„Jaram się!” Recenzja Gotham 2×05: Scarification.

20 października 2015

Gotham sezon 2 plakatOkładka recenzowanego serialu Gotham„Jaram się”. To kolokwialne powiedzenie może posłużyć z recenzję, jak i streszczenie najnowszego odcinka serialu Gotham.

Theo Galavan kontynuuje sianie chaosu w Gotham wysługując się Oswaldem Cobblepotem aka Pingwin. Tym razem postanawia strawić miasto ogniem. Jednak czy sianie chaosu jest jego jedynym zamiarem i czemu celem padają jedynie budynki Wayne Enterprises? W tym samym czasie nowy kapitan przy pomocy zespołu uderzeniowego i detektywa Gordona sieją zamęt w imperium Pingwina.

Scarification to kolejny odcinek Gotham, w którym zgłębiamy postać Theo Galavana. Nowo przybyły do miasta Miliarder o dwóch twarzach, dla mieszkańców miasta filantrop i zbawca, dla jego podziemi bezwzględny przestępca konsekwentnie realizujący swe plany. Do tego odcinka stanowił on dla nas ogromną zagadkę. Człowieka, który bezwzględnie wykorzystuje do swoich celów inne osoby, by później zdradzić je w niezwykle widowiskowy sposób. Teraz, zaczynamy wreszcie go poznawać, a może poznaliśmy go zupełnie, lub nie poznaliśmy go wcale?

Skąd taka konstrukcja zdaniowa? Nauczeni historią Jerome nie wierzymy w to co widzimy na ekranie, póki nie zostanie nazwane po imieniu, nawet wtedy mając wątpliwości.

Theo Galavan nie jest tym za kogo się podaje, a jego rodzina nosiła niegdyś zupełnie inne imię – Dumas.

Theo Galvan złoczyńca w drugim sezonie serialu Gotham.

 

Kim więc są Dumas?

Prawie dwieście lat temu Gotham stworzone zostało przez pięć wielkich rodów; Elliotów, Kanów, Crownów, Dumas i najpotężniejszej pośród nich, Waynów. W wyniku zbrodni namiętności popełnionej na córce Waynów rodzina Dumas została wygnana za morze. W mieście zmieniono nazwy ulic i budynków, a prasie zakazano kiedykolwiek o nich pisać. Dumas zostali wymazani z kart historii. Ci nieliczni, którzy pozostali zmienili swe imię na Galavan.

Dokąd prowadzi nas ta historia? Wygnani Dumas udali się do Europy, do zakonu mnichów, który fundowali, by przez dwieście lat knuć zemstę. Theo Galavan jest pierwszym, który powrócił, a jego celem jest ponowne przejęcie miasta i zabicie Bruca Wayna.

Piękna historia, ale czy przybliża ona nas do poznania Theo Galavana i jego prawdziwej tożsamości? I tak i nie. Z jednej strony w uniwersum DC istnieje Zakon Świętego Dumasa, posiada on jednak zupełni inne korzenie, aniżeli te, które poznaliśmy w ostatnim odcinku Gotham.

Zakon Świętego Dumasa powstał przed erą templariuszy i uważał ich za zbyt mało radykalnych w walce z niewiernymi. Wraz z latami zmieniał on swoje cele, by w czasach Batmana stać się instytucją dążącą do potęgi uciekając się przy tym do krwawych metod. Wysłannikami zakonu byli Azraelowie, bezwzględni zabójcy zawsze wykonujący zadanie.

Dlaczego historia Theo Galavana pasuje do zakonu?

Przede wszystkim zgadza się nazwisko Dumas. Zgadzają się również metody działania i wspomnienie starego mnicha o potężnych wojownikach, którzy przekraczają ocean.

Dlaczego historia ta nie pasuje?

Czysto subiektywnie… byłoby to zbyt proste, ale zajmijmy się obiektywizmami. W jednym z poprzednich odcinków Theo Galavan aka Dumas powiedział, że Gotham upada i musi upaść by odrodzić się z popiołów. Przybyły do Gotham mnich krytykuje Theo za luksus i splendor, jakim ten się otacza. Sami wojownicy zaś mogą acz nie muszą należeć do zakonu. Znamy inną organizację której charakter pasuje do powyższego opisu. Liga Zabójców sama ciśnie się na usta. Warto zwrócić również uwagę na mimikę Theo, kiedy dowiedział się, że przybywają pozostali członkowie zakonu. Ten człowiek pławi się w luksusach i lubi to, a zakon z całą pewnością nie będzie faktem tym zachwycony.

Jeśli organizacją, którą pragną nam przedstawić producenci będzie Liga Zabójców będzie to już trzecia po trylogii Nolana i serialu Arrow inkarnacja tej organizacji w ostatnich latach. Jeśli zaś sięgną oni po Zakon Św. Dumasa historia może zrobić się naprawdę ciekawa. Miejmy również nadzieję, że nie zapomną zabrać ze sobą swej najpotężniejszej broni. Płonącego Miecza Grzechu.

Recenzja odcinków serialu nie polega jednak na opisywaniu jego fabuły, a skupieniu się na dobrych i złych stronach.

Co było dobre w ostatnim odcinku Gotham?

Po dość ciężkim ale i pełnym akcji odcinku Strike Force, którego recenzję prezentowaliśmy wam w ubiegłym tygodniu Scarification wróciło do lżejszych tonów i konceptu freak of the week. Co prawda wątkiem przewodnim pozostaje Theo Galavan, przy okazji poznajemy jednak i przyszłych super złoczyńców Gotham. W tym tygodniu jest to Bridget Pike aka Firefly. Podpalaczka, która w przyszłości porządnie da w kość Batmanowi. Bridget poznajemy w tym odcinku dzięki Cat i przyznam szczerze, w niczym nie przypomina ona znanej nam Firefly, jest to stłamszona i psychicznie zniszczona siostra „Braci Pike”. Trzech podpalaczy, którzy pracowali dla Fish Moony. Nic nie wskazuje na to, jaką osobą ma się stać w przyszłości. Nadzieje budzi fakt, że Bridget powrócić ma w przyszłym odcinku i wtedy może dojść do jej przemiany, lub może lepiej powiedzieć, narodzin.

Co było w odcinku złe?

Cóż, po świetnym poprzednim odcinku zła była policja. Może nie tyle zła, bo to słowo w Gotham ma nieodpowiednie do sytuacji konotacje, co kiepska. W Strike Force przedstawionych mieliśmy super gliniarzy i ostrego kapitana gotowego zrobić porządek z miastem. W Scarification oddział robiąc nalot na bank Pingwina daje się zajść silnie uzbrojonemu przeciwnikowi i niemal rozstrzelać z granatnika? Skoro przy samym granatniku jesteśmy. Kapitan, były Marines, podobno twardziel, doznaje szoku widząc człowieka strzelającego z granatnika? Coś tutaj nie gra.

Wiele osób po obejrzeniu ostatniego odcinka stawia zarzut, że gliniarze są w nim kiepscy bo nigdy nie rozwalili miejsca, gdzie broń wystawiona jest na sprzedaż jak w hipermarkecie. Ja chcę zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze. Gliniarze w Gotham byli, są i będą skorumpowani. Po drugie, cytując Terrego Pratchetta, ludzie czują się bezpieczniej, kiedy przestępczość jest zorganizowana.

Selina "Cat" Kyle serial Gotham

Po raz kolejny zawiodłem się w tym odcinku na Cat. Postać, która w poprzednim sezonie była naprawdę mocnym punktem serialu stała się nijaka, a i tak jest to z moich ust komplementem. Selina Kyle snuje się bez celu po mieście siadając w kocich pozach. Szkoda tylko, że nie dostała miseczki mleka i nie mruczy. Miejmy również nadzieję, że Pingwin weźmie się w garść. Bo patrzenie na rozpaczającego za matką człowieka, który jest marnym, roztrzęsionym narzędziem w rękach Galavana robi się żałosne.

Recenzję Gotham jak zawsze kończymy oceną.

Ocena końcowa: 70/100 – Dobrze rozwinięta historia Galavana i wprowadzenie nowej starej postaci na plus. Przedstawienie policji i postać Seliny na wielki minus.

TragediaSłaboMoże byćDobrzeSuper (Brak ocen)
Loading...

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *