“SUPERHERO MOVIE”, recenzja

11 sierpnia 2021

Filmy o superbohaterach są niemal równie popularne, co komiksy o nich. Ludzkość od zawsze pragnęła herosów, prawdopodobnie nawet w czasach neandertalczyków. malowidła naskalne ukazują ludzi, obdarzonych boskimi atrybutami i nie zawsze wiadomo, czy są to bogowie, czy nadludzie, obdarzeni dziwnymi mocami, o których chrząka się wieczorami przy plemiennym ognisku. Nie ma obecnie sposobu, żeby to zweryfikować. Jednak od czasu powstania pierwszych źródeł pisanych wciąż natykamy się na wzmianki o herosach, i to niezależnie od części świata, którą badamy. A że żyjemy w epoce, dla której nie ma świętości, nic zatem dziwnego, że zaczęto tworzyć parodie filmów o superbohaterach. Bodajże pierwsza jaskółką była tu polska komedia “Hydrozagadka” z 1970 roku. Wątpliwe zresztą, by słyszano o niej w Ameryce, gdzie po dziesięcioleciach zachwytów zaczęto dostrzegać pewną śmieszność w samej koncepcji nadczłowieka. Wykorzystano ją więc skwapliwie, tworząc parodie filmowe. Jedną z nich jest “Superhero movie“.

Rick Ricker jest niejako etatowym klasowym pośmiewiskiem. Zdolny, ale nieśmiały i wycofany, niezdarny nastolatek, bez przerwy popada w tarapaty. Wychowujący go po śmierci rodziców wuj Albert i jego żona próbują stworzyć mu dom, ale to za mało. Tak jest do dnia, gdy gryzie go zmutowana ważka. Daje to Rickowi nadludzkie moce. Chłopak zmienia się w Ważkamana… jednak pod tą postacią też jest taką samą łamagą, jak przedtem. Nawet pomoc profesora X, który zaprasza go do swojej szkoły mutantów, okazuje się nieskuteczna. Chłopak ponownie wplątuje się w kłopoty, choć jednocześnie nabiera też wreszcie śmiałości, by zawalczyć o swoja miłość…

Pomysł na film niewątpliwie jest niezły. Również aktorzy, na czele z Leslie Nielsenem, zostali dobrani jak trzeba. Ale samo wykonanie… Wiele scen jest wcale nieśmiesznych (scena gwałcenia głównego bohatera przez napalone zwierzęta laboratoryjne, samospalenie Człowieka Pochodni czy śmierć wuja Alberta). W innych dominuje tzw. humor fizjologiczny, czyli śmiać się będzie ten, któremu głośne puszczanie bąków lub dłubanie w nosie wydaje się zabawne. Razem dało to koktajl żałosny i mocno niesmaczny, ale na pewno nie śmieszny dla widza na choćby minimalnym poziomie kulturalnym. Naprawdę szkoda Leslie Nielsena na taką chałę (choć generalnie poziom filmów, w których grał, przeważnie był dość niski, a może po prostu Amerykanie mają tak żałosne poczucie humoru, że innego rodzaju żarty do nich nie trafiają). W porównaniu z tym filmidłem najmarniejszy odcinek “Świata według Kiepskich” to prawdziwe arcydzieło finezji i smaku.

Komedia “Superhero” zniesmaczyła mnie podwójnie, raz jako widza nastawionego na komedię, a drugi raz jako byłą miłośniczkę superbohaterskich komiksów. Do dzisiaj została mi słabość do facetów i babek w lateksowych wdziankach, ratujących świat. I nie to, że ni lubię, żeby z nich trochę kpiono. Z pasją oglądałam serial “Mój bohater”, będący właśnie taką parodią i bawiłam się na tym świetnie. Jednak żarty na poziomie kibla trafiają do mnie jedynie wtedy, gdy są serwowane w minimalnej ilości, a nie wtedy, gdy składa się z nich cały film. Niezależnie od tematyki.

Oczywiście gdy kto lubi maksymalnie prostackie żarty, jest to film w sam raz dla niego. Pewnie dlatego dostał nagrodę Teen Choice, co mówi bardzo wiele o dzisiejszym amerykańskim guście filmowym, albo raczej jego kompletnym braku.

Tytuł: “Superhero movie”
Produkcja: USA
Rok premiery: 2008
Scenariusz i reżyseria: Craig Mazin
Obsada: Leslie Nielsen, Drake Bell, Sara Paxton, Christopher McDonald, Kevin Hart, Marion Ross i in

Autor: Eviva

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *