Rodzina jest najważniejsza The Flash 2×03: „Family of Rogues” – recenzja odcinka.

22 października 2015

FlashJeśli seriale o superbohaterach mogą nas czegoś nauczyć, to tego, że rodzina to nie zawsze więzy krwi, a ludzie, którzy pójdą za tobą, lub za ciebie w ogień. Robiąc to nawet, a może przede wszystkim wtedy, gdy tego nie chcesz.

Serial The Flash jest tego najjaskrawszym przykładem. Po wydarzeniach finału pierwszego sezonu Barry Allen odrzucił swoich przyjaciół stając się czymś na wzór samotnego mściciela. Mimo to, jak pisaliśmy w recenzji „Man who saved Central City” bez chwili wahania wracają oni, by na nowo sformować Team Flash i pomóc mu w walce z przestępczością. Cisco, Caitlin i doktor Stein, by nie wspomnieć o detektywie Weście nie są złączeni z Barrym więzami krwi, ale takimi właśnie uczuciami siebie darzą. Podobnie zresztą, jak Jay Garrick, który dołączywszy do zespołu ledwie w odcinku „Flash of Two Worlds” postanawia zostać z zespołem i walczyć z nimi ramię w ramię.

Twórcy serialu postanowili, że „Family of Rouges” będzie niejako deklaracją tego właśnie przesłania. Dzięki temu odcinkowi widzimy, jak pokręcone mogą być relacje w rodzinie, a jednocześnie, jak bezwarunkowa może być w niej miłość.

Lisa Snart i Leonard Snart

„Family of Rouges” jest powrotem dobrze nam znanych z poprzedniego sezonu postaci. Przede wszystkim wraca Golden Glider, czyli Lisa Snart. Dla mniej zorientowanych wyjaśniamy, że Lisa jest siostrą Leonarda Snarta, znanego nam bliżej jako Kapitan Zimno (Captain Cold). Podczas kiedy jej brat zamraża wszystkich wrogów, Lisa zamienia ich w złote figury.

Lisa zjawia się, by poprosić Flasha o pomoc. Najwyraźniej jej zimno krwisty brat został porwany i jest przetrzymywany w nieznanym jej miejscu. Lisa wierzy, że tylko Flash, a właściwie tylko Cisco może go namierzyć. Wyraźnie widać, że chemia jaka się zawiązała pomiędzy tym dwojgiem nie osłabła od czasu ich ostatniego spotkania, choć trzeba przyznać Cisco, że jakkolwiek leci on na Lisę, to nie daje jej się wodzić za nos. Rzekomym porywaczem Leonarda okazuje się ich ojciec i wszystko wskazuje na to, że zapomnieli oni powiedzieć Lisie, że współpracują ze sobą. Wszystko byłoby jasne i Lisa zostałaby odprawiona, gdyby policja Central City nie znalazła współpracownika Lewisa Snarta z wysadzoną głową. Kim jest Lewis tłumaczyć nie muszę, bo matematykę znacie. W głowie Lisy jest bomba, o której dziewczyna nic nie wie. Flash ratuje sytuację i wszyscy przestępcy żyją długo i szczęśliwie. Lisa na wolności Leonard w więzieniu, a Lewis sześć stóp pod ziemią. No tak, racja. Nie wszyscy przestępcy, tatusiek nie przeżył.

Leonard współpracuje z ojcem, którego nienawidzi, tylko po to, by ratować życie swojej siostry, a nienawidzi go dlatego, że maltretował on Lisę przez całe ich dzieciństwo, bijąc ją zarówno pięściami, jak i butelkami. Do czego więcej się posunął, tego nie wiemy. Jakkolwiek spaczona jest moralność Kapitana Zimno, zrobi on wszystko dla swojej siostry, a jego siostra jest gotowa pójść, prosić o pomoc największego wroga.

Drugim wątkiem rodzinnym są relacje w rodzinie Westów. Detektyw West przez 20 lat utrzymywał wobec Iris i Barrego, że matka Iris była wspaniałą kobietą, która w niewyjaśnionych w serialu okolicznościach zmarła. Okazuje się jednak, że matka Iris żyje. Odeszła dwadzieścia lat temu, kiedy Joe wysłał ją na kolejny odwyk. Była narkomanką, przez którą Iris omal nie zginęła co najmniej jeden raz. Teraz wróciła i chce stać się częścią życia córki, która w jej mniemaniu „jej potrzebuje.” Nie jest łatwo przyznać się dziecku, do tak wielkiego kłamstwa. Kłamstwa, życie w którym uformowało je w osobę, którą teraz jest. Pomimo bycia przekonanym co do słuszności swojej decyzji sprzed lat, Joe jest przerażony perspektywą wyjawienia kłamstwa córce. Iris pokazuje jednak, że rodziną jest człowiek, który cię wychował i zawsze był przy tobie, nie zaś kobieta, która cię urodziła, a następnie opuściła dla narkotyków. Postanawia się spotkać z matką, nie wygląda jednak na to, by miało być to „reunion” po latach.

Wartym wspomnienia jest oczywiście choroba doktora Steina, który w jednej z ostatnich scen odcinka najpierw zapala się czerwonym płomieniem – co nie powinno się zdażyć bez pomocy Ronniego – a następnie płomienie zmieniają się w błękitne. Czyżbyśmy byli świadkami narodzin Deathstorma?

Jak wspominałem w pierwszej recenzji tego sezonu The Flash. Obawiam się, jak zostanie poprowadzony cały wątek Kryzysu na nieskończonych Ziemiach. Co prawda mieliśmy dopiero trzeci odcinek sezonu, ale wygląda na to, że producenci nie śpieszą się z rozwijaniem wątku. Dozując go nam powoli i nie zapominając, że prócz Ziemi 2, nadal istnieje Ziemia 1 ze swoimi problemami, które musi rozwiązać nasz superbohater.

Harrisson Wells z Ziemi 2

„Famili of Rouges”, jak każdy odcinek The Flash zakończył się sceną cliffhangerem. W pierwszym odcinek. W „Man who saved Central City” było to pojawienie się Jay’a Garricka w S.T.A.R. Labs. W „Flash of two worlds” mieliśmy krótką wizytę na Ziemi 2, gdzie Doktor Wells nadal jest szefem S.T.A.R Labs. Wspominałem wtedy, że bardzo nie podobał mi się jego uśmiech, gdy mówił „Cześć dzieciaki”. Tym razem Cliffhangerem było przybycie tegoż doktora Wellsa na Ziemię 1 przez portal znajdujący się w piwnicach S.T.A.R Labs. Ponownie, jego uśmiech mi się stanowczo nie podobał.

Ocena końcowa odcinka: 80/100 – Przede wszystkim za wielowątkowość. Skupienie się na rozwoju wewnętrznym postaci i relacji pomiędzy nimi, nie zapominając przy tym o odpowiedniej dawce akcji w stylu heist.

Zapraszamy również na recenzję kolejnego odcinka serialu „Fury of Firestorm” na naszym portalu.

TragediaSłaboMoże byćDobrzeSuper (Brak ocen)
Loading...

Zapisz

Zapisz

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *