„ACEDIA, DEMON POŁUDNIA” – Jean-Charles Nault
Recenzje Książek / 16 grudnia 2017

Choroby duszy są powszechniejsze, niż możemy na co dzień sądzić. Tradycyjna medycyna chińska wywodzi z nich większość, jeśli nie wszystkie choroby ciała. Co ciekawe, ten pogląd podziela dziś wielu zachodnich lekarzy, uważających, że stan psychiczny pacjenta ma kluczowe znaczenie dla przebiegu i leczenia poważnych chorób fizycznych. Czy słusznie wiąże się „spokój duszy” z religią? Książka „Demon południa” Jean-Charlesa Naulta odpowiada na to pytanie z punktu widzenia głęboko wierzącego chrześcijanina. Tak bardzo wierzącego, że uważa psychiatrię za niezdolną do rozwiązania problemów ludzi zmagających się z problemami chorób w typie depresji. Zamiast leków poleca modlitwę, ale czy słusznie? Nie żyjemy przecież w średniowieczu, kiedy to epileptyków uważano za opętanych i palono na stosie. Współczesna medycyna umie sobie poradzić z wieloma chorobami, nie uciekając się do wyjaśnień natury religijnej. Termin „acedia” oznacza stan umysłu, wywołany przez wyjątkowo podstępnego demona. Dzisiejsza psychiatria nadaje mu zupełnie inną nazwę – depresja – i zupełnie nie kojarzy z działalnością sił nieczystych. Autor „Demona południa” przedstawia różne postacie „choroby duszy” oraz metody walki z nią – a raczej z tytułowym demonem – za pomocą odpowiednich praktyk religijnych. Ma to zresztą korzenie w przekonaniach rodem ze świata antycznego, które przesiąkły później do wszystkich kultów świata. Prawdą jest, że u…

„FRANCISZEK Z ASYŻU, PROROK EKSTREMALNY” – Suzanne Giuseppi Testus
Recenzje Książek / 28 września 2017

Każdy katolik, który traktuje poważnie swoją religię, ma ulubionego świętego. Nie zawsze wiemy coś pewnego o jego życiu, często są to tylko legendy. Jednak w przypadku świętego Franciszka z Asyżu wiemy dość sporo. Znamy pobieżnie historię jego młodości i działalności, a dziś jego imię oznacza dla nas synonim kogoś łagodnego, pokornego i empatycznego. Często uważa się go za owszem, świętego, ale jakoś mniej ważnego niż inni. Może dlatego, że tyle uwagi poświęcał zwierzętom, traktowanym za jego czasu jak rzeczy, oraz chorej biedocie, która uważano za balast społeczny. Przez to wszystko nie zapisał się w ludzkiej pamięci jako „prawdziwy święty”, taki co publicznie doznaje ekstazy religijnej i robi liczne cuda. Bardzo niesprawiedliwie wyrażamy się czasem o św Franciszku z nutką pobłażliwości, a przecież był on znanym mistykiem, miał nawet stygmaty. Założył nowe zakon o tak rewolucyjnej jak na jego czasy regule, że papież Innocenty III odmówił początkowo jej akceptacji. Rzecz w tym, że całą uwagę, zamiast sobie, poświęcał innym. I to tym, których nawet dziś niechętnie spotykamy na swojej drodze. W czasach świętego Franciszka ktoś chory i biedny bardzo często lądował na ulicy jako bezdomny żebrak i nikt nie widział w tym nic niezwykłego. Jest biedny? Widocznie głupi lub leniwy. Jest…