„NOCOWAŁA ONGI CHMURKA ZŁOTA”, Anatolij Pristawkin – recenzja

16 stycznia 2020

2235Są na tym świecie książki, po których przeczytaniu człowiek żałuje, że w ogóle wziął je do ręki. Nie zawsze jest to spowodowane żenującym poziomem lektury. Czasem po prostu świadomość, że nie da się zapomnieć tego, co się przeczytało, jest nie do zniesienia. Bez wątpienia do tego rodzaju książek należy powieść Anatolija Pristawkina „Nocowała ongi chmurka złota”. Jest ona tym bardziej straszna, że pisarz oparł fabułę na własnych doświadczeniach. Już na wstępie stanowczo odradzam czytanie jej osobom o większej wrażliwości. Nie będą mogli po niej spać.

Rok 1944. Bliźniacy Sasza i Kola Kuźmionysze mają po jedenaście lat. Rodziny nie pamiętają. Ich domem jest sierociniec w Tumaline, koszmarne miejsce, gdzie młodociani bandyci terroryzują chłopców zbyt słabych, by z nimi walczyć. A trudno być silnym tam, gdzie za całe wyżywienie musi starczyć miska zupy, a raczej wody z rozgotowanymi obierkami ziemniaków. Wygłodzone dzieci jedzą świece, liście i wapno ze ścian, marząc o garści okruchów chleba. Bliźniacy są bardziej przedsiębiorczy, niż pozostałe sieroty, ale i im jest ciężko zdobyć coś do jedzenia. Kradną, oszukują, a nawet próbują zrobić podkop do magazynu z chlebem. Ich plan się nie udaje. Obawiając się surowej kary w razie wykrycia podkopu zgłaszają się na ochotnika do transportu w głąb ZSRR, razem z pięcioma setkami innych malców. Nie mają pojęcia, że jadą nie do raju, jak im obiecują, a do ziemi, z której przemocą wysiedlono prawowitych mieszkańców. Gdy umierające z głodu dzieci docierają wreszcie do miejsca przeznaczenia, zastają tam kompletnie urządzone i dobrze zaopatrzone domy, co zdaje się potwierdzać słowa dorosłych. Kola i Sasza trafiają pod opiekę wychowawczyni Reginy Piotrowny, pierwszej w ich życiu naprawdę dobrej i ciepłej, pełnej ideałów osoby. Rozradowani tą zmianą na lepsze w ich życiu nie zdają sobie sprawy, jaka tragedia się za nią kryje. Nie wiedzą też, że nie wszyscy mieszkańcy dali się wywieźć ze swojej ziemi, a ci, co ukrywają się w pobliżu wioski, nie zamierzają patrzeć bezczynnie, jak ktoś zagarnia owoce ich pracy…

Anatolij Pristawkin miał odwagę opisać maleńki fragment tego, co działo się w ZSRR pod koniec wojny i później, podczas zarządzonych przez Stalina wielkich przesiedleń. Z brutalną dokładnością opowiada o cynizmie radzieckiej władzy, nieliczącej się z nikim ani z niczym. A także o degeneracji moralnej wiecznie głodnych mieszkańców miast zrujnowanych przez wojnę, których skąpy kartkowy przydział mógł zaledwie utrzymać przy życiu. O rzeczywistości, w której jako tako radzili sobie tylko ludzie silni i pozbawieni wszelkich skrupułów. To świat, w którym normy moralne zdają się być śmieszne. Liczy się tylko to, by przetrwać jeszcze jeden dzień, by nie zdechnąć z głodu.

W tym właśnie świecie przyszło żyć Kuźmionyszom i muszą się do niego przystosować. Kola i Sasza kradną żywność nie dlatego, że są zdemoralizowani. Przeciwnie, wydaje się, że to dobrzy chłopcy, jednak aby przeżyć, muszą mieć na uwadze bardziej siebie niż innych. Właśnie dlatego nie myślą za wiele o tych, co przed nimi mieszkali w zasiedlanych na nowo domach i uprawiali warzywa, którymi chłopcy nareszcie mogą najeść się do syta. Przynajmniej na początku. Bo później są zmuszeni stanąć twarzą w twarz z koszmarem, niepojętym dla ich dziecięcych umysłów.

Autor książki po mistrzowsku ukazał, że wojna jest nie tylko straszna – jest również pozbawiona jakiegokolwiek sensu. A przecież nie tylko ona niszczyła ludzi. To wojna pozbawiła braci rodziny, ale mimo to była relatywnie daleko. Zła doznawali przede wszystkim od tych, od których nie powinni się go spodziewać, którzy przynajmniej wcale nie należeli do wrogiej nacji i którym nic nie zawinili. Na przykład od dyrektora przytułku, z premedytacją okradającego wychowanków z przydziałów żywności i pozwalającego na panoszenie się młodocianych bandytów w prowadzonej przez siebie placówce. Albo od Czeczenów, którzy – nie mając możliwości zemsty na aparacie państwowego ucisku – mścili się na tych, co byli pod ręką. A w tym konkretnym przypadku pod ręką było kilkaset niczemu niewinnych dzieciaków.

Autor opisał zastosowaną przez Stalina odpowiedzialność zbiorową wobec Czeczenów, którzy tak bardzo nienawidzili Stalina, że splamili się współpracą z hitlerowcami. Można się domyślać, że potępił masowe wywózki, choć nie wahał się też pokazać czytelnikom, jak okrutni umieli być czeczeńscy bojownicy wobec przesiedleńcow. Nie powstrzymywał ich elementarny fakt, że ludzie, którzy zajęli ich wioski, niczemu nie byli winni. Jednych wywożono, drugich przywożono, tak działał brutalny mechanizm urabiania mieszkańców ZSRR na jedną, ślepą masę. Narody miały stracić poczucie tożsamości i odrębności kulturalnej, a to najłatwiej było uzyskać, pozbawiając je ojczyzn.

W oczach Koli i Saszy konflikt między przesiedleńcami a tymi, co nie dali się wywieźć, jest po prostu bezsensowny. Jedna i druga strona była przecież odgórnie pozbawiona prawa decydowania o sobie, całe narody stanowiły pionki w rękach Stalina. I, jak to zwykle bywa, najbardziej ucierpiały na tym właśnie dzieci. Najsłabsze, najbardziej bezbronne. Takie jak bliźniaki, które – choć inteligentne i sprytne – nie mogły skutecznie obronić się przed dorosłymi. Ich losy nie były, co gorsza, czymś wyjątkowym, unikalnym. W całym ZSRR egzystowały miliony bezprizornych dzieciaków, o które nikt nie dbał. Miejsc w sierocińcach było zbyt mało, a zresztą panowały w nich dokładnie takie warunki, jakie opisywał Pristawkin, więc kto tylko mógł, uciekał stamtąd.

Zostawione samym sobie dzieci organizowały się w bandy, przed  którymi wszyscy uciekali w popłochu. Próby ich resocjalizacji, albo raczej okiełznania opisywał Anton Makarenko w swoim „Poemacie pedagogicznym” – jednym ze sztandarowych dzieł radzieckiego komunizmu. Ale to już zupełnie inna historia.

Tytuł: „Nocowała ongi chmurka złota”
Autor: Anatolij Pristawkin
Język oryginału: rosyjski
Tłumacz: Eugeniusz Piotr Melech
Data polskiego wydania: 1990-01-01
Liczba stron: 257
ISBN: 8306019806
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *