„ŻYCIE WŚRÓD DZIKUSÓW” Shirley Jackson – recenzja

7 marca 2019

images (5)Nie przepadam za autobiografiami, pamiętnikami, dziennikami. Najczęściej mam wrażenie, że czytam panegiryk napisany samemu sobie albo też to, co autor chciałby, żeby się wydarzyło. Wiarygodność tych książek bywa doprawdy wątpliwa, podobnie jak często ich wartość literacka. Z rzadka się zdarza, by w związku z tym lektura czyichś wspomnień wzbudziła we mnie zainteresowanie. Bywają jednak wyjątki. Chciałoby się rzec, że chwalebne. Jednym z nich jest książka Shirley Jackson („Nawiedzony dom na wzgórzu”) „Życie wśród dzikusów„. Doprawdy, dawno się tak nie bawiłam, jak podczas tej lektury.

Shirley urodziła pół roku temu drugie dziecko. Zajęta obowiązkami matki, mężem oraz domem z trudem znajduje czas na pisanie i często zapomina o całym świecie. Wizyta właściciela kamienicy zaskakuje małżonków. Okazuje się, że zapomnieli o przedłużeniu umowy, co zostało potraktowane jako jej wypowiedzenie. Rodzina musi szybko znaleźć sobie nowe lokum, co dla pary z dwojgiem małych dzieci, plus dwa koty i pies, nie jest wcale łatwe. Poszukiwania prowadzą ich do małego miasteczka w Vermont, gdzie mieszkają ich przyjaciele i ogólne warunki mają być lepsze niż w Nowem Yorku. Po początkowym nieporozumieniu z właścicielką agencji nieruchomości udaje się im wreszcie wynająć dom od pewnego starego człowieka nazwiskiem Fielding, który poprzestaje na śmiesznie małym czynszu i nie ma zamiaru kontrolować nowych lokatorów. Ci nie zdają sobie na razie sprawy, że życie w wielkim mieście było krańcowo odmienne od tego, co ich teraz czeka i nie są przygotowani na to, co niesie im ta przeprowadzka…

Shirley Jackson jest poczytną amerykańską pisarką. „Życie wśród dzikusów” to część jej prywatnych zapisków, ubranych w literacką formę. Opowiada o pierwszych latach w Vermont, zmaganiach z problemami typowej pani domu, żony i matki, a to wszystko okraszone jest dużą dawką humoru. Vermont to miejsce szczególne. Wszystko ma tu swoje miejsce i toczy się swoim rytmem, niezależnie od tego, co ktoś ma do powiedzenia. Nikt się nigdzie nie spieszy. Znana bądź co bądź już pisarka jest traktowana jako „żona przy mężu”, czyli zwykła kura domowa bez przygotowania zawodowego. Znalezienie jako tako przydatnej pomocy domowej graniczy z cudem. Wezwany do zepsutego pieca fachowiec okazuje się zwykle naciągaczem, bez żadnego pojęcia o tej robocie. Swoiste poczucie czasu rodowitych Vermontczyków doprowadziłoby do rozpaczy każdego jako tako punktualnego człowieka. A jednak po kilku miesiącach rodzina nie wyobraża sobie już życia gdzie indziej.

Ta mała książeczka nie jest właściwie powieścią w ścisłym tego słowa znaczeniu. To raczej zapiski prowadzone na gorąco, bardziej dla rozrywki niż z myślą o ewentualnych czytelnikach. Może dlatego tekst jest tak lekki i zabawny. Nawiasem mówiąc, to czytając o perypetiach Shirley z warsztatem samochodowym i wzywanymi do domu „fachowcami” lub o jej doświadczeniach na oddziale położniczym miejscowego szpitala („Mogłabym już pójść i się położyć?” „Doprawdy – żachnęła się urzędniczka.- Przecież to w końcu tylko poród…”), ma się nieomal wrażenie, że są to relacje z Polski. Jak się okazuje, pewne schematy zachowań dotyczą nie tylko naszego kraju, a można je spotkać na całym świecie.

Książkę można śmiało polecić ludziom w każdym wieku. Jest zabawna i urocza. Po raz pierwszy wydano ją w Polsce w ramach PRLowskiej serii „kieszonkowej”, ale od tej pory wznowiono dwa lub trzy razy. I bardzo dobrze. Godziwej rozrywki nigdy za wiele.

Tytuł: „Życie wśród dzikusów”
Autor: Shirley Jackson
Gatunek: autobiografia
Język oryginału: angielski
Przekład: Mira Michałowska

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *