„FRANCISZEK Z ASYŻU, PROROK EKSTREMALNY” – Suzanne Giuseppi Testus

28 września 2017

Franciszek z Asyżu, książkaKażdy katolik, który traktuje poważnie swoją religię, ma ulubionego świętego. Nie zawsze wiemy coś pewnego o jego życiu, często są to tylko legendy. Jednak w przypadku świętego Franciszka z Asyżu wiemy dość sporo. Znamy pobieżnie historię jego młodości i działalności, a dziś jego imię oznacza dla nas synonim kogoś łagodnego, pokornego i empatycznego. Często uważa się go za owszem, świętego, ale jakoś mniej ważnego niż inni. Może dlatego, że tyle uwagi poświęcał zwierzętom, traktowanym za jego czasu jak rzeczy, oraz chorej biedocie, która uważano za balast społeczny. Przez to wszystko nie zapisał się w ludzkiej pamięci jako „prawdziwy święty”, taki co publicznie doznaje ekstazy religijnej i robi liczne cuda. Bardzo niesprawiedliwie wyrażamy się czasem o św Franciszku z nutką pobłażliwości, a przecież był on znanym mistykiem, miał nawet stygmaty. Założył nowe zakon o tak rewolucyjnej jak na jego czasy regule, że papież Innocenty III odmówił początkowo jej akceptacji. Rzecz w tym, że całą uwagę, zamiast sobie, poświęcał innym. I to tym, których nawet dziś niechętnie spotykamy na swojej drodze.

W czasach świętego Franciszka ktoś chory i biedny bardzo często lądował na ulicy jako bezdomny żebrak i nikt nie widział w tym nic niezwykłego. Jest biedny? Widocznie głupi lub leniwy. Jest chory? Widać obraził czymś Boga, który zesłał na niego cierpienie. Jedynie zakonnicy zajmowali się tymi nieszczęśnikami. W czasach powszechnej nagonki na Kościół warto przypomnieć, że pierwsze szpitale i przytułki były budowane właśnie przez tę instytucję. A pierwszymi „pielęgniarkami” w dziejach byli właśnie mnisi i zakonnice, którzy zawierzywszy całkowicie Bogu nie bali się zarazy, starali się w każdym cierpiącym widzieć Chrystusa i tłumili uczucia takie jak obrzydzenie. Byli to między innymi franciszkowi „bracia mniejsi”. Z dzisiejszego punktu widzenia można by zarzucić im brak fachowej wiedzy, ale w tamtych czasach nawet uznani medycy nie mieli jej więcej. Za to mnisi przewyższali ich empatią i delikatnością w stosunku do pacjenta, a stosowane przez nich zioła są cenione w lecznictwie i dzisiaj.

Święty Franciszek nie ulegał podszeptom ambicji. Wolał służyć najbiedniejszym niż rządzić kimkolwiek. Jednak wcale nie zawsze był taki. Nie od początku. Jego sylwetkę poznajemy za pośrednictwem książki „Franciszek z Asyżu. Prorok ekstremalny”. Dowiadujemy się z niej, że początkowo zamierzał poświęcić się karierze wojskowej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu święty Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów, trafił do klasztoru niejako prosto z pola bitwy. Będąc przykutym do łóżka wskutek odniesionych ran nudził się tak bardzo, że… zaczął czytać Biblię. I to odmieniło jego życie na zawsze. Bóg prowadzi ludzi różnymi drogami. Święty Franciszek też zamierzał początkowo bronić wiary mieczem, jednak wskutek widzenia, którego doznał podczas choroby, zrozumiał że kierowała nim nie chrześcijańska żarliwość, tylko niemiła Bogu ambicja. Od tego dnia postanowił zmienić swe życie. Nie było mu łatwo, pochodził bowiem z zamożnego domu handlarzy suknem i jego ojciec wcale nie życzył sobie, by Giovanni (bo tak brzmi prawdziwe imię Biedaczyny z Asyżu), w którym upatrywał następcy, został bosym mnichem. Pewnie widziałby go ewentualnie na jakimś dochodowym probostwie, jeśli już. Franciszek zawiódł jednak jego nadzieję. Wreszcie zdesperowany Pietro Bernardone napisał w tej sprawie do biskupa, ale nawet on nie zdołał wpłynąć na przyszłego świętego. Giovanni przyjął zakonne imię Franciszek, i niedługo wytrwawszy jako eremita, założył własny zakon o regule tak bardzo zgodnej z naukami Chrystusa, że aż… zadziwiła samego papieża.

Duchową ewolucję świętego Franciszka możemy śledzić za pośrednictwem pisarki Suzanne Giuseppi Testut, która jednocześnie na jego przykładzie ukazuje różnicę między dzisiejszymi łatwymi drogami a tą jedyną, prowadzącą do Boga. Porusza temat ideologii gender, transhumanizmu, narkotyków, hazardu i innych zagrożeń. Moim zdaniem poświęca temu nawet nieco za dużo miejsca, bo w końcu książka miała traktować o świętym, nie o dzisiejszych problemach. Patrząc jednak z drugiej strony, może to powoduje pewien uniwersalizm książki. Dlaczego?

Nie wszyscy wierzymy tak samo. Wielu z nas nie wierzy w ogóle, ich światopogląd wyklucza istnienie Boga, a co za tym idzie, również świętych. Ich punkt widzenia, jeśli tylko w jego imię nie szkodzą innym, zasługuje na szacunek tak samo jak uczucia religijne. Powiedzmy sobie jednak uczciwie, nawet dla nich święty Franciszek może stanowić pewien przykład – przykład pięknego człowieka, który przekuł swą wiarę nie na szkodę bliźniego, co się nieraz zdarza, a na dobro dla wszystkich. Który nie tylko nauczał o koniecznym dla życia zakonnego ubóstwie, ale sam wyrzekł się wszelkiego ziemskiego dobra i żądał tego samego od tych, którzy chcieli zostać „braćmi mniejszymi”. Człowieka, który zapoczątkował powstawanie zakonów, ukierunkowanych nie tylko na modlitwę, a przede wszystkim na pomoc ludziom doświadczonym przez los.

Wydawnictwo PROMIC zadbało, jak zwykle, o piękną szatę graficzną książki i zgrabny przekład. Jednak jak zawsze najważniejsza jest jej treść.

Tytuł: „Franciszek z Asyżu. Prorok ekstremalny”
Autor: Suzanne Giuseppi Testus
Język oryginału: francuski

Przekład: Sylwia Filipowicz
Okładka: miękka
Ilość stron: 277
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: PROMIC
ISBN: 978-83-7502-525-5

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *