny, rolnik i myśliwy, a także utalentowany cieśla. Skrzypek z zamiłowania. Jest człowiekiem inteligentnym i uczuciowym, zdolnym do obiektywizmu w każdej kwestii. Dla swojej rodziny gotowy na wszystko. Ma naturę włóczęgi, ale godzi się na osiadłe życie dla dobra żony i córek. Jako jedyny z całej rodziny potrafi zrozumieć Laurę, która wyraźnie różni się od swoich sióstr.

Caroline Ingalls – żona Charlesa i matka jego dzieci. Rodzina idealizuje ją i rzeczywiście ma ona wiele zalet. Jest silna, pracowita, gospodarna i pobożna. Wcale jednak nie jest „delikatna i szlachetna”, jak o niej mówi zaślepiona miłością córka. To osoba ograniczona, można nawet rzec że ksenofobiczna snobka. Najchętniej urobiłaby wszystkie córki na swoją modłę, ale z Laura jej się to nie udaje. Za nic w świecie nie załamałaby religijnych przepisów, za to nie ma nic przeciwko okradaniu i maltretowaniu Indian. Nienawidzi tubylców i gardzi nimi, nawet nie próbując zrozumieć, że to też są ludzie, w dodatku prawowici mieszkańcy zajmowanych terenów. W ogóle bardzo chętnie gardzi ludźmi, na przykład robotnikami z kolei czy Metysami. Nie lubi, gdy kobiety pracują w polu, bo mówi, że to dobre dla cudzoziemek – a ona i jej córki są Amerykankami. Z tego wniosek, że uważa osadniczki za jakąś arystokracje wśród narodów świata, nie zważając na złodziejski charakter osadnictwa. Rzeczywiście, podziwu godne.

Mary Ingalls – najstarsza z sióstr. Dziewczynka inteligentna i z gruntu dobra, lecz w dzieciństwie irytująca swą przesadną świątobliwością. Choroba, która pozbawia ją wzroku, pozwala ujawnić lepsze cechy jej charakteru: rzeczywistą wiarę i niezłomność. Jak wspomina Laura, Mary nie poskarżyła się ani razu na swój ciężki los. Szybko przystosowała się do nowej sytuacji, nauczyła się wykonywać proste prace domowe i być jak najbardziej pomocną. W serialu odwrotnie – płakała i histeryzowała przez długi czas, co ludzi znających książkę musiało bardzo irytować, zmieniało bowiem kompletnie portret psychologiczny dzielnej dziewczyny.

Laura Ingalls – autorka pamiętników, druga z rzędu córka Ingallsów. Już jako dziewczynka była silna i wytrzymała mimo niepozornej postaci. Z własnej woli pracowała razem z ojcem w polu, wykonując męską robotę, pomagała przy gospodarstwie, zajmowała się siostrami i jednocześnie uczyła się w szkole. Po przenosinach do miasta brała dorywcze prace, na przykład przy szyciu. Stanowi przykład nie tylko pracowitości i rzetelności, ale też bezgranicznego poświęcenia, wręcz niezrozumiałego w dzisiejszych roszczeniowych czasach. Kocha zwierzęta i rozumie się z nimi, co jest pewnym ewenementem w jej czasach i warstwie społecznej, nastawionej na utylitarne postrzeganie wszystkiego, co żyje.

Carrie Ingalls – trzecia z sióstr, wątła i delikatna, prawdopodobnie chora na gruźlicę lub ciężką anemię. Grzeczna i cichutka.

Grace Ingalls – najmłodsza z sióstr, bardzo ładna i rozpieszczana przez całą rodzinę. W zasadzie niewiele można powiedzieć o jej charakterze, bo jest jeszcze małym dzieckiem.

Almanzo Wilder – osadnik z Karoliny. Wychowany w bogatej rodzinie farmerów i od małego przyzwyczajony do ciężkiej pracy. Z Laurą łączy go miłość do zwierząt, szczególnie koni. Uważa, że jego miejsce jest na farmie, w żadnym razie w mieście i nie chce iść w ślady starszego brata, który został kupcem. Laura zainteresowała go, odkąd po raz pierwszy ją zobaczył. Po jakimś czasie dziewczyna odwzajemniła jego uczucie, choć… skąd o tym możemy wiedzieć? Między młodymi nie pada ani jedno słowo o miłości. Rozumieją się znakomicie, lubią swe towarzystwo, nie ma jednak między nimi tego, czego szukalibyśmy w romansach. Łączy ich pionierskie zamiłowanie i miłość do zwierząt, szczególnie psów i koni.

Nie są to rzecz jasna wszyscy bohaterowie pamiętników, jedynie ci najważniejsi, odgrywający największą rolę. Oprócz nich są jeszcze na przykład państwo Boast, przyjaciele rodziny, nieznośna Nellie Oleson, urocza Ida Brown, pastor Allen i wiele innych. Chociaż seria „Mały domek na prerii” przeznaczona jest dla dzieci, te książki może czytać każdy z jednakową przyjemnością. Obecnie wydano pierwotną wersję pamiętnika Laury Ingalls-Wilder, adresowaną do dorosłych. Kiedy trafi do Polski, na pewno nie zaniedbam ją przeczytać i zrecenzować.

 

Tytuł: „Domek na prerii”
Ilość tomów: 9
Gatunek: autobiografia
Wydawnictwo: Agencja KRIS
Lata: 1989-1995

[ratings]

Autor: Michał

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *