Flash 2×04: „The Fury of Firestorm.” – recenzja odcinka.

31 października 2015

FlashNaprawdę mam ciarki, kiedy Harrison Wells tak sobie chodzi i patrzy. Od tych słów rozpocząć miałem recenzję ostatniego odcinka serialu The Flash, patrząc jednak na dzisiejszą datę należałoby jednak powiedzieć lepiej późno, niż wcale.

Pamiętacie, jak w poprzednich recenzjach chwaliłem drugi sezon The Flash, za jego świeżość i odejście od schematu Freak of the week? No cóż. Miodowy miesiąc się skończył. Co zabawne „The Fury of Firestorm” naprawdę był ostatnim odcinkiem miesiąca. Cóż mogę powiedzieć o „The Fury of Firestorm”? Odcinek ten jest klasycznym przykładem prawa Murphy’ego. „Jeśli coś może pójść źle, pójdzie źle”.

Nie zrozumcie mnie źle, ostatni odcinek The Flash, nie był specjalnie tragiczny, powiem więcej, miał wszystkie elementy gwarantujące nakręcenie świetnego odcinka, ale…. nikt nie wygra z prawem Murphy’ego. Wątek nagłego powrotu matki Iris z każdą minuta stawał się coraz bardziej melodramatyczny i słowo daję „scenarzysta płakał jak to pisał.” Kobieta, która przybywa po 20 latach stwierdzając, że chce stać się częścią życia swojej córki nagle stwierdza, że jest śmiertelnie chora i przyjechała się pożegnać. Iris, jako rasowa dziennikarka śledcza odkrywa, że jej matka ma syna, który urodził się 8 miesięcy po odejściu matki i może być jej bratem. Nakazuje matce natychmiast opuścić miasto, a ja w napięciu czekam, kiedy ta wypali: „Jeśli oddasz mi swoją nerkę to będę żyć, jesteś jedynym dawcą.” Te słowa przelałyby kielich melodramatu, na szczęście nie padły. Odnoszę jednak niemiłe wrażenie, że ostatnie słowa matki w tym serialu także jeszcze nie padły.

Nowa partnerka Joe, detektyw Spivot podejmuje kolejne próby poderwania Barry’ego, tym razem ma porządne argumenty w postaci zębów chodzącego po mieście rekina. Fascynacja Patty Spivot metaludźmi niczym grawitacja ściąga ją w pobliże tajemnicy Barry’ego i nie zajmie jej zbyt długo jej odkrycie.

„Co jest z tobą, moimi partnerami i moją córką?” Joe pyta pół żartem Barrego. No właśnie, co panie Allen. Nie podrywa pan już Iris, co uznajemy za taktowne, jako że dopiero co straciła swojego ukochanego, ale Patty jest naprawdę ładną dziewczyną, która na pana leci, a pan co panie Allen? Uczniak z pana.

Rozumiem, że Barry jest pod wieloma względami nastolatkiem, choć jest również na tyle dorosły, by pracować w policyjnym CSI, ale jego zachowanie w stosunku do kobiet… Nieśmiałość w stosunku do Iris mogliśmy zrozumieć. Pierwsza miłość nie jest łatwa, szczególnie, jeśli spędziło się z tą osobą większość życia, ale przystojny chłopak, który jest tak skrajnie nieśmiały wobec każdej kobiety wykazującej wobec niego zainteresowania nie jest interesującym wątkiem do eksploatowania w telewizji. Na pewno nie jest też odkrywczym.

W S.T.A.R Labs trwa walka z czasem. By uratować życie profesora Steina konieczne jest znalezienie nowego Firestorma. Molekuły doktora rozpadają się i tylko regularne połączenie może uratować jego istnienie. Wybór musi się dokonać pomiędzy młodym i zdolnym naukowcem, a młodym mechanikiem samochodowym, niedoszłą gwiazdą footballu. Wątek ten wyraźnie pokazuje po raz kolejny przemianę, jaka zachodzi w doktor Snow. Caitlin utrzymuje, że nie ma do Barryego pretensji o śmierć swojego męża, podświadomie jednak ciąży wciąż ku postaciom naukowców. Pierwszym był Jay Garrick, którego powstrzymała przed powrotem do swojego świata. Teraz wbrew ustaleniom zresztą zespołu sprowadziła do S.T.A.R Labs Henrego Hewitta omal nie prowadząc do katastrofy. Jej zaślepienie faktem, że Hewitt jest naukowcem co z natury rzeczy w jej umyśle tworzy człowieka lepszym sprawiło, że nie zadała sobie trudu dokładnego sprawdzenia go. Wprowadziła w szczegóły funkcjonowania S.T.A.R Labs i tajemnicę Flasha/Barrego Allena człowieka o kryminalnej przeszłości i niestabilnego emocjonalnie, który rzecz jasna nie został Firestormem. Caitlin Snow kontynuuje swoją powolną drogę na ciemną stronę mocy i osobiście sądzę, że jeśli tylko Ronny nie odnajdzie się na Ziemi-2 przed końcem sezonu już przyszłej jesieni zamiast doktor Snow spotkamy Killer Frost.

Jax Jackson nowy partner profesora Steina to powrót do komiksowej koncepcji Firestorma gdzie bohater ten miał ciało licealnego mięśniaka i zawodnika footballu. Serial The Flash dał nam w pierwszej kolejności dwóch naukowców tworzących tą potężną postać, teraz czas, by Firestorm pokazał swoje prawdziwe umiejętności. Legends of Tomorrow wydają się być ku temu idealnym miejscem i czasem.

Najciekawsze w serialu Flash zawsze są sekwencje końcowe. Widzieliśmy w nich już przybycie Jay’a Garricka (swoją drogą nie mam pojęcia gdzie się podziewał w tym odcinku) i przybycie doktora Wellsa. Patty Spivot wychodzi z kawiarni w idealnym momencie by zobaczyć swojego człowieka rekina, który próbuje właśnie udusić Flasha. Władowanie w stwora całego magazynku z broni służbowej okazuje się nie przynieść efektów – najwyraźniej rekiny są kuloodporne – sytuację ratuje jednak mężczyzna z karabinem energetycznym kryjący się pod kapturem… Nie któż inny, niż sam doktor Wells. Od pierwszych chwili poprzedniego sezonu mam negatywne uczucia co do Wellsa i pomimo iż widzimy tutaj bohatera przybyłego z Ziemi-2, teoretycznie prawdziwego Wellsa, to nadal budzi on we mnie potężne obawy. Szczególnie, że zdaje się doskonale wiedzieć, jak obejść zabezpieczenia Cisco, włamać się do laboratorium starej koleżanki (skąd jak mniemam ukradł broń), wiedzieć o istnieniu tej broni w pierwszej kolejności… Nie istnieje coś takiego, jak zbieg okoliczności, a on jest na to chodzącym przykładem.

Ocena końcowa odcinka. ‚

55/100 Po trzech pierwszych uderzeniach mocno zawiodłem się na „The Furry of Firestorm”.

Miejmy nadzieję, że od następnego odcinka serial wróci na właściwe tory, a w poniedziałek czeka nas drugi odcinek Supergirl!

TragediaSłaboMoże byćDobrzeSuper (Brak ocen)
Loading...

Zapisz

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *