“OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ” – recenzja książki

3 sierpnia 2021

Mało jest książek, które narobiłyby tyle zamieszania, co “Opowieść Podręcznej” pióra Margaret Attwood. I jednocześnie mało jest tekstów równie błędnie interpretowanych, bez zastanowienia nad rzeczywistym dylematem, który jest w nim zawarty. Cały nacisk idzie na oburzenie z powodu zniewolenia kobiet i szczucie przy tym na Kościół Katolicki, który rzekomo chce traktować płeć piękną w taki właśnie sposób. Jak “dwunogie łona” albo “inkubatory”. Jest to grube uproszczenie, a już z tym, jak traktowane są tytułowe Podręczne w Gileadzie, ma naprawdę niewiele wspólnego. Kościół nigdy by się nie zgodził na tego rodzaju macierzyństwo zastępcze, gdyż jest to całkowicie sprzeczne z jego doktrynami. Co się pomija milczeniem, bo nie pasuje do oficjalnej wykładni. Książka cieszy się ogromną popularnością, kilkakrotnie została sfilmowana, w tym przerobiona na serial, zresztą kiepski i naciągany, nie wspominając o fatalnie dobranej głównej aktorce. Trzeba przyznać, że “Opowieść Podręcznej” zasługuje na swoją sławę.

Offred ma za sobą ciężkie przeżycia. Rozdzielono ją z mężem i kilkuletnią córką, a następnie zmuszono do zostania Podręczną, czyli kobietą mającą urodzić dziecko bezpłodnemu małżeństwu. W jej przypadku małżeństwu bardzo wpływowemu. Offred godzi się ze swym losem, bo nie ma innego wyjścia, jeśli nie liczyć obozu pracy przymusowej. Wciąż żyje nadzieją, że uda się jej odnaleźć córkę i razem z nią uciec z Gileadu. Liczy na pomoc podziemnej organizacji Mayday, z którą jednak nie ma kontaktu. Tymczasem Komendant Fred, któremu ma dać dziedzica, zaczyna interesować się nią w sposób wykraczający poza przyjęte ramy, co nie podoba się jego żonie, zgorzkniałej i zamkniętej w sobie Serenie Joy. Mimo to pani domu stara się “obłaskawić” Podręczną w nadziei na na dziecko. Zresztą nie tylko Komendant ulega urokowi Offred. Tym drugim jest jego kierowca, Nick, który skrywa pewną tajemnicę…

Margaret Attwood ukazała w swej książce obraz jednego tylko państwa, które dotknęła plaga bezpłodności. W obliczu dramatycznie spadającego pogłowia obywateli władzę przejęła frakcja radykalna, która zmieniła cały ustrój na rzekomo bardziej zgodny z Pismem Świętym. A raczej, z jego nową interpretacją. Kapłani starego porządku są bezlitośnie mordowani, gdyż nie chcą zgodzić się z nowymi wykładniami, które uważają za bluźnierstwo. Tymczasem władze Gileadu wprowadzają terror ideologiczny, głównie wobec kobiet, dzielonych na cztery podstawowe kategorie: Żony, Marty (czyli służące), gospożony (będące jednocześnie żonami i gospodyniami) oraz Podręczne. Cała reszta płci nadobnej to “niekobiety”, traktowane jak zbędny balast.

Podręczne mają w zasadzie tylko jeden obowiązek wobec społeczeństwa – rodzić. Ale nie dzieje się tak wyłącznie z powodu chorej ideologii. Gilead wymiera. Jedynie niewielka garstka kobiet zachowała zdolność rodzenia i to one właśnie zostają Podręcznymi. Najczęściej wbrew swojej woli. Pozycja Podręcznej jest dwojaka – z jednej strony są bardzo szanowane jako “skarbnice życia”, z drugiej strony pozostają zwykłymi niewolnicami, pozbawionymi wszelkich praw i niechętnie widzianymi przez prawowite żony, ze zrozumiałych względów. Mają co prawda furtkę wyjścia – zawsze mogą powiedzieć “Nie”, ale wtedy trafią do obozu pracy przymusowej lub działającego w podziemiu domu uciech. Jako “dwunogie łona” są za to dobrze traktowane, o ile rzecz jasna nie naruszają obowiązującego je restrykcyjnego prawa, na przykład nie próbują ukradkiem czytać. Jeśli są posłuszne, w sensie fizycznym nie dzieje im się krzywda, o ile nie liczyć obowiązkowego aktu seksualnego raz w miesiącu. Otrzymują najlepsze pożywienie, nikt się nad nimi nie znęca, a jeśli zajdą w ciążę, są wręcz noszone na rękach. Mimo to nikt chyba nie chciałby być Podręczną.

Nasuwają się tu dwie refleksje. Jedna – sprowokowana wykorzystaniem elementów powieści jako rekwizyty protestów przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Przebierające się w charakterystyczne stroje feministki zdają się zapominać, że książka nie porusza tematu prawa do aborcji, a one same nie są niewolnicami i nikt ich na siłę nie zapładnia (poza przypadkami skrajnymi, objętymi przez kodeks karny). Protesty w czerwonych sukniach powinny dotyczyć czegoś zupełnie innego, przeciw czemu organizacje feministyczne jakoś wcale nie protestują – istnienia rzeczywistych Podręcznych w naszym świecie. Są nimi najczęściej dziewczęta i kobiety z biednych krajów, rodzące dzieci dla bogaczy z państw zachodnich. Niejednokrotnie są do tego przymuszane przez swoich “opiekunów”, a nawet gdy nie są, sam proceder jest po prostu ohydny. Jeszcze bardziej wstrętne są odbywające się w Belgii doroczne “targi dziecięce”, na których pary gejowskie wybierają sobie surogatki dla “swoich” dzieci. Jest to impreza niewiele lepsza niż tradycyjne targi niewolnic, odbywające się na przykład w Nigerii czy krajach rządzonych przez skrajne frakcje islamu. Odbiera godność i matce, i traktowanemu jak towar dziecku. Surogatka to właśnie realna Podręczna. Jej zadaniem jest urodzić dziecko i na zawsze zniknąć z jego życia. Przeciw temu powinny protestować feministki, rozpieszczone cieplarnianymi warunkami, w których wyrosły. Ale ani się im śni. Łatwiej i wygodniej atakować Kościół Katolicki za jego konserwatyzm, niż tych, którzy faktycznie zasługują na potępienie.

Refleksja druga – powieść Margaret Attwood przedstawia jeden kraj, w którym drastycznie spada płodność obywatelek. Inne, o ile wierzyć treści, nie mają tego problemu. A co, gdyby miały? Gdyby tak na całym świecie kobiety przestały rodzić (a bywały już filmy o ej tematyce)? Władze stanęłyby przed moralnym dylematem – czy zniewolić na wzór Podręcznych resztkę płodnych kobiet, czy też zostawić im pełną swobodę decydowania i dopuścić do relatywnie szybkiego wymarcia całej ludzkości. Tylko proszę bez górnolotnych deklaracji. Bardzo łatwo je wygłaszać teraz, gdy nawet w obliczu ujemnego przyrostu naturalnego wymarcie nie grozi żadnemu ze znanych nam państw. Wiele z nich notuje nawet przyrost powyżej wszelkich norm. A gdyby to nagle ustało? Perspektywa dość marna – w ciągu kilkudziesięciu lat ludzkość, jaką znamy, zmieniłaby się w społeczeństwo zniedołężniałych staruszków i starzejących się ludzi, usiłujących utrzymać przy życiu siebie i ich. Z biegiem czasu zdolnych do jakiejkolwiek pracy byłoby coraz mniej, aż wreszcie ci, co pozostali, umarliby z chorób i głodu. Koniec. A teraz wyobraźcie sobie, że macie władzę, by zapobiec temu kosztem pozbawienie podstawowych praw do wolności części społeczeństwa. Nie chcecie źle, ale w końcu podejmiecie tę decyzję, ponieważ jesteście odpowiedzialni nie za siebie, a za wszystkich dookoła. Za ich teraźniejszość i przyszłość.

Gilead jest oczywiście państwem opresyjnym. Zniewala nie tylko kobiety, ale i mężczyzn, którym wyznacza życie zawodowe i prywatne, aż do najdrobniejszych szczegółów. Nie wszystkim nawet w świetle nowego prawa przysługuje żona lub gospożona. Wielu z nich jest skazanych na samotność i brak możliwości zaspokojenia podstawowych instynktów. To zły świat, jednak w wielu aspektach władze grają takimi krami, jakie wcisnął im w rękę los od nich niezależny. Gilead zbiera plony wcześniejszych wydarzeń, takich jak wojny i katastrofy naturalne. Władze rozgrywają to źle, często w bardzo podły sposób, prawda. Tyle że karty służące do tej gry zostały im narzucone, nie wybrane. I warto też o tym pamiętać, gdy czyta się tę powieść. Skądinąd rzeczywiście bardzo udaną.

Tytuł: “Opowieść Podręcznej”
Autor: Margaret Attwood
Język oryginału: angielski
Rok wydania: 1985, Kanada
Rok pierwszego wydania polskiego : 1992
Przekład: Zofia Uhrynowska Hanasz
Wydawnictwo PIW

Autor: Eviva

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *