PRZEZNACZENIE MA NA IMIĘ KLOTYLDA – recenzja książki

3 listopada 2015

klotyldaNie lubię „komedii romantycznych”. Pewnie bierze się to stąd, że nie znoszę też romansów książkowych, opowiadających na jakiejś absurdalnej ilości stron, w jakich okolicznościach Iksiński uwiódł Ygrekowską. Nawet niewinne bzdurki, zwane harlequinami, budzą we mnie niechęć i rodzą pytanie, po co w ogóle je czytać. Jednak od każdej reguły istnieją wyjątki, także i od tej. Bardzo dawno temu wpadła mi w ręce niewielka, zadrukowana maczkiem książeczka, zatytułowana „Przeznaczenie ma na imię Klotylda”.

Hrabia Filimario Double znalazł się w nie lada kłopocie. Jako potomkowi tak wysokiegfo rodu nie wypada mu pracowac, a wszystko wskazuje na to, że będzie musial. Jego zmarła matka zapisała mu bowiem cały majątek, ale pod warunkiem, którego nie może przyjąć bez rezygnacji ze swej rodowej dumy. Głowiący się nad rozwiązaniem swego problemu młodzieniec otrzymuje nieoczekiwaną propozycję odbycia wycieczki morskiej w towarzystwie ekscentrycznej milionerki, Klotyldy Troll. Chociaż nie znosi owej damy, decyduje się przyjąć zaproszenie. Już na morzu dowiaduje się, że Klotyldy nie ma na pokładzie, a zamiast niej mają mu towarzyszyć panowie Settember Nort i Pio Pis, których nigdy wcześniej nie widział. Załoga ma rozkaz wysadzić całą trójkę na bezludnej wyspie, stanowiącej własność państwa Troll. Zaproszenie było pułapką, w jaką kapryśna panna zwabiła mężczyzn, których rzekomo chciała pozbyć się z miasta. Jej plany są jednak nieco inne niż te, które wyjawiła w odpowiednim liście. Jednak nieoczekiwana burza bardzo pomiesza jej szyki, a dla trzech mężczyzn stanie się poczatkiem prawdziwie zwariowanej podróży. Podczas gdy zaprzyjaźnieni już ze sobą Filimario, Settember i Pio próbują wrócić jakoś do domu, los splata ich drogi z piękną przemytniczką opium i chłopakiem o przezwisku Chico, którego życie samo w sobie stanowi materiał na pasjonującą powieść…

Pełen tytuł książki to „Przeznaczenie ma na imię Klotylda, romans przygodowy z bardzo ważną dygresją, która mimo osobistego charakteru włącza się znakomicie w akcję i wspiera, czyniąc ją bardziej urozmaiconą i ciekawszą”. Owa dygresja, o której wspomina autor, to pisane w pierwszej osobie dzieje Chica, jednego z dwadzieściorga trojga dzieci pewnego małżeństwa, wysłanego przez ojca do wuja w Ameryce Południowej. Jego dokładnego wieku nie znamy – on sam powtarza o sobie, że jest tylko biednym, młodym chłopcem, właściwie jeszcze dzieckiem. Nie przeszkadza mu to jednak w robieniu poważnej kariery przestępczej, początkowo u boku wuja, potem na własną rękę. Jego wspomnienia i przemyślenia stanowią wspaniałe urozmaicenie perypetii głównych bohaterów.

Filimario, Klotylda, piękna przemytniczka Ketty, Settembre, Pio czy też Giorgino, oficjalny narzeczony Klotyldy – to postacie opisane zaledwie kilkoma słowami. Szczególnie dotyczy to mężczyzn. Czytelnik nie ma pojęcia, jaki kolor włosów czy oczu mają bohaterowie, czy są gładko ogoleni, a może któryś z nich nosi wąsy. Jak się ubierają, jak czeszą. Wiadomo tylko, że Filimario jest bardzo przystojny, Settembre wysoki i barczysty, a Pio wątły i ma drewnianą nogę.Autor nie dbał o „uplastycznienie ich”. Kobietom poświęcił niewiele więcej uwagi. Bardziej skupiał się na samej historii, ogromnie zabawnej nawiasem mówiąc. Oraz na dygresji, co najmniej równie barwnej jak główny wątek książki. Można tylko domniemywać, na ile historia Chica jest jego własną historią. Sądząc z napomknień, przynajmniej częściowo oparł ją na własnych doświadczeniach. Choćby dlatego warto tę książkę przeczytać. Jest ona ciekawa, pełna humoru i lekka, w sam raz na sobotni wieczór. Polecam serdecznie.

 

Tytuł: „Przeznaczenie ma na imię Klotylda”
Autor: Giovanino Guareschi

Język oryginału: włoski

Przekład: Barbara Sieroszewska

Okładka: miękka z obwolutą
Ilość stron: 238

Format: kieszonkowy

Rok polskiego wydania: 1976

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX

Zapisz

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *