PRZYGODA Z MARY POPPINS
Artykuły , Recenzje Książek / 13 lutego 2019

Niania była kiedyś uważana nie tyle za człowieka, co za pożyteczny mebel domowy. Właściwie nie zauważano jej istnienia, jeśli akurat nie potrzebowano jej usług. A gdy przestała być potrzebna, żegnano się z nią bez żalu. Czasami, w niektórych rodzinach, bywała „niania wielopokoleniowa”, ale choć mogła mieć złudzenie, że jej pozycja jest dzięki temu wyższa, wcale tak nie było. Za lada pretekstem mogła zostać wydalona ze służby i liczba lat, które poświęciła na wychowanie cudzych dzieci, nie miała żadnego znaczenia. Pierwszą kobietą w literaturze, która w tej roli wzniosła się ponad poziom źle opłacanej niewolnicy, była niewątpliwie Mary Poppins. Książki o tej nietypowej niani wyprzedziły seriale typu „Pomoc domowa” i filmy takie jak „Niania McPhee” (który zresztą jest ordynarną zrzynką właśnie z „Mary Poppins”). Już od kilku pokoleń książki Pameli Lyndon Travers stanowią obowiązkową lekturę niedorosłych dziewczynek. Lekturę bardzo chętnie czytaną, dodajmy. Bo kto by nie lubił tajemniczej, obdarzonej cudownymi zdolnościami panny Poppins? Cóż, szczerze mówiąc – ja. Uwielbiając książki o jej poczynaniach, samej Mary nie cierpiałam serdecznie. I nie bez powodu. Państwo Banks mieszkają przy ulicy Czereśniowej 17 w Londynie, w podniszczonym, lecz starannie utrzymanym domu. Stanowią dość typowe, średniozamożne małżeństwo epoki wiktoriańskiej, usiłujące sprawiać wrażenie, że stać je na…