“PRZY DRZWIACH ZAMKNIĘTYCH” – recenzja filmu

2 czerwca 2021

Piekło. Myliłby się ten, kto by sądził, że to chrześcijański albo żydowski wynalazek. Odpowiedniki królestwa potępionych znajdziemy w mitach greckich – Tartar -, staroegipskich podaniach, w hinduizmie, u Sumerów, Hetytów i w ogóle wszędzie. Religie całego świata prześcigają się w barwnych opisach tortur, którym poddaje się po śmierci złych ludzi. Odwieczna tęsknota za jakąś wyższą sprawiedliwością, która wynagradza dobro i bezwzględnie karze występki. Ze zrozumiałych powodów nikt nie wie, jak tam jest, ale że wyobraźni nam nie brakuje, snujemy opowieści.

Poza dość prostackim obrazem Piekła jako izby tortur mamy też bardziej subtelne wyobrażenia. Jednym z nich jest sztuka Jean Paul Sartre’a “Przy drzwiach zamkniętych”. Wielokrotnie wystawiana i co najmniej raz sfilmowana, co niezwykłe, przez kobietę, a to w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia było prawdziwym ewenementem. Przedstawia chyba najciekawszy obraz piekła, z jakim miałam w życiu do czynienia. Od dawna krąży po świecie powiedzenie, że w Raju jest lepszy klimat, ale w Piekle spotkasz ciekawszych ludzi. A jeśli właśnie nie?

W hotelowym pokoju spotykają się dwie młode kobiety i mężczyzna. Każde z nich skrywa mroczną tajemnicę. Estelle jest egoistyczną, pozbawioną skrupułów oszustką, rozpustnicą i dzieciobójczynią. Inez to lesbijka, która nakłoniła swą partnerkę do wspólnego samobójstwa. Joseph jest tchórzem i łajdakiem, który całe życie maltretował oddaną mu nad wszystko żonę, a potem wydał partyzantów w ręce wroga, by ocalić życie, co mu się zresztą nie udało. Początkowo w rozmowie zaprzeczają, jakoby zrobili coś złego, jednak w miarę upływu czasu ich sekrety wychodzą na jaw. Orientują się też, że pokój, w którym ich zamknięto, to ich prywatne piekło, z którego nie będą mieli ucieczki przez całą wieczność….

“Piekło to inni.”, jak lapidarnie ujął sprawę autor. Widok windy, przywożącej do “recepcji” wciąż nowych zmarłych skojarzy mi się od razu z końcowymi scenami filmu “Harry Angel”, a sama procedura przyjmowania i rozlokowywania kolejnych gości początkowo wywołała lekkie rozbawienie. Jeśli tak ma wyglądać ostatnia droga potępionych, no to nie ma się czego bać! Kto czułby strach przed obsługą hotelową, w dodatku uprzedzająco grzeczną, choć w suchy i obojętny sposób? Potem jednak, trochę wbrew sobie, zaczęłam odczuwać autentyczną grozę. Wizja Sartre’a pięknie koresponduje z poglądem Witkacego, który w jednej ze swych sztuk umieścił zdanie

“W Piekle nie ma żadnych tortur. Tam wszyscy tylko czekają. Piekło to jedna wielka poczekalnia.”

Obaj dramaturdzy bez wątpienia zawarli w tych definicjach własne lęki. Na dłuższą metę najgorszymi torturami mogą się okazać sprawy marginalne, nie prymitywna brutalność sadystycznych katów. Diabeł, jeśli istnieje, jest zbyt inteligentny, by bawić się w upychanie grzeszników do kotłów ze smołą. Na pewno stosuje bardziej wyrafinowane metody. Jednak w sfilmowanej sztuce Sartre’a nie ma w zasadzie diabłów. Można dywagować, czy nie są nimi pracownicy “hotelu”, nie ma w nich jednak nic diabolicznego. Katami są dla siebie nawzajem “pensjonariusze” i ich wspomnienia, wizje żywych, którzy o nich mówią – coraz rzadziej i rzadziej. Aż wreszcie zmarli umierają niejako po raz drugi, gdy na świecie zaciera się pamięć o nich. Nie mają odtąd wglądu w żucie rodziny i przyjaciół, Ich wieczność wypełniają tylko współlokatorzy tandetnego pokoju, w którym ich umieszczono. Wyobraźcie sobie nieśmiertelność w takim otoczeniu, gdzie zawsze świeci to samo światło, gdzie nigdy nie chce się jeść, ani pić, ani spać, i skąd nie można uciec nawet w obłęd. Można podobno wyjść, ale po co? Korytarze prowadzą donikąd, są puste, drzwi innych pokojów pozostają zamknięte na głucho dla postronnych. Owszem, wyjść można, jednak coś powstrzymuje więźniów tego apartamentu – może właśnie świadomość beznadziejności wszelkich działań. Owszem, teoretycznie byłoby kogo poszukać. Na świecie było wielu interesujących grzeszników, wielkich tyranów, rozpustników, morderców i innych równie zepsutych ludzi. Tyle, że będąc już tam, nie masz możliwości ich spotkać.

Idea sztuki zasadza się na tym, że w Piekle nie ma już nic, nawet grzechu. To miejsce jest całkowitą stagnacją, zawieszeniem w bezmiarze nicości. Jakkolwiek przewrotnie to zabrzmi, cierpienie byłoby czymś, na czym można się oprzeć, czymś konkretnym, być może strasznym, ale nie nudnym i bezosobowym, Byłoby czego się bać, na co czekać i czego nienawidzić. Ale w Piekle Sartre’a nie ma nawet tego. Film obrazuje to lepiej niż przedstawienie sceniczne, ma bowiem większe możliwości. Nawet ci, którzy lekceważą czarno białe filmy, powinni go obejrzeć. Te dzieła nie miały barw ani efektów komputerowych, dysponowały jednak czymś, co teraz jest rzeczą deficytową w przemyśle filmowym: prawdziwie świetnym aktorstwem, finezyjną pracą kamery, grą świateł i niepowtarzalną atmosferą. Nie ma już takich filmów. Pozostała czcza, bezmyślna rozrywka, perwersyjna lub przeładowana efekciarstwem, wulgarna i tandetna… niczym pokój w piekielnym hotelu.

Tytuł: “Przy drzwiach zamkniętych”

Autor oryginalnej sztuki: Jean Paul Sartre

Reżyser: Jacqueline Audry

Obsada: Frank Villard, Arletty, Gaby Sylvia

Produkcja: Francja

Premiera: 1954 rok

Autor: Eviva

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *