O Michale Gołkowskim słów kilka

16 maja 2017

P_20170510_183124_1Jestem złym człowiekiem.”

Tak mówi o sobie Michał Gołkowski, i mówi to serio. Jego wypowiedź to nie jest próba wdzięczenia się do czytelników ani mówieniem á rebour. On naprawdę uważa się za złego faceta i ostrzega innych, by nie dali się zwieść jego urokowi osobistemu. Rzeczywiście, trudno się mu oprzeć i to wcale nie dlatego, że jest przystojnym, pewnym siebie światowcem – bo jest. Jednak oprócz walorów czysto fizycznych może poszczycić się dużą dozą osobistego uroku i błyskotliwą inteligencją, co jest bardziej seksowne niż najpiękniejsze nawet ciało. Przyciąga ludzi do siebie niebanalną osobowością i myślę, że nikt nie wierzy jego przytoczonej na początku deklaracji. Trudno uwierzyć by ktoś, kogo lubimy, naprawdę był zły, a tego autora naprawdę lubimy. Potrafi zdobyć sobie ludzkie serca. Jest nie tylko utalentowanym pisarzem, ale też świetnym gawędziarzem, o czym przekonuje się każdy, kto trafi na jego spotkanie autorskie. Dysponuje dużą wiedzą z różnych dziedzin i potrafi ją bardzo ciekawie przekazać. Nie stroni przy tym od kontaktu z fanami. Z uwagą wysłuchuje każdego pytania i na każde odpowiada – poważnie lub wesoło, ale zawsze z szacunkiem dla pytającego. Kluczowe słowo – „szacunek”. Wielu pisarzy zatraca go w miarę rozwoju kariery, tymczasem brak szacunku dla fanów to brak szacunku dla samego siebie. Inni z kolei poświęcają swój czas na niszczenie tych, których uważają za grafomanów albo tych, co napisali niezbyt pochlebną recenzje któregoś z ich dzieł. Zupełnie nie rozumieją, że w ten sposób wystawiają złe świadectwo nie im, tylko sobie. Małostkowość to naprawdę paskudna cecha. Michał Gołkowski nie zniża się ani do jednego, ani do drugiego. Nawet gdy przeczyta coś bardzo niemiłego o swej książce – zdarza się – podchodzi do tego z dystansem i z dużą dozą autoironii. Potrafi nawet wdać się z autorem takiej recenzji w wyważoną, inteligentną polemikę i nikogo przy tym nie obraża. A to bardzo ważne, bo niestety są literaci, którzy sądzą, że wszystko im wolno, zaś z racji tego, że piszą lepsze lub gorsze książki, na pewno wszystko wiedzą lepiej. I nie wahają się tego demonstrować. A czytelnik jest dla nich tylko dawcą kasy, nie równorzędnym partnerem.

11215144_1016372535059001_1450571383956304844_nMnie guzik obchodzi, czy ludzie kupią moją książkę, czy nie. Chcę tylko, by przeczytali.”

Michał „Meesh” Gołkowski jest głównie lingwistą i tłumaczem. Pisanie to dla niego coś w rodzaju hobby, za które mu płacą, nie główne źródło przychodów. Jak sam przyznaje, nawet nie wie, czy chciałby, żeby było inaczej. Nie czując się związanym ekonomicznie z wydawnictwem może pisać co chce i jak chce, nikt mu niczego nie dyktuje i tak jest najlepiej. Nie ma bowiem nic gorszego niż pisarz, który pisze wyłącznie dla pieniędzy – daje się to od razu wyczuć w tekście. Musi być w tym duża część pasji, inaczej mamy do czynienia z wyrobnictwem, nie literaturą. Tymczasem Gołkowski dał się poznać czytelnikom powieścią ze świata STALKERa „ Ołowiany świt”, napisaną w sumie tylko dla siebie. Jak sam mówi, posłał pewnego dnia tekst do Fabryki Słów i odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Zainteresowano się nową na polskim rynku tematyką, a zwłaszcza stylem autora. Łatwo w to uwierzyć, gdy pozna się tę książkę. Od tego momentu jego pozycja na polskiej scenie literackiej ugruntowuje się coraz mocniej. Z każdą nową powieścią jego sława rośnie, a trzeba podkreślić, że jest to pisarz wielotematyczny. Z równą pasją opisuje przygody stalkerów w Zonie, jak działania żołnierzy podczas I Wojny Światowej (cykl „Stalowe Szczury”). Potem przerzuca się na Polskę z lat przemian gospodarczych, tworząc mroczną powieść „Moskal”, by wreszcie sięgnąć po groteskowo-apokaliptyczną serię „Komornik”. Wszystkie te powieści czyta się równie dobrze i trudno się od nich oderwać. Nie chodzi tylko o ich styl, choć Jestem przekonana, ze gdyby Michał Gołkowski napisał podręcznik optyki stosowanej, to ten podręcznik by śpiewał. Język, którego używa, jest dostosowany do tematyki i postaci – wulgarny, gdy trzeba i klasycznie czysty, gdy wymaga tego akcja. Również tematyka i sposób jej przedstawienia to coś bardzo ciekawego i niebanalnego. Walka na froncie Wielkiej Wojny z punktu widzenia przeciętnych niemieckich żołnierzy. Martwy stalker, przemierzający zapyziałe, przygraniczne, rosyjskie miasteczko w poszukiwaniu tych, którzy zdecydowali o jego śmierci. Klasyczna Apokalipsa według świętego Jana, haniebnie spartaczona przez wykonawców i pozbawiona nadzoru głównego animatora. Ta ostatnia pozycja już ściągnęła na autora gromy ze strony środowiska ultrakatolickiego, aczkolwiek niepotrzebnie. Sama jestem katoliczką i przyznaję, że zdarzało mnie się żachnąć przy tej lekturze, jednak potrafiłam zrozumieć, że Gołkowski nikogo nie chciał obrazić. Nie miał też zamiaru naruszyć niczyjej religijności. Wręcz wypowiedział się:

18446616_1595429430486639_8101845358672267830_nGardzę ludźmi, którzy po przeczytaniu mojej książki skarżą się, że stracili wiarę. Widocznie była bardzo kiepska i potrzebowali jedynie pretekstu.”

Stracić wiarę po tej lekturze nie jest może łatwo, ale można poczuć się dość niekomfortowo. Na pewno nie mamy tu do czynienia z książką przeznaczoną dla wszystkich. Taka „Apokalipsa w krzywym zwierciadle” jest niczym „Żywot Briana” Monty Pythona. Może urazić uczucia ludzi religijnych chociaż – co trzeba wyraźnie podkreślić – wcale nie takie jest jej przeznaczenie. Główne postacie kultu religijnego są bowiem w niej NIEOBECNE. Mamy do czynienia jakby tylko z wykonawcami, chcącymi zrealizować stary scenariusz, i z najętymi przez nich podwykonawcami, w dalszej perspektywie i tak przeznaczonymi na rozkurz. I tak się stanie, bo w książkach tego pisarza trudno liczyć na happy end. Można odnieść wrażenie, że on w ogóle nie wierzy w szczęśliwe zakończenia. Nieszczęśliwe są jego zdaniem najbardziej prawdopodobne i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Właściwie wszyscy o tym wiemy, wolimy jednak chować głowę w piasek. Michał Gołkowski tego nie robi. Z dyskretną drwiną podsuwa swym czytelnikom rzeczywisty obraz jego świata – okrutnego, niesprawiedliwego, w który dobro nie jest nagradzane, za to zło karane o tyle, o ile ktoś umie dobrze strzelać i nie waha się przy tym. Może to niezbyt optymistyczne, za to prawdziwe. A na dodatek doskonale się czyta, bo ten autor jest nie tylko bardzo płodny, ale też ma rewelacyjnie lekkie pióro. Potrafi zainteresować czytelnika akcją i wzbudzić żywe emocje w stosunku do bohaterów swych książek. Nigdy też nie rozwadnia treści, co robi niestety wielu pisarzy, by uzyskać pożądaną grubość książki. Nie potrzebuje takich chwytów. Pisze to, co mu w duszy gra i nic ponadto. Nie ma też wygórowanego mniemania o sobie i swoich książkach. Powodzenie cieszy go, ale nie psuje, nie popycha też do pastwienia się nad innymi, choćby nawet nie zostawili na jego powieści suchej nitki.

14067716_1305674702795448_1067360805445911772_n„Pisarz powinien mieć, k**wa, minimum godności.”

A jaki naprawdę jest Michał Gołkowski, taki sam dla siebie i najbliższych? Z jego wypowiedzi wyłania się dość klarowny obraz oddanego rodzinie i pracy człowieka, dobrego jako przyjaciel i niebezpiecznego jako wróg. Jako przeciwnik może być bezwzględny. Potrafi jednak zaskakiwać. Odruchami opiekuńczymi wobec kogoś słabszego, atakowanego z pozycji siły przez jakiegoś chama. Doborem przyjaciół i znajomych, nie według ich ważności w świecie, a wartości intelektualnej. Tym, że nie pomiata selfpublisherami i osobami, które nie mogą znaleźć wydawcy. Całkowitym brakiem zadęcia , pozy pt.”Och jaki jestem ważny!” Nie jest to skromność czy pokora, bo ma przecież poczucie własnej wartości, ale dystans do samego siebie i coś, co można nazwać szacunkiem dla drugiego człowieka. To teraz nieczęste, a wśród polskich literatów nawet rzadkie niczym perła na pustyni. Kto chce się przekonać, niech wybierze się na któreś ze spotkań autorskich Gołkowskiego. Na pewno nie będzie się nudzić i pozna ciekawego, nieszablonowego człowieka.

Jeden komentarz

  • edzieciecy.pl 14 lipca 2017jako09:51

    Wybierajac zabawki dla niemowleta do ogrodu, warto jest dostarczyc pomoc na kilka pewnych kwestii. Przede kazdym zabawki te powinny stanowic niezawodne. Nalezy tutaj takze o wykorzystanie w ich sztuki bezpiecznych materialów, brak ostrych krawedzi, jak i stabilnosc. Najlepiej wybierac produkty certyfikowane. Dzieki temu osiagamy pewnosc, ze dziecko nie zrobi sobie nimi straty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *