„KAŚKA KARIATYDA” – Gabriela Zapolska

24 kwietnia 2020

41jAKuo1cWLSzkolne lektury w bardzo wielu uczniach pozostawiają uczucie goryczy. Nikt nie lubi być do czegoś zmuszanym, a w końcu cały system szkolnictwa opiera się na przymusie oraz poważnym ograniczeniu wolności osobistej nauczanej jednostki. Czytanie beletrystyki, czyli coś, co winno być przyjemnością, staje się nienawistnym już z samego założenia obowiązkiem. Skutkiem tego w umysłach wielu młodych ludzi koduje się silna niechęć wobec klasyków literatury. Tymczasem nieprzypadkowo wybiera się pozycje do listy lektur obowiązkowych. Jeśli nawet nie wszystkie,  to na pewno wiele z nich warto poznać. Jedną z nich jest książka, opowiadająca o niemal już nieistniejącej w naszym świecie kwestii – pozycji służącej w mieszczańskim domu. Mówię tu o dziele młodopolskiej pisarki, Gabrieli Zapolskiej – „Kaśka Kariatyda„.

Młoda wieśniaczka, Katarzyna, najmuje się na służbę do państwa Brodowskich. Stara się być posłuszna i pracowita. Nie protestuje nawet przeciwko jawnemu wykorzystywaniu jej przez nową panią do oszukiwania i okradania jej męża. Dzięki swej urodzie szybko wpada w oko stróżowi kamienicy, który uwodzi ją i porzuca dla Rózi, dawnej przyjaciółki Kasi, również służącej. Po bójce z Rózią Katarzyna trafia do aresztu i w konsekwencji traci pracę. Wkrótce okazuje się, że jest w ciąży…
Zapolska ukazuje w swej książce dramatyczne położenie służących, uważanych przez swoje „państwo” za niewolnice bez ludzkich praw. Co gorsza ówczesny system prawny potwierdzał status tych dziewcząt i kobiet, prawie zawsze w sprawach karnych i cywilnych orzekając przeciwko służącej. „Państwo” miało rację z samego założenia. To nie jest fikcja literacka, tak działo się naprawdę. Bywało, że służąca też stawała się skaraniem boskim, co potwierdzają przedwojenne felietony Wiecha i nawet sama Zapolska w innym swym dziele „Z pamiętnika młodej mężatki”. Jednak można to uznać za swego rodzaju reakcję obronną ze strony osób, traktowanych gorzej niż psy.
Stojała przed bramu i buła piskate„. Taką opinię wystawił Katarzynie jej pierwszy pracodawca. Łatwo z niej pojąć, że nie uważał biednej dziewczyny nawet za istotę ludzką, nie tylko że mu w jakiś sposób równą. Tak zwana książeczka służącej była narzędziem dodatkowego upodlenia osoby zależnej we wszystkim od widzimisię pracodawcy, który za nędzny zarobek i kąt do spania wymagał od niej pracy ponad siły, całkowitej uległości i nawet rezygnacji z życia osobistego. Służąca miała wyłącznie służyć, od świtu do późnej nocy, i nic poza tym. Jej potrzeby były nieistotne, nawet nie powinna ich mieć, skoro jej czasem – całym czasem – dysponują chlebodawcy.
Ile płacono takim najemnym sługom? Niewiele, zazwyczaj dwadzieścia pięć, trzydzieści złotych miesięcznie, plus wyżywienie i łóżko, przeważnie w kuchni. Czas wolny? Pół dnia co drugi tydzień. Tak więc było to prawdziwe niewolnictwo, a i praw służąca miała niewiele więcej niż Murzyn w dziewiętnastowiecznej Ameryce. Przemoc, także seksualna, była na porządku dziennym, podobnie jak coś, co dziś nazwalibyśmy mobbingiem – okazywanie pogardy, obraźliwe słowa, poniżanie na wszelkie sposoby. Mogła odejść ze służby… ale to od świadectwa w książeczce zależało, czy dostanie następne miejsce. Taki właśnie był świat Katarzyny Olejarek.
Nie wiadomo, czy pisarka wzorowała się na konkretnej osobie, czy też Kaśka Kariatyda jest – podobnie jak Marta Orzeszkowej – rodzajem wcielonego problemu. Bo takich jak ona było aż za wiele. Uwiedzione, zdradzone, wypędzone ze służby, umierające u pokątnej znachorki podczas porodu lub przy próbie wywołania sztucznego poronienia. Okrutny świat, w którym nie było ani miłosierdzia, ani sprawiedliwości.
Czy Kaśce ktoś próbował pomóc? Tak. Upośledzony chłopak, i pierwsza kochanka Jana, Maryla. I wykolejona dziewczyna z rynsztoka, która podzieliła się z już bezdomną służącą kawałkiem chleba i usiłowała dać „dobrą radę”. Uzdolniony rzeźbiarz, któremu pozuje, nawet jej nie płaci obiecanych kilku groszy (zresztą ich po prostu nie ma, bo sam klepie biedę). Jego przyjaciel, student medycyny, patrzył na silnie zbudowaną dziewczynę jak na preparat anatomiczny.  Tak zwani „porządni ludzie” odtrącili ją z pogardą, nie wyłączając nawet księdza. Dla nich nie była człowiekiem, bardziej bezpańskim psem, którego odgania się od domu. A gdy jej ciąża stała się widoczna, straciła wszelkie szanse na poprawę swego losu.
Gabriela Zapolska, naturalistka, talentem dorównująca Zoli, podobnie jak on dokonuje wiwisekcji stosunków społecznych i drobnomieszczańskiej fałszywej moralności. Ujmuje się głośno za tymi, którzy w jej świecie nie mieli ani głosu, ani żadnych praw. Jak przyjmowano jej książki? Nierzadko z oburzeniem, a nawet śmiertelną wściekłością. Nawoływania do ludzkiego traktowania służby były dla wielu wyrazem potężnego dziwactwa, a wytykanie mieszczańskiej hipokryzji kamieniem obrazy.
Równie wielkie poruszenie wywołała sztuka „Moralność pani Dulskiej”, a także inne powieści autorki, piętnujące bezlitośnie zakłamanie „wyższych klas” , gorszą pozycję kobiet w społeczeństwie, małżeństwa zawierane na zasadzie transakcji handlowej, a nade wszystko – męski egoizm. Bo autorka chyba nie lubiła mężczyzn. W jej powieściach każdy samiec jest albo godnym politowania niedołęgą, albo łajdakiem bez sumienia, niemoralnym, chciwym, a nierzadko skąpym do obrzydliwości. Być może tylko z takimi miała do czynienia. Choć, prawdę mówiąc, to kobietom też się dostaje – wystarczy przeczytać „Menażeryję ludzką”, gdzie Zapolska w poszczególnych opowiadaniach z pasją piętnuje przebiegłość, krętactwa, głupotę, uległość wobec mężczyzn czy intryganctwo. Zdecydowanie nie była ślepą na wady swej płci, choć zaliczano ją, poniekąd słusznie, do czołowych polskich sufrażystek.
Opisywanego przez Zapolską świata już nie ma, choć „dulszczyzna” gdzieniegdzie ma się wciąż bardzo dobrze. I chyba z tego powodu trzeba, by książki tej autorki pozostały w kanonie szkolnych lektur. Ludzie tak łatwo się nie zmieniają i warto wiedzieć, jak wyglądają pewne zachowania, gdy patrzy się na nie z boku. W końcu, jak napisał Stendhal, „Powieść to zwierciadło, spacerujące po gościńcu życia„. I lepiej, nie odbijały się w nim takie obrazki jak te przedstawiane przez Zapolską.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 1977
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788379031672
Liczba stron: 384
Język oryginału: polski

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *