PRZYSZLIŚMY NA ŚWIAT, BY JUŻ NIGDY NIE UMRZEĆ – recenzja książki

22 października 2016

przyszliśmy na świat by nigdy nie umrzeć okładkaOstatnio gotuje się w naszym kraju niczym w zapomnianym na gazie garnku z ryżem. Nawet ci, którzy cenią sobie wolność jednostki, mogą czuć się zażenowani, gdy rozumieją o co się walczy. Co by bowiem nie mówić, płód w ciele kobiety jest żywy, zatem „usunięcie” go to po prostu zabicie. A wystarczy badanie DNA, by potwierdzić, że embrion nie jest częścią ciała kobiety, tylko osobnym istnieniem. Trochę to niezręczne, nie mamy bowiem do czynienia z wiarą, „ciemnotą” czy wręcz „zabobonem”, jak chętnie się mówi, a z biologiczną wiedzą. Niepodważalną, ponieważ potwierdzoną przez współczesną naukę. A z faktami naukowymi trudno dyskutować. Mamy więc do czynienia z prawdziwym dylematem – co jest ważniejsze, prawo kobiety do samostanowienia czy rozwijającego się dziecka do życia? Wiele tysięcy ubranych na czarno kobiet wrzeszczało, że to pierwsze. Były jednak takie, które w ciszy i nie rzucając się nikomu w oczy dały świadectwo zupełnie innej postawie. O jednej z nich opowiada książka „Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć”

Chiara Corbella Petrillo wychowała się w głęboko religijnej rodzinie. Zamiast pójść często wybieraną dziś przez młode pokolenie drogą apostazji,odrzucenia religijnych obowiązków i obciążeń,kontynuowała tradycje rodzinne. Chodziła do kościoła i brała udział w pielgrzymkach. Podczas jednej z nich poznała Enrico,z którym wkrótce połączyła się przed ołtarzem. Ciąża była czymś, czego oczekiwała,i co ją niezmiernie uradowało. Niestety wyrok lekarzy brzmiał bezwzględnie: anakefalia. Dziecko nie ma mózgu i puszki mózgowej. W takiej sytuacji doradza się natychmiastową aborcję,wiadomo bowiem,że dziecko długo nie pożyje, nawet jeśli przyjdzie żywe na świat. Chiara i Enrico nie brali tego nawet pod uwagę. Postanowili kochać małą Marię Grazię Letizię taką, jaka jest. Była ich córką i tylko to się liczyło. Przez całe krótkie życie maleństwa dawali mu tyle miłości, ile tylko zdołali i szczerze opłakiwali jego śmierć. Wkrótce po śmierci córeczki Chiara ponownie zaszła w ciążę. I tym razem los nie był dla młodych małżonków łaskawy. Davide urodził się z bardzo skomplikowaną wadą rozwojową i nie żył dłużej niż siostra. Tym razem też nie poszli po linii i najmniejszego oporu i nawet nie rozważali możliwości aborcji. Podwójne nieszczęście nie załamało Chiary i Enrico. Gdy młoda kobieta po raz trzeci zaszła w ciążę, zdawało się że ich wiara zostanie wreszcie nagrodzona. Dziecko było zdrowe. Jednak wkrótce pojawiła się diagnoza, dotycząca zdrowia przyszłej matki,równie bezwzględna co poprzednie – nowotwór….

Do bohaterstwa nikogo się nie zmusi. W ogóle wszelki przymus natychmiast zabija pojęcie bohaterstwa. Sytuacja jest patowa. Trudno nakazywać jakiejkolwiek ludzkiej istocie wielomiesięczną mękę i znoszenie bólów porodu – naprawdę niełatwych do wyobrażenia – w imię czyjegoś dobra. Z drugiej strony, skoro embrion jest po prostu człowiekiem w fazie prenatalnej, to czym jest aborcja? Gdy rozważać te sprawy na zimno, logicznie, odpowiedź na pytanie „kto ważniejszy” może okazać się niemożliwa. Jednak Chiara myślała sercem i rozstrzygnęła problem w sposób prosty – niech decyduje Bóg. Być może dla lekarzy było ważniejsze jej życie niż to, co w niej rosło, ale nie dla samej Chiary. Dla niej wybór był prosty. Za żadną cenę nie chciała zostać morderczynią własnego dziecka. Trudno nie podziwiać jej siły i determinacji.

W świecie,w którym coraz bardziej liczy się wygoda i zysk, w którym zamiast leku na cierpienie proponuje się eutanazję, a zamiast pomocy w wychowaniu niepełnosprawnego dziecka aborcję, Chiara Petrillo dała świadectwo wiary, odwagi i przede wszystkim człowieczeństwa. Dwukrotnie zdecydowała się na donoszenie ciąży,mimo letalnej wady rozwojowej u dzieci, a za trzecim razem odmówiła i aborcji, i terapii przeciwnowotworowej. Przypłaciła to życiem, ale ani przez chwilę nie żałowała swego wyboru. Pokazała na swym przykładzie, że to,co wydaje się bardzo trudne, może być zupełnie proste, gdy ma się pod dostatkiem miłości w sobie. Ona miała. Jej łagodny uśmiech na łożu śmierci powinien śmiertelnie zawstydzić tych, którzy dla własnej wygody czy też zaoszczędzenia pieniędzy skazują na śmierć nieuleczalnie chorych lub nienarodzone jeszcze dzieci. Powinni wszyscy przeczytać tę piękną książkę i zastanowić się trochę nad tym,co jest ich priorytetem w życiu. I co zabiorą ze sobą, gdy sami będą umierać.

 

Tytuł: „Przyszliśmy na świat,by nigdy już nie umrzeć”

Autor: Simone Troisi i Cristiana Paccini

Język oryginału: włoski

Przekład: Barbara Durbajo i Anna T.Kowalewska

Okładka: miękka

Ilość stron: 187

ISBN: 978-83-7502-575-0

Wydawnictwo: PROMIC

TragediaSłaboMoże byćDobrzeSuper (1 głosów, średnia: 4,00 z 5)
Loading...

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *