“TAJEMNICZY ŚWIAT ARIETTY” – recenzja

13 lipca 2020

Gdy byłam jeszcze dzieckiem, cykl Mary Norton o Pożyczalskich stanowił moja ulubioną lekturę. Właściwie, jedną z ulubionych, bo czytałam bardzo dużo, znacznie więcej niż mój przeciętny rówieśnik. W miarę jak dorastałam, niektóre z tych lektur szły w kąt, ale “Pożyczalscy” zostali na mojej półce. To piękne i mądre książki i bardzo chciałam, żeby doczekały się dobrej ekranizacji. Do tej pory obejrzałam dwa aktorskie filmy, stanowiące próbę przeniesienia tematu na ekran, oba niestety mało udane. Jeden z 1987 roku, drugi z 2011. Ten drugi nawet gorszy, bo kompletnie wykrzywiający treść i masakrujący portret niektórych postaci, zwłaszcza samotnego myśliwego Spillera, z którego robi gogusiowatego motocyklistę z wypomadowaną głową. Bardzo mnie to rozczarowało, a wręcz zabolało. Tu należy też dodać, że nie jestem fanką anime. Tak, to się wiąże. Z tych dwóch powodów zwlekałam z obejrzeniem japońskiej animacji “Tajemniczy świat Arietty”. W końcu jednak się przemogłam i… w sumie zostałam pozytywnie zaskoczona.

Rodzina malutkich ludzi – Dominika, Strączek i ich czternastoletnia córka Arietta – mieszka pod podłogą wiejskiego domu. Starają się nie zwracać na siebie uwagi ludzi, szczególnie starej służącej Hiru, która nie tylko wierzy w “miniludki”, ale jest też ich zajadłym wrogiem. Pewnego dnia do posiadłości przybywa mały chłopiec o imieniu Sho. Ma tam czekać pod opieką dalekiej ciotki na operację serca. Jego życie, naznaczone śmiertelną chorobą i obojętnością rodziców, jest samotne i smutne. Pewnej nocy przypadkiem dostrzega Strączka i Ariettę, którą ojciec uczy “pożyczania”, by mogła dać sobie radę w świecie ludzi. Początkowo nieufna dziewczynka, mimo surowego zakazu rodziców, nawiązuje po jakimś czasie z nim kontakt. Niestety na ich trop wpada bezwzględna Hiru…

Animacja, w warstwie wizualnej typowo japońska, urzeka ciepłem i bajkowością, a także dość dużą wiernością oryginałowi. Co prawda akcję przeniesiono z wiktoriańskiej Anglii do współczesnej Japonii, ale to nic nie szkodzi. Odważna, a jednocześnie bardzo dziewczęca i pełna słodyczy Arietta może dosłownie skraść serce widzom. Bardzo dobrze oddano też postacie jej rodziców, starych i zmęczonych, a mimo to zmuszonych do ciągłej walki o przetrwanie. Może nieco słabiej wypada Spiller, przypominający podróbkę Mowgliego, ale można to przełknąć. Również Sho trudno nie lubić. Za to Hiru budzi rzetelną odrazę i widz chętnie by ją udusił… choć przecież ma do czynienia z animacją, nie z żywym człowiekiem. Zapomina się o tym.

W filmie, podobnie jak w książce, jest też niezwykle ważne przesłanie. Próba ingerencji w cudzy świat – w tym przypadku świat Pożyczalskich, ale może być też też świat dzikich zwierząt, jak to często się zdarza – przynosi mimo dobrych chęci same nieszczęścia. Kluczowy staje się wzajemny szacunek i zrozumienie. Dzięki nim możliwe staje się nawet zawarcie przez Ariettę rozejmu z… kotem, który początkowo poluje na nią jak na mysz. Ten film, w odróżnieniu od wielu innych animacji, zawiera potężny ładunek dydaktyczny, podany w formie łagodnej i niezwykle pięknej. Nie da się ukryć. 10/10

Tytuł: “Tajemniczy świat Arietty”
Gatunek: fantasy anime
Produkcja: japońska
Data premiery: 17 lipca 2010

Autor: Eviva

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *