He-Man i Władcy Wszechświata – Recenzja serialu

20 kwietnia 2015

He-Man plakat serialuKreskówki często są traktowane jak produkcje drugiej kategorii, o wiele mniej ważne niż „normalne” filmy i seriale. Efektem takiego podejścia jest królująca dziś bylejakość w filmach rysunkowych i generowanych komputerowo animacjach. Dotyczy to zarówno coraz głupszych scenariuszy (dłubanie w nosie, bekanie i dowcipy na poziomie kibla), jak i warstwy wizualnej, często całkiem nie do przyjęcia. Jakoś dawniej, choć też uważano kreskówki za mniej ważne, podchodzono do nich poważniej i wykonywano je staranniej. Dziecko jest istotą bardzo podatną na manipulacje i sugestie, dobrze jest więc podawać mu wzorce estetyczne, które ukształtują jego gust we właściwy sposób. Wolę nawet nie myśleć, jaki gust będą miały dzieci, faszerowane „Światem Gumbola”, „Porą na przygodę” czy innymi takimi mazajami. Jednak w latach 80’tych zeszłego stulecia na akranach królowała jeszcze estetyka rodem z wczesnych bajek Disneya – po prostu coś, na co miło było popatrzeć, niezależnie od wieku. Taki też był serial „He-Man i Władcy Wszechświata”.

Serial nieistniejącej już wytwórni FILMATION zaadresowano do dzieci, które uważają się już za duże na miśki i pieski, i zaczynają szukać dla siebie superbohaterów, są jednak wciąż dość małe na to, by ważny był przemycany w bajce morał. Z myślą o nich skonstruowano postać przystojnego i dzielnego księcia Adama z planety Eternia, syna ziemskiej astronautki Marleny Kent i miejscowego króla Randora. Ile lat miał Adam, nie wiadomo, nie zostało to nigdzie powiedziane, ale sądząc z wyglądu 18-20. Nie były to jeszcze czasy podlizywania się wszechobecnej dziś pajdokracji. Dzieci miały siedzieć w szkole, grać w piłkę i słuchać rodziców, co miało znacznie większy sens niż wmawianie im, że zbawią świat, a przy okazji nie nabawią się nawet odmrożeń. Jak wiadomo bohaterstwo tak naprawdę na nikim nie robi wrażenia, za to łatwo można zginąć lub zostać kaleką na resztę życia. Tak więc książę Adam był dorosły i od kilku lat prowadził podwójne życie. Na co dzień udawał lekkomyślnego i nieco tchórzliwego młodzieńca, który nie dba o nic ani o nikogo. W potrzebie jednak sięgał po swój miecz i unosząc go wypowiadał magiczną formułę:

– Na potęgę Posępnego Czerepu! Mam moc!
Przekształcał się wtedy w He-Mana, najsilniejszą istotę w znanym wszechświecie. Określenie „He-Man” oznacza po prostu mocarza lub „prawdziwego mężczyznę”. Z kolkeji Posępny czerep (Greyskull) to nazwa magicznego zamku, w którym rezyduje Zoara, coś pośredniego między czarodziejką a kapłanką. Ta właśnie dama o ptasich skrzydłach oznajmiła kiedyś księciu, że został on wybrany do roli obrońcy swej planety przed zagrożeniem, jakie stanowił Skeletor i jego banda odrażających monstrów.

Oprócz Zoary mało kto wiedział o podwójnej tożsamości Adama. Dopuszczony do tajemnicy został tylko pałacowy Zbrojmistrz o imieniu Duncan, Orco – mały czarodziej z planety Trolla, oraz Cringer, ulubieniec Adama, zielony tygrys. Moc miecza zmieniała go we wspaniałego Kota Bojowego, wierzchowca He-Mana. Wszyscy troje strzegli tajemnicy wiedząc, że gdyby się wydała, byłby to koniec albo Adama, albo He-Mana, a najpewniej obu. Adam musiał pogodzić się z tym, ze nikt go nie szanuje i nawet własny ojciec bywa rozczarowany takim nieudanym synem. W niektórych odcinkach widać było nawet odruch buntu z jego strony, zawsze jednak naginał się w końcu do swej niełatwej roli. Trudno, jak trzeba to trzeba. Nawet przybrana córka Zbrojmistrza, Teela, nie mogła o niczym wiedzieć, co zresztą akurat stanowiło okoliczność dość niepomyślną. Wojownicza dziewczyna, kapitan królewskiej gwardii i osobisty ochroniarz następcy tronu, wypatrywała swe piękne oczy za He-Manem, zakochanego w niej Adama traktując co najwyżej jak młodszego brata. Zresztą w życiu Teeli też była nienajgorsza tajemnica. Dziewczyna nie wiedziała, że jej matką jest Zoara i prawdopodobnie poprzednik Adama na „stanowisku” He-Mana i że kiedyś będzie musiała zająć miejsce matki w zamku Posępnego Czerepu. Tak w skrócie wyglądały „stosunki międzyludzkie” w serialu. Każdy odcinek kończył się wygłaszanym przez któreś z bohaterów morałem, co mocno irytowało starszych, ale dla bardzo młodych widzów stanowiło cenną lekcję.

Spin-offem serialu była historia bliźniaczej siostry Adama, księżniczki Adory, porwanej w niemowlęctwie przez Skeletora i wychowanej w innym świecie na posłuszne narzędzie terroru. Pewnego dnia Adora dowiedziałą się o swym pochodzeniu i odtąd jako She-Ra, Księżniczka Mocy, rozpoczęła za przykładem brata walkę ze złem. Jako koncepcja jest ona wtórna i chociażby przez to mniej ciekawa niż oryginał, ale podobnie jak on zachwyca wysmakowaną estetyką. Niektóre odcinki były zresztą crossoverami obu seriali i te – łącznie z animowanym filmem pełnometrażowym – przedstawiały się najciekawiej.  Rozwój postaci Adory, podobnie jak snucie dalszych historii, przerwała likwidacja FILMATION, przeprowadzona brutalnie w jeden dzień po przejęciu studia przez Westinghouse Broadcasting.

Jednak koniec FILMATION nie oznaczaj końca He-Mana. Po aktorskim filmie kinowym powstały też dwie telewizyjne produkcje animowane. Pierwsza z nich, „Nowe przygody He-Mana”, powstała na fali mody na podrabianą japońszczyznę, była kompletnym gniotem. Natomiast druga, późniejsza, zatytułowana tak jak i oryginał, prezentowała się znośnie i co ważniejsze spójnie, nawiązując nawet nieco stylistyką do tworu FILMATION. Nawet on nie zyskał jednak wielkiego uznania i został przerwany po drugim sezonie.

Obecnie trwają przygotowania do premiery kolejnego filmu kinowego, mającego wykorzystywac najnowsze zdobycze animacji komputerowej. Opublikowane w internecie zdjęcia z produkcji wydają się być obiecujące i miejmy tylko nadzieję, że twórcy nie zagubią gdzieś po drodze przesłania i wdzięku oryginału, jak to niestety często ma miejsce z wszelkimi rebootami. Gdyby tak się jednak stało, zawsze pozostają nam na pociechę odcinki dawnego serialu i poprzedni film z Dolphem Lundgrenem w roli głównej. Nawet oglądane setki razy nie tracą nic ze swego uroku. I nie bądźmy drtobiazgowi – troche podanych jak na talerzu morałów nie zaszkodzi dzieciakom, wprost przeciwnie. W końcu na tak skonstruowanych bajkach wychowywały się całe pokolenia.

 
Tytuł: „He-Man and the Masters of the Universe”
Gatunek: kreskówka
Produkchja: USA
Wytwórnia: FILMATION
Ilość odcinków: 130
Lata produkcji: 1983-85

TragediaSłaboMoże byćDobrzeSuper (Brak ocen)
Loading...

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *