Recenzja książki: Podróżniczka – Arwen Elys Dayton

12 sierpnia 2017

Podróżniczka - Arwen Elys DaytonPodróżniczka to drugi tom Poszukiwaczki, bardzo ciekawej serii książek fantasy pióra Arwen Elys Dayton wydanego w Polsce nakładem wydawnictwa Uroboros.

Nie miałem okazji napisać recenzji pierwszej książki, Poszukiwaczki, więc zaczynanie pisania recenzji od tomu drugiego wydało mi się odrobinę dziwne, pragnę jednak podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami.

Jak na książkę w trylogii, uważam Podróżniczkę za tytuł całkiem udany, z dobrze przemyślaną i wciągającą fabułą. Momentami książka się odrobinę wlokła. Szczególnie w swojej środkowej części, w żadnym jednak momencie nie czułem potrzeby aby odłożyć ją na bok. Powiem więcej, nie mogę się już doczekać polskiego wydania tomu trzeciego, kto wie, może nawet sięgnę po jego wersję angielską, jeśli Uroboros będzie się ociągał z wydaniem.

Rozpoczynając akcję tam, gdzie zakończył się poszukiwaczka Podróżniczka zabiera nas do Shinobu i Quin, którzy leczą się po wypadku i walce z Johnem, ale zaznanie spokoju i odpoczynek nie są proste, kiedy wszyscy zdają się ścigać szukających, by ich zabić. Poprzez karty powieści ta dwójka zagłębia się coraz bardziej w sekrety swojej rodziny, odkrywając własne przeznaczenie.

Moim ulubionym elementem powieści jest historia Catherine, zmarłej matki Johna. Catherine nie jest jednym z protagonistów serii i tak naprawdę Arwen zdaje się na niej za bardzo nie skupiać, ale i tak udało jej się stworzyć z Catherine chyba najlepszą postać całej książki. Jej historia była tym bardziej wciągająca i tragiczniejsza, że wszyscy wiedzieliśmy, że zakończy się jej śmiercią. To naprawdę bolesne, czytać czyjąś historię poprzez karty jego/jej pamiętnika, wiedząc, że nie będzie on miał ostatniego wpisu.

W tej książce Arwen zawarła naprawdę wiele postaci, zarówno protagonistów, jak i antagonistów. Podobały mi się fragmenty opisujące trening Johna z Maud. Podobał mi się wątek Quin i Shinobu i ich poszukiwania prawdy. Chyba najsłabszą więź udało mi się zbudować z czarnymi charakterami. Nie znaczy to, że byli źle napisani, że nie byli interesujący. Byli, ale zabrakło mi takiej kropki nad „i”, która sprawiłaby, że zaczęłoby mi na nich zależeć.

Teraz pozostaje mi tylko czekać na ostatni tom sagi, którego recenzję tym razem już definitywnie napiszę.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *