HILDEGARDA Z BINGEN – Lucia Tancreti

21 października 2015

Hildegarda z Bingen„Żywoty świętych” były kiedyś omalże jedyną dostępną lekturą, ale dzisiaj czytuje się je bardzo rzadko. Można powiedzieć, że nie ma na nie dużego zapotrzebowania. Ludzie nie chcą być święci, mało tego, drażni ich to, gdy inni chcą być. Wyśmiewają samo pojęcie świętości i wmawiają innym, że dążenie do niej jest wyrazem głupoty, zacofania i wręcz zaburzeń umysłowych. Na tej fali narodziło się kompletnie fałszywe pojęcie „świętego”, jako ponurego masochisty, nieużytecznego dla świata i zapatrzonego jedynie we własny pępek. Jego przeciwieństwem stał się obraz kościelnego dostojnika, otoczonego przepychem, któremu nikt nie mógł się sprzeciwić bez oskarżenia o herezję lub bluźnierstwo. Czytając jednak książki wydawnictwa PROMIC widzi się zupełnie inny obraz świętych – ludzi wykształconych, otwartych, radosnych z powodu bliskości Boga. Doskonałym przykładem jest tu książka Lucii Tancreti „Hildegarda z Bingen”.

Hildegarda rodzi się w XII-tym wieku, na terenach cesarstwa niemieckiego. Jest dziewiątym z kolei dzieckiem zwykłej w jej czasach pary, połączonej wskutek rodzinnej umowy. Jej matka jest chorowitą i zgorzkniałą kobietą, ojciec zajmuje się tylko sobą i swoimi pasjami, głównie myśliwstwem. Jako małe dziecko Hildegarda doświadcza obojętności ze strony ojca i braku ciepła od pogrążonej w ciężkiej depresji matki. Kiedy spada na nią pierwsze objawienie, ludzie zaczynają gadać, że mała jest opętana. Ojciec decyduje się wysłać ją do klasztoru jako oblatkę, czyli mieszkankę klasztoru nie będącą mniszką. Jego życzeniem jest, żeby z czasem została opatką, zdanie dziewczynki oczywiście się nie liczy. Szczęśliwie dla małej nie jest ona zbyt mocno związana z rodziną, a w klasztorze trafia od opiekę dwóch niezwykłych kobiet – mniszki Jutty oraz jej klasztornej posługaczki Berthe, niepiśmiennej zielarki ze wsi. Od nich uczy się wszystkiego o świecie roślin, przyswaja też dostępną dla kobiet wiedzę i budzi się w niej głód poznania. Z woli opatki dołącza do kalsztornego chóru i uczy się gry na psałterionie, małym instrumencie strunowym. Jednak wizje ponownie ją nawiedzają i stają się coraz konkretniejsze. Jej otoczenie zaczyna rozumieć, że Hildegardzie przeznaczone jest zostać jednym z tych, co odmieniają oblicze świata…

Książka Lucii Tancreti ma wiele zalet. Prede wszystkim jest bardzo ciekawie napisana, w przystępny sposób, mimo stylizacji na średniowieczną modłę. Poza tym daje czytelnikowi wgląd nie tylko w życie klasztorne, które wbrew panującemu często przekonaniu nie polegało jedynie na modlitwie. Autorka odsłania powody, dla których młode dziewczyny, niejednokrotnie piękne i bogate, wolały zamknąć się w klasztorze na resztę życia, niż wyjść za mąż. Wiara odgrywała tu zazwyczaj drugorzędną rolę. Wiele z nich do stanu zakonnego przeznaczali ojcowie, zgoła nie pytając o zdanie, inne zaś, te o które mi chodzi, pragnęły uniknąć losu swych matek, sprowadzonych do roli klaczy rozpłodowych przez najczęściej niekochanych mężów. Klasztory były nie tylko miejscami modlitw i odosobnienia. Stanowiły często jedyne miejsce, gdzie młoda kobieta mogła pobierać nauki i – paradoksalnie – czuć się choć trochę wolna, choć po wolności tej było tyle, na ile pozwolili męscy opiekunowie żeńskich zgromadzeń.

Historia świętej Hildegardy ukazuje nam portret silnej, a jednocześnie łagodnej i życzliwej dla wszystkich kobiety, posiadającej ogromną wiedzę zielarską. Dzięki niej leczyła zgłaszających się po poradę ludzi i robiła to skuteczniej niż wielu współczesnych jej medyków. Była europejską prekursorką w dziedzinie psychoterapii, o czym nie można zapominać. Leczyła ciało i duszę. Czy rzeczywiście miała przy tym widzenia, czy też po prostu cierpiała na epilepsję, dziś można tylko dywagować. Jestem osobą bardzo religijną, ale nie można zaprzeczyć, że nie znając istory chroby często jej objawy brano za opętanie – zazwyczaj u biedaków – lub nawiedzenie, u osób bogatych i wpływowych. Hildegarda miała szczęście należeć do tej drugiej grupy. Jakkolwiek było, nie można zaprzeczyć jej cech daleko bardziej liczących się dla świętego niż widzenia. Myślę tu o miłości, inteligencji, bezinteresowności i dobroci. Nie darmo przecież Pierwszy List do Koryntian zawiera te słowa:

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,

a miłości bym nie miał,

stałbym się jak miedź brzęcząca

albo cymbał brzmiący.”

Lucia Tancreti przekazała czytelnikom nie tylko legendę o świętej, ale przede wszystkim wierny obraz epoki, bardzo nieprzychylnej kobietom. W tych trudnych czasach Hildegarda umiała odrzucić typowe atrybuty zakonne, takie jak włosiennica i biczowanie, przeciwstawić się męskiej kontroli i z sukcesem przeprowadzić reformę swego klasztoru. Ludzie ją uwielbiali, nawet ówczesny cesarz był pod wrażeniem tej niezwykłej kobiety. Liczne uleczenia utwierdzały jej sławę, odwaga w dążeniu do celu przy niezwykłej łagodności budziła powszechny podziw. My też zatrzymajmy się na chwilę przy tej niebanalnej kobiecie, niezależnie od tego, czy uważamy ją za świętą, czy nie.

Książka została wydana bardzo ładnie, jak wszystko, co wyszło od wydawnictwa PROMIC i może z powodzeniem pełnić rolę bibelotu na półce bibliofila.

Tytuł: „Hildegarda z Bingen. Opowieść o życiu naznaczonym łaską”

Autor: Lucia Tancreti

Język oryginału: włoski
Przekład: Magdalena Dobosz
Okładka: twarda
Ilość stron: 283
Wydawnictwo: PROMIC
ISBN: 978-83-7502-287-2
Cena: 26.90 PLN

Zapisz

Autor: Michał

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *