SPALIĆ KOMUDĘ

22 lipca 2020

Podobno w fantastykę uciekamy, gdy nie możemy znieść tego, co nas otacza. Dla mnie taką ucieczką był Lem, a potem Star Trek. Jednak nie ten ostatni serial, o którym szerzej wypowiadam się tutaj. I jest po temu ważny powód. To już nie jest cykl, który “burzył mury” i stawiał czoła temu, co złe. Dziś już tylko ma walczyć o oglądalność. Obojętne, jakimi metodami.

Star Trek, choć jego wydźwięk był zdecydowanie antyuprzedzeniowy, nie pokazywał nam ugrzecznionego, różowego świata. Przeciwnie. Każda występująca w nim rasa istot rozumnych, może za wyjątkiem ludzi, ale i to nie zawsze, uważała inne rasy za gorsze – słabsze, głupsze, mniej uzdolnione. Nawet bardzo etyczni Wolkanie nie byli wolni od uprzedzeń. I jest to, wbrew pozorom, logiczne. W oryginalnym Star Treku nikt nie wymaga od nikogo, by pozbył się tych uprzedzeń. Może je mieć nadal, ale współpracować ma tak, jakby ich nie było. W odcinku oryginalnej serii “Balance of terror” kapitan Kirk zwraca uwagę załogantowi, który otwarcie okazuje niechęć do Wolkan:

“Uprzedzenia proszę zostawiać w swojej kabinie, na mostku nie ma dla nich miejsca.”

Jest to bardzo ważna scena. Kapitan nie zawiesza podwładnego za rasistowską uwagę, nie karze go w żaden sposób. Udziela mu tjedynie reprymendy. Uświadamia i jemu, i innym, że można myśleć, co kto chce, tylko nie może na tym ucierpieć współpraca dla dobra ogółu.

Dopiero teraz można to właściwie ocenić, gdy w świecie realnym walka z rasizmem i homofobią przerodziła się w opresyjną maszynę, której działanie miażdży tych, co choć ośmiela się pomyśleć inaczej niż nakazuje odgórny trend. Najlepszym przykładem wręcz orwellowskiego twistu jest fakt, że dla działaczy BLM (blackLivesMatter) liczy się tylko kolor skóry, w tym przypadku czarny – a podobno walczą z rasizmem – oraz fakt, że lobby LBGT doprowadza do uciszania bądź wręcz usuwania z uczelni badaczy, których prace kwestionują niezaprzeczalnie pozytywny, według nich, wpływ wychowania przez homoseksualną parę na dzieci. Ba! Ofiarą nagonki tej organizacji, bo to już jest organizacja, i to bardzo wpływowa, padła sama J.K. Rowling. Wystarczyło, by zarzucono jej transfobię, i już się zaczęło. Doszło do tego, że pisarka o tej renomie może mieć problemy z wydaniem nowej książki (kliknij tutaj), ponieważ ośmieliła się zakwestionować jeden ze współczesnych dogmatów. Jako żywo przypomina to wyjątek z “Lalki” Prusa, który pozwolę sobie zacytować w całości

 Kiedyś nazywano mnie wielkim chemikiem, dopóki… nie wyszedłem poza granicę dziś obowiązujących poglądów chemicznych. Pisałem rozprawy, robiłem wynalazki, pod imieniem własnem lub moich wspólników, którzy nawet sumiennie dzielili się ze mną zyskami. Ale od czasu, gdym odkrył zjawiska nie mieszczące się w rocznikach akademii, ogłoszono mnie nietylko za waryata, ale za heretyka i zdrajcę…
 — Tu, w Paryżu? -— szepnął Wokulski.
 — Oho! — roześmiał się Geist — tu, w Paryżu. W jakimś Altdorfie lub Neustadzie kacerzem i zdrajcą jest ten, kto nie wierzy w pastorów, Bismarka, w dziesięcioro przykazań i konstytucyą pruską. Tu, wolno kpić z Bismarka i konstytucyi, ale zato pod grozą odszczepieństwa trzeba wierzyć w tabliczkę mnożenia, teoryą ruchu falistego, w stałość ciężarów gatunkowych i t. d. Pokaż mi pan jedno miasto, w którem nie ściskanoby sobie mózgów jakiemiś dogmatami, a — zrobię je stolicą świata i kolebką przyszłej ludzkości.

Na naszym podwórku z podobną sprawą musi się dziś zmagać Jacek Komuda. Chodzi o opowiadanie “Dolian, będziesz ćwiartowany”, zamieszczone w wydawnictwie “Nowa Fantastyka”. Opowiadanie, ukazujące problem współistnienia dwóch światów – jednego, w którym panują tradycyjne wartości, i drugiego, gdzie panuje zasada “róbta co chceta”. Tytułowy Dolian jest homoseksualistą, co w pierwszym świecie nie jest tolerowane, a w drugim traktowane jako coś nie tylko najzupełniej normalnego, ale i bardzo fajnego. Opowiadanie wywołało potężną burzę. Pisarzowi zarzucono propagowanie homofobii, zaś redakcja czasopisma ugięła się pod naciskiem i zamieściła obszerne przeprosiny. Z czym mamy więc do czynienia? Z cenzurą. Taką samą jak ta, która ingerowała w Star Trek w jego zaraniu i doprowadziła do skasowania go po trzecim sezonie. Nawet człowiek najbardziej tolerancyjny i światły w momencie, gdy dochodzi do takich absurdów, zaczyna zastanawiać się, ku czemu zmierzamy. Zaczniemy palić książki? Na pierwszy ogień “Przeminęło z wiatrem” i “W pustyni i w puszczy”?

Żadnej książki i filmu nie wolno oceniać bez brania pod uwagę kontekstu historycznego. Jest rzeczą prawdopodobną, że gdyby Sienkiewicz żył dzisiaj, “W pustyni i w puszczy” przypominałoby raczej jego współczesną ekranizację, zresztą kiepską. Jednak żył, kiedy żył. Patrzył na świat z perspektywy swojej epoki, nie naszej. Jego książka nie tylko nie jest rasistowska, ale nawet przeciwnie – Staś użala się nad losem niewolników i staje w ich obronie. Dzięki jego odwadze Mea i Kali odzyskują wolność. Staś nie ma też zamiaru zabierać ich z Afryki, gdzie jest ich dom, do “lepszej” Europy. Oni sami tego pragną, a opór Stasia pokonują dopiero łzy Nel. Owszem, Kali i Mea wydają się nieco dziecinni i prostoduszni, weźmy jednak pod uwagę, że mamy do czynienia z ludźmi bardzo młodymi, którzy większą część życia spędzili w okrutnej niewoli. Naprawdę nie mieli ani jak, ani kiedy ukończyć uniwersytetu. Trzeba być kompletnie zaślepionym, by dostrzec w tym jakiś rasizm.

Podobnie rzecz się ma z dziełem Margaret Mitchell. Po pierwsze, mamy tu do czynienia z fikcją literacką, za której podwaliny posłużyły rodzinne wspomnienia. Po drugie – na pewno wśród innych byli tacy plantatorzy jak pan O’Hara i tacy niewolnicy jak Mammy, Pork czy Prissy. Nie każdy właściciel niewolników był potworem i sadystą. Ten, który miał trochę rozsądku, wiedział, że zadbany inwentarz lepiej pracuje, a mający odrobinę lepsze serce nie znęcał się nad swoją własnością. Taki właśnie był Gerald O’Hara i jego żona. I tak samo nie każdy niewolnik po wyzwoleniu od razu zostawał operatywnym przedsiębiorcą. Byli tacy, którzy nie umieli poradzić sobie z wolnością i jej perspektywami w świecie, który nadal nie uznawał ich za równych prawami. Awantura wokół “Przeminęło z wiatrem” jest dziś bezprzedmiotowa, szczególnie, że – co należy podkreślić podwójną kreską – nie mamy do czynienia z dokumentem, a fikcją literacką. To samo można powiedzieć i o Sienkiewiczu, choć jego powieść oscylowała wokół autentycznego porwania, i o Komudzie, który pozwolił sobie na swobodną fantazję “co by było, gdyby”.

W fantastyce i poprawność polityczna, i cenzura wydaje się podwójnie bezsensowna. Od razu dezawuuje samo pojęcie i rolę fantastyki. A właśnie teraz jest o czym pisać, bo mamy do czynienia z całkowicie przenicowanym światem, że zrobię tu ukłon w kierunku braci Strugackich. Walczący o tolerancję sami wykazują się zadziwiającym, brakiem tolerancji wobec ludzi, mających odmienne poglądy. Krzyczący, że są ofiarami rasizmu, sami masowo dopuszczają się ataków na tle rasistowskim, a poprawność polityczna nie pozwala nazwać tego po imieniu. Stawia się odgórne tamy nie tylko sztuce, ale nawet badaniom naukowym, skoro za nieprawomyślne wnioski czy wyniki usuwa się wykładowców z uczelni. A można by pomyśleć, że z historii powinniśmy się czegoś nauczyć.

Nie jestem fanką ani Jacka Komudy, ani J.K.Rowling. Prawdę mówiąc, bardzo ich twórczości nie lubię. Ale to, co ich spotyka, budzi mój żywy sprzeciw. To absolutnie niedopuszczalne, by w dzisiejszych czasach stosowano metody rodem ze średniowiecza, by zatkać komuś usta i zmusić wszystkich dookoła do chóralnego powtarzania odgórnie zatwierdzonych prawd. Zwłaszcza ze każdy jako tako wykształcony człowiek powinien wiedzieć, jak takie rzeczy się kończą.

PS: To kopia wpisu sprzed około trzech tygodni. Oryginał zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach

Autor: Eviva

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *